Na mieście trwa wojna, a na stadionie bawią się całe rodziny. Kibice Widzewa to fenomen i przykład do naśladowania

Na mecze Widzewa przychodzą nawet kilkuletnie dzieci. Zdjęcie jak z zagranicznego stadionu.
Na mecze Widzewa przychodzą nawet kilkuletnie dzieci. Zdjęcie jak z zagranicznego stadionu. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Łódź to specyficzne miejsce również pod względem piłki nożnej. Ma dwa kluby, które od dawna nie grają na najwyższych szczeblach i póki co nie liczą się zbytnio w lidze, ale i tak idąc ulicą można dostać w zęby, jeśli źle odpowiemy na pytanie "Za kim jesteś?". Co innego dzieje się na stadionach, a konkretnie tym, na którym mecze rozgrywają piłkarze Widzewa. Panująca tam atmosfera pozwala nam przywrócić wiarę w to, że istnieje coś takiego jak dobry doping w polskiej piłce, a nie każdy kibic to typ spod ciemnej gwiazdy. Przykładni kibice to "wiara spod Zegara".

Ileż to raz razy oglądając mecze Premier League zastanawiałem się jak to jest, że kibiców od boiska nie oddzielają zasieki, tylko zwykła banda, a w rękach zamiast rac mają kubki z piwem. W Anglii przed laty to Margaret Thatcher, znana jako "Żelazna Dama", postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. "Musimy oczyścić naszą piłkę z tych bandytów" – i tak jak powiedziała, tak zrobiła, jednak konkretne zmiany przyszły dużo później (po tym jak na stadionie zginęło 96 kibiców Liverpoolu). Kibicowanie w Anglii wygląda wzorowo za sprawą m. in. imiennych kart kibiców, wysokich kar finansowych oraz stadionowych i ogólnej poprawie bezpieczeństwa obiektów. U nas bandyci nadal nadużywający określenia "kibic" i wciąż są plagą, jednak jeśli chodzi o same stadiony, to sytuacja się zmienia.
Opublikowany przez WidzewToMy na 16 czerwca 2017
Opublikowany przez WidzewToMy na 12 sierpnia 2017
Czegoś takiego w polskiej piłce nie było
Dla wielu łodzian i okolicznych mieszkańców weekend oznacza jedno: "meczyk". Tak jak w głośnym dokumencie "Czekając na sobotę", kibice RTS-u cały tydzień ostrzą pazurki na spotkanie ukochanej drużyny, które zazwyczaj jest właśnie tego dnia. Jeśli Widzew gra u siebie, to zawsze o 19:10 - godzina symbolicznie nawiązuje do daty założenia klubu. Przed stadionem ustawiają się gigantyczne kolejki na długo przed otwarciem bram, ulice i miejska komunikacja pełna jest setek ludzi w czerwono-biało-czerwonych barwach pędzących na mecz. Starych, młodych, kobiet, mężczyzn i maluchów. Nie ma burd przed spotkaniami (po nich to już niestety inna sprawa, kiedy lekko podpici kibice wracają do domów i niektórzy dalej szukają wrażeń), czuć świąteczną atmosferę. A to wszystko na meczu III ligi - czyli 4. poziom rozgrywek!
Karol
Kibic

"Kibice są "dwunastym" zawodnikiem i pomagają ze wszystkich sił swoim piłkarzom, aby jak najszybciej wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej. Atmosfera jest przyjacielska, rodzinna, nikt nie oszczędza gardła. Niecichnący doping niesie piłkarzy od zwycięstwa do zwycięstwa.
Jest mnóstwo rodziców, którzy przychodzą że swoimi pociechami. Sam mam kilku znajomych co zabierają dzieci na stadion i doskonale się bawią. Już od najmłodszych lat jest zaszczepiany gen kulturalnego dopingu i wierność kochanemu klubowi.

Atmosferę widać na filmach w internecie, zdjęciach, ale to też trzeba przeżyć. Na Widzewie doping zaczyna przypominać ten z meczy siatkówki. Śpiewają i podskakują niemal wszyscy (nawet VIPy), oczywiście są też niecenzuralne "pozdrowienia" dla klubu zza miedzy, ale trzeba pozostać wiernym tradycji. Coś się jednak zmieniło i kluby pewnie zaczynają zazdrościć Łodzi kibiców. Filmik z ostatniego wygranego meczu z MKS Ełk (wygrana gospodarzy 4:0) rozchodzi się w internecie jak świeże bułeczki. Kibice podskakują na nim tyłem do boiska, na wzór fanów Lecha Poznań. "Jest moc" - jak napisał jeden z internautów.
To zasługa stadionu, ale nie tylko
Czepialscy powiedzą,  że to tylko i wyłącznie zasługa nowego stadionu. Po części to prawda. Klub "dostał" nowy obiekt w marcu tego roku. Na meczu otwarcia był pełen, 18-tysięczny tłum kibiców. Jednak większość nie przyszła tylko, żeby popatrzeć na błyszczące krzesełka i zadaszoną trybunę. Sprzedano ponad 15 tysięcy karnetów co było światowym rekordem dla tej klasy rozgrywek, wcześniej należącym właśnie do Lecha Poznań. Klub musiał zatrzymać sprzedaż karnetów, by było też miejsce dla osób chcących kupować pojedyncze bilety. Sam pamiętam jak na początku roku dzień w dzień przed stadionem ustawiały się kolejki kibiców po odbiór karnetów. Sytuacja jednak się nie zmieniła, a fani RTS-u nieustannie przychodzą na mecze i wypełniają obiekt przy al. Piłsudskiego po brzegi. Jak podaje portal widzewtomy.net: średnie zapełnienie stadionu w rundzie wiosennej to 86%, co jest ewenementem, zawstydzającym nawet ekstraklasę.
Arek
Kibic

