Pięć lat temu pytaliśmy “Czy to chwyci?”. Początki rowerów miejskich wcale nie były łatwe

Warszawski rower miejski ma już pięć lat. Od tego roku rowerzystów wspiera bank Citi Handlowy
Warszawski rower miejski ma już pięć lat. Od tego roku rowerzystów wspiera bank Citi Handlowy Fot. na:Temat
Warszawa, godzina 17, stojak roweru miejskiego przy Mariottcie. Pusty. - Mówiłem, żeby jechać nad Wisłę - tam zawsze stoją. Poza tym zdjęcia ładniejsze - marudzi fotograf. Dla świętego spokoju mówię, że tam też pojedziemy, choć tak naprawdę wątpię, że na bulwarach rzeczywiście coś ustrzelimy. W godzinach szczytu rotacja warszawskich CitiBike’ów przypomina karuzelę, od niedawna połączoną również z polowaniem na białe kruki, a właściwie - niebieskie, ale o tym później. Najpierw o tym, jak w pięć lat Warszawa przeniosła się bliżej Kopenhagi.

Od stacji Veturilo, znajdującej się w północno-zachodnim rogu ronda Dmowskiego, do stolicy Danii jest dokładnie 647 km. Tak podaje przynajmniej tablica stojącego nieopodal obelisku, wyznaczającego odległości do europejskich stolic i polskich miast wojewódzkich. Dystans geograficzny to jedno. Odkąd jednak pięć lat temu na stołeczne ulice wyjechały pierwsze rowery miejskie, pod względem mentalnym zaczęliśmy się do mieszkańców Kopenhagi zbliżać bardzo szybko - przynajmniej jeśli chodzi o korzystanie ze miejskich dwóch kółek.
- W lecie jeżdżę głównie z pracy - tłumaczy Magda, którą zaczepiamy właśnie przy stacji obok “Kamienia odległości”. - Wiadomo, człowiek nie wchodzić do biura spocony. Ale jak wracam, to mi właściwie nic nie przeszkadza, mogę pedałować, ile wlezie - śmieje się.
Pytana o to, czy jej zdaniem Warszawa pod względem rowerowym zbliża się do Kopenhagi, kiwa głową. - Byłam tam kilka lat temu i w pamięci utkwiły mi właściwie tylko te rowery. Są wszędzie! Ścieżki rowerowe są bardziej zatłoczone, niż ulice. Myślałam wtedy, że to niemożliwe, żeby u nas było chociaż trochę podobnie. A dzisiaj, rzeczywiście, czasem ciężko znaleźć wolny rower. Pewnie dlatego, że “garnitury” z Mordoru też w końcu nauczyły się jeździć. Ale to dobrze! Powietrze będzie czystsze - śmieje się Magda.
Jak na życzenie, przy kolejnej stacji rower przepina właśnie “biały kołnierzyk”. Olek miejskim rowerem dojeżdża do pracy codziennie, choć wśród powodów nie wymienia troski o środowisko. Przemawia przez niego czysty pragmatyzm - Samochodem stałbym w korkach, czego nie znoszę, bo to strata czasu. Z kolei tramwaj jedzie dwa razy dłużej. Na rowerze jestem w pracy w 15 minut - zapewnia.
Sam czas dojazdu to jedno, ale do ogólnego rozrachunku korzystania z miejskiego roweru należy doliczyć też minuty, poświęcone na wypożyczenie i zwrócenie do stacji. Te są dość cenne - zwłaszcza rano, a szczególnie wtedy, kiedy przyciśniemy “drzemkę” o dwa razy za dużo. Dlatego dość istotnym komponentem całego rowerowego systemu wypożyczeń jest sprawnie działająca aplikacja, która nie zniweczy naszych wysiłków włożonych w niespóźnienie się do pracy. Warszawskie Veturilo, dzięki wsparciu Citi Handlowy, taką właśnie posiada.
Starą apkę do wypożyczania rowerów zastąpiła w tym roku nowa - Citi Handlowy Bikes. Odświeżona, przejrzysta szata graficzna, intuicyjne menu i sprawniejszy system wypożyczeń to korzyści jakie warszawscy “bikerzy” doceniają już od marca. W sierpniu czeka na nich jeszcze jeden bonus związany z zaangażowaniem nowego partnera. Warszawska rowerowa pula powiększyła się o 50 “niebieskich”. Jeśli zauważycie, że w stacji stoi maszyna w smerfnym kolorze przed wypięciem ze stacji koniecznie zróbcie zdjęcie, doklejcie hashtag #CitiHandlowyBikes i #NiebieskiRower i wrzućcie na Facebooka lub Twittera. Na spostrzegawczych rowerzystów czekają vouchery od Citi Handlowy.
Fakt, że Citi Handlowy postanowił zaangażować się we wsparcie rowerowej infrastruktury nie zdziwi pewnie nikogo, kto miał okazję odwiedzić Nowy Jork. Businessmani z Manhattanu, tak samo jak ci z Mokotowa, do pracy dojeżdżają rowerami z niebieskim logo.
- Niebieskie rowery w Warszawie to naturalna konsekwencja sukcesu odniesionego przez program Citi Bike w Nowym Jorku i Miami. Tam Citi Bike skutecznie zdobyły serca mieszkańców i stały się naturalnym elementem miejskiego krajobrazu. W zaledwie cztery lata Citi Bike, jako zupełnie nowa forma transportu publicznego w Nowym Jorku, urosła do rangi największego programu rowerowego w Stanach Zjednoczonych - powiedział Edward Skyler, Globalny Szef Public Affairs w Citi. - Jesteśmy dumni z tego, że w ramach naszej działalności na rzecz rozwoju udało nam się stworzyć tak dobre, powszechnie akceptowane rozwiązanie dla transportu publicznego. Cieszymy się, że możemy też wspierać rozwój tego innowacyjnego programu w Warszawie - dodał.
Nowojorski system CitiBike’ów jest obecnie największym spośród wszystkich działających w USA. Pierwsze stojaki z logo banku stanęły na ulicach Wielkiego Jabłka w 2013 roku. 12 miesięcy wcześniej, za sprawą firmy NextBike, pierwsze miejskie rowery pojawiły się w Warszawie. O tym, z jaka niepewnością wtedy się do nich odnosiliśmy, świadczy ten choćby ten artykuł z na:Temat:
Rowery miejskie podbijają polskie miasta
Wyjaśniamy gdzie i jak z nich skorzystać

- Rowery miejskie. Dużo się o nich słyszy, a w zasadzie mało się o nich wie. Że są one coraz częściej w polskich miastach to nie nowość. Nowością jest natomiast to, jak z nich korzystać. Czy wypożyczenie ich w ogóle nam się opłaca? Czytaj więcej

Takich pytań nie zadaje Mykoła, który do Polski przyjechał z Ukrainy: - W Kijowie nie ma miejskich rowerów, a to świetne rozwiązanie. Odkąd mieszkam w Warszawie, jeżdżę nim właściwie codziennie. Kiedyś za jednym razem przejechałem 40 kilometrów - wspomina.
Ze wspólnych rowerów korzystają dzisiaj mieszkańcy kilkunastu polskich miast. 70 proc. wszystkich rowerów miejskich nosi natomiast logo Citi Handlowy.
Veturilo
komunikat prasowy

W systemie Veturilo jest już zarejestrowanych ponad pół miliona użytkowników. Tylko w tym roku rowery wypożyczono ponad 3 miliony razy. Łącznie w ciągu pięciu lat wypożyczono rowery 11 milionów razy. Średni czas jednego wypożyczenia na przestrzeni ostatnich pięciu lat w Warszawie to 22 minuty i 54 sekundy.

Ze statystyk wynika więc, że następnym razem kiedy stojaki wybranej stacji będą świecić pustkami, wystarczy poczekać nieco ponad 20 minut, aż statystyczny “garnitur” z Mordoru skończy pracę i rower zwróci. Z drugiej strony, kto jak nie bankierzy, powinni nas utwierdzać w przekonaniu, że czas to pieniądz? Zamiast więc czekać bezczynnie, równie dobrze możecie spojrzeć na mapkę aplikacji i przejść się do kolejnego rowerowego spotu i sprawdzić, czy nie czeka tam jeden z 50 “niebieskich”.

Artykuł powstał we współpracy z Citi Handlowy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...