Pieniądze i lans Dominika Tarczyńskiego. Kto naprawdę stoi za kontrowersyjnym parlamentarzystą?

Dominik Tarczyński najwyraźniej lubi szokować. Przy okazji ściąga ciemne chmury nad PiS.
Dominik Tarczyński najwyraźniej lubi szokować. Przy okazji ściąga ciemne chmury nad PiS. FOT. WOJTEK HABDAS / AGENCJA GAZETA
Jacuzzi, piękne słoneczne plaże, drinki z palemką czy clubbing w najmodniejszych lokalach wciąż jeszcze nie spowszedniały Dominikowi Tarczyńskiemu. Parlamentarzysta lubi otaczać się luksusem, za nic mając cnotę skromności, korzysta z pieniędzy… swojej partnerki.

Pięcio-gwiazdkowe hotele, jacuzzi z widokiem na panoramę Warszawy czy rejs ekskluzywnym jachtem wydają się stanowić sens życia parlamentarzysty Dominika Tarczyńskiego. Poseł PiS za nic ma oficjalny wizerunek partii. Prawo i Sprawiedliwość na sztandary wzięło hasła solidarności i bratania się z przeciętnymi Polakami. Tymczasem statystyczny Kowalski rzadko kiedy ma okazję plażować w Miami czy choćby w Baku.
Poseł też by nie miał szansy na taki odpoczynek, gdyby nie jego partnerka. Jak wskazuje Michał Krzymowski z tygodnika "Newsweek", Agnieszka Migoń jest tą osobą, dzięki której parlamentarzysta może pławić się w luksusie. Aga rocznik 72 jest w formie – wyznawał Tarczyński, publikując na Twitterze zdjęcie swojej partnerki w kostiumie kąpielowym przy hotelowym basenie w Baku. Ale "Aga rocznik 72" nie tylko jest w formie, to jeszcze jest znaną kielecką bizneswoman i właścicielką kilku ekskluzywnych butików.



Miłość i pieniądze
Bez większej przesady można powiedzieć, że to właśnie Agnieszka Migoń stoi za karierą polityczną parlamentarzysty. Gdy Tarczyński w trakcie ostatniej kampanii wyborczej wydawał 65 tysięcy złotych zebranych na promocję, 60 groszy z każdej złotówki pochodziło z konta bankowego Migoń. Rozmówcy, do których dotarł publicysta "Newsweeka" wykazują, że Tarczyński zarobił swego czasu trochę pieniędzy, ale dawno temu już je przehulał. W Kielcach nie ma nawet mieszkania, mieszka u swojej partnerki. Gdy po mieście szalał sportowym BMW, to auto też należało do Agnieszki Migoń.

Poseł próbował zrobić karierę w telewizji. Jedyne co mu się udało, to nawiązać kilka kontaktów, które okazały się kluczowe. Zaprzyjaźnił się na przykład z Przemysławem Gosiewskim, ważnym politykiem Prawa i Sprawiedliwości. Przypuszczalnie to właśnie Gosiewski stał za awansem Tarczyńskiego, który po roku pracy w TVP Kielce przeniósł się do Warszawy na stanowisko wiceszefa Ośrodka Informatyki i Telekomunikacji. W TVP nie zagrzał jednak długo miejsca, wyrzucono go, gdy wyszło na jaw, ze zamiast pracować przesiaduje całymi dniami w namiocie Solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu.

Próbował zbliżyć się do Mariusza Błaszczaka, wyreżyserował nawet spot wyborczy tego polityka, ale ostatecznie reklamówka nie ujrzała światła dziennego. Podobno zablokował jego emisję sam Błaszczak, któremu nie podobało się pokazywanie go bez marynarki, w koszuli z podwiniętymi rękawami. Podobno Błaszczak miał powiedzieć, że nigdy nie da Tarczyńskiemu swojej rekomendacji. Jego kandydaturę podczas kampanii wyborczej do Sejmu wspierali Marek Jurek i Ryszard Czarnecki.

Mimo tego Dominik Tarczyński wszedł do parlamentu i… z miejsca zaczął szokować. W przerwach na kąpiele w hotelowym jacuzzi z widokiem na panoramę Warszawy próbował wyzwać na "solówę" (walkę wręcz) byłego prezydenta Polski Lecha Wałęsę, którego nazwał bydlakiem. Długo potem nie chciał przeprosić za swój wpis, zrobił to dopiero pod wpływem powszechnej krytyki w mediach społecznościowych.

Czarna owca PiS?
Tarczyński zupełnie nie pasuje do wizerunku polityka partii rządzącej, jaki próbują próbują wykreować partyjni specjaliści od PR. Daleko mu do przeciętnego Kowalskiego, z trudem wiążącego koniec z końcem. Poseł udowadnia to na każdym kroku. Nie dalej jak wczoraj media obiegł jego post, w którym pozują z "Agą rocznik 72" na pokładzie luksusowego jachtu "gdzieś w Polsce". Wściekli internauci chętnie zderzają tę fotografię z obrazkami z Rytla, gdzie tydzień temu przeszła katastrofalna w skutkach nawałnica. Wykazują brak wyczucia politycznego i empatii.

Poseł wydaje się nie rozumieć, że epatowanie bogactwem kłuje w oczy Polaków. Jego zachłyśnięcie się luksusem i pozycją społeczną prędzej czy później stanie się poważnym obciążeniem dla partii, której politycy tak chętnie mówią do zwykłych Polaków o potrzebie solidarności. Jeśli Tarczyński straci wsparcie polityków PiS, może się okazać, że wsparcie finansowe ze strony Agnieszki Migoń okaże się niewystarczające do tego, by mógł z powodzeniem startować w następnych wyborach.

Więcej o pośle Tarczyńskiej czytaj w najnowszym numerze tygodnika "Newsweek".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...