"RTS to klub z tradycjami. Grali w nim piłkarze tacy jak Boniek, Żmuda , Smolarek, Młynarczyk i inni o których pamięta się do dzisiaj. Atmosfera i doping jak pamiętam towarzyszyły meczom od zawsze dzięki wspaniałym i fanatycznym kibicom. Stary stadion miał swój klimat, ale nie był na europejskim poziomie tak jak obecny. Kibice urodzeni w latach '70 i '80 tworzyli wspólnotę dla których mecze były jedną z niewielu rozrywek w tamtych czasach, dawały możliwość wspólnego przeżywania, bycia razem - co w dobie internetu i Facebooka coraz rzadziej się zdarza. Dlatego przyprowadzają na mecze młodsze pokolenie, żeby utrzymać tą tradycję."

Dziękuję, dobranoc! Fot. Roborotor

Opublikowany przez WidzewToMy na 24 maja 2017
"Panie Turek, kończ pan ten mecz!"
Wielu zastanawia się: dlaczego? Przecież w innych miastach też zasłużone kluby, ładne stadiony, a polska piłka ligowa nie jest wybitna. Widzew ma jednak swoją historię i pamiętne rozgrywki z Lidze Mistrzów sprzed 20 lat, które przez miłośników są wspominane do znudzenia. Nawet teraz jadąc tramwajem przy stadionie Widzewa legendarny komentator Tomasz Zimoch ogłasza przystanek ze swoją słynną sentencją "Panie Turek, kończ pan ten mecz!". Cytat wszedł do codziennego użytkowania po meczu z Brøndby w Kopenhadze w 1996 roku. Widzew wygrał wcześniej u siebie 2:1, jednak na wyjeździe przegrywał 3:2, dzięki stosunkowi bramek mógł awansować dalej w rozgrywkach, stąd te dramatyczne krzyki komentatora. I awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów w 1996 roku. Nie zdobył pucharu, ale np. raz zremisował z późniejszym mistrzem Borussią Dortmund 2:2 - wynik nieprawdopodobny w dzisiejszych czasach.
Sam pamiętam jak z zapartym tchem oglądałem popisy Marka Koniarka, kompletowałem plakat Marka Citki z "Bravo Sport" złożony z kilku części, piłem jogurty Bakoma, a drużyna okupowała początek tabeli I ligi (w sumie to 4-krotny mistrz Polski). Co się stało? Ano różne zawirowania. Wszyscy przede wszystkim obwiniają Sylwestra Cacka , który jako prezes źle zarządzał klubem. Ten popadł w kłopoty finansowe, a nawet na chwilę... przestał istnieć i ogłoszono jego upadłość 2 lata temu. Za to na czas budowy nowego stadionu, piłkarze tułali się po wynajmowanych obiektach, że aż trochę było przykro patrzeć. Jednak teraz Widzew powoli się odbudowuje i jako firma, i jako drużyna, niczym feniks z popiołów. Nie ma już spółki RTS Widzew Łódź, jest za to Stowarzyszenie Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź. Z IV ligi, awansował do III i jest w tym momencie wiceliderem tabeli. Umarł RTS, niech żyje RTS! – parafrazując słynny slogan. Domyślacie się chyba, czyja to zasługa?
Sebastian
Kibic

"Myślę, że źródłem fenomenu Widzewa są jego kibice, którzy pomimo różnych dziejów - nigdy nie opuścili swojego klubu, a wręcz przeciwnie – im było trudniej, tym bardziej go wspierali – każdy na miarę swoich możliwości. Widzewski charakter prezentowany przez kibiców udziela się wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób z Widzewem są związani obejmując również piłkarzy i członków zespołu, który kieruje aktualnie drużyną.
Pełne trybuny, wspaniała atmosfera, niesamowity doping i sportowe emocje powodują, że Widzew przyciąga całe pokolenia – od dziadków, przez rodziców, aż po dzieci, które fantastycznie się bawią podczas każdego meczu. Ostatnio serio byłem w szoku, bo dookoła mnie, w tym sezonie, zrobiło się mega rodzinnie - przychodzą pary, całe rodziny, no jest moc."

Byle do ekstraklasy... i kolejnych derbów
Zgryźliwi powiedzą: ludzie lubią kibicować zwycięzcom i jak Widzew zacznie przegrywać, to się od niego odwrócą. Generalizując to pewnie prawda, ale w przypadku RTS-u ta reguła się nie sprawdza, o czym zresztą była mowa wcześniej. Ba! Kibice wierzą, że klub czasy świetności ma jeszcze przed sobą. – Już ma świetnych piłkarzy, a drużynę prowadzi teraz legendarny Franciszek Smuda. Ja sobie nie wyobrażam, by Widzew nie wrócił do ekstraklasy – mówi kibic Piotrek. I dodaje: – Widzew grał słabo w poprzednim sezonie i to na nowym stadionie, a kibice jednak przychodzili na mecze. Tutaj nie ma złości i pretensji, a sama drużyna gra z meczu na mecz coraz lepiej i ogląda się to naprawdę dobrze. Jakby to już była ekstraklasa.
Co z odwiecznym wrogiem Widzewa - ŁKS-em? Klub również upadł, trochę wcześniej niż Widzew, ale drużyna też się odradza i już jest w II lidze. Jednak nie ma takich kibiców, którzy przyjeżdżają na mecze nawet daleko spoza Łodzi. