Suzuki Vitara. Crossover, który nie wypiera się przodków

Suzuki Vitara niewiele kosztuje, daje z siebie całkiem sporo. Fot. naTemat
Dawniej to było prawdziwe auto terenowe. Współczesna Vitara to bardziej auto miejskie, ot kolejny crossover dobry do wjeżdzania na krawężniki. Ale coś jeszcze w genach zostało. Vitara wciąż nie poddaje się na pierwszym lepszym kamieniu w terenie.

Pamiętam jeszcze z czasów liceum, jak znajomy podbierał rodzicom Grand (tak, nowy model już nie jest "grand") Vitarę sprzed dwóch generacji i jechał nią do lasu. I bynajmniej nie jeździł wyłącznie po leśnych drogach wytyczonych przez leśników. Zdarzało mu się opuszczać ubity teren i sprawdzać limity tamtego auta.



Współczesnej Suzuki Vitary na taką wycieczkę raczej bym nie zabierał. Ale wciąż jest to samochód, który sporo potrafi.

Już nie taka wielka

Jednak po kolei. Vitara może nie jest prawdziwą terenówką, ale wygląda jak jedna z nich. Taka trochę zminiaturyzowana, mniejsza choćby od poprzedników, ale coś w niej jest. Wystarczy spojrzeć na auto z boku. Nie ma co tu szukać charakterystycznych dla współczesnych aut obłości. Mamy więc pudełkowate nadwozie pozbawione "zbędnych" udziwnień, duży grill z przodu i całkiem sensowny prześwit - 185 mm.
W środku też znajdziemy terenowy akcent, którego próżno szukać w innych crossoverach tej wielkości. Poniżej lewarka znajdziecie bowiem koło obsługi systemu ALLGRIP. Vitara ma prawdziwy napęd na cztery koła, który można przełączyć na cztery tryby: AUTO, SPORT, SNOW oraz LOCK. Ich działania nie trzeba tłumaczyć. To nasz łącznik z poprzednikami Vitary.

W środku rzuca się coś jeszcze. Testowany model to "sportowa" wersja S. Mamy więc zegary otoczone różowo-czerwonym (trudno określić ten kolor) plastikiem, taką samą nić na lewarku, skórzanej kierownicy czy fotelach. Ot, detale, w moim odczuciu niezbyt szczęśliwe. Prawdziwym "hitem" jest za to centralnie umiejscowiony zegarek. Zamiast cyfr arabskich mamy na nim jednak... japońskie kanji. I choć lubię japońską kulturę, uważam, że wygląda to po prostu źle.
Cała reszta jest już taka, jak w "zwykłej" Vitarze. Czyli dość smutno, ale ergonomicznie. I bardzo plastikowo - ale czego oczekiwać od tak niedrogiego auta. Na plus wybijają się bardzo wygodne fotele, obite po bokach skórą, a na środku wykończone miłym w dotyku materiałem, choć łatwo brudzącym się. Jest też całkiem przestronnie. Vitarą wygodnie będą podróżowały cztery osoby, w tym także te dwie osoby z tyłu. Cieszy bagażnik. Może niezbyt wielki (niecałe 400 litrów), ale foremny, z praktycznymi przegródkami i płytą wyrównującą z jednej strony poziom załadunku, a z drugiej tworzącą "ukrytą" przestrzeń poniżej głównej przestrzeni załadunkowej.

Daje radę nie tylko w mieście

A teraz czas na doskonałą informację: Vitara jeździ lepiej, niż wygląda. Zastosowany silnik, turbodoładowany, czterocylindrowy benzyniak o pojemności 1.4, całkiem żwawo rusza do przodu. Dzieje się tak, bo auto jest lekkie - waży niewiele więcej niż 1200 kilogramów. W efekie 140 KM i 220 Nm momentu obrotowego jest więcej niż wystarczające dla przeciętnego kierowcy.
Na drodze jest całkiem wygodnie, choć zauważalnie sztywno. Szybka podróż po dziurawej drodze może zakończyć się podskakiwaniem kierowcy na fotelu. Układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, więc w razie czego polecam mijać co większe dziury.

Innymi słowy Vitara nie oferuje mniej niż podobne auta w segmencie. Za to daje więcej w terenie. Dzięki różnym trybom jazdy i napędowi na cztery koła Vitara chętnie porusza się po "umiarkowanie wymagającym" terenie. Pomaga w tym także wspominany już prześwit. Zwłaszcza, że wspomniany tryb na śnieg pomaga także piaszczystym podłożu. Więc jeśli zaskoczy was w Vitarze piaszczysta, nierówna droga - to tylko was, a nie auto.

Najpierw tanio, później trochę drożej

Spalanie wypada natomiast co najwyżej przeciętnie. Co prawda jest nieźle w trasie, bo na autostradzie Vitara spali trochę więcej niż osiem litrów, a na drodze krajowej nawet mniej niż sześć i pół, ale w zakorkowanym mieście jak Warszawa Vitara wypije niemal jedenaście litrów! Nie pomaga nawet sześciobiegowy automat. Silnik 1.4... Na szczęście w mniej zakorkowanych miejscach będzie dużo lepiej.

Na pocieszenie: Vitara jest niedroga. To widać na każdym kroku, bo auto jest niezwykle plastikowe. Ale za te pieniądze daje całkiem sporo. Vitara S zaczyna się w cennikach z automatyczną skrzynią od mniej więcej 103 tysięcy, ale jak zajrzycie do katalogu, przekonacie się, że to naprawdę dobrze wyposażone auto. A najtaniej można kupić to auto już za niecałe 62 tysiące. A z tym silnikiem od 85 tysięcy. Tam nie ma co oczekiwać cudów, ale... prześwit zostaje ten sam.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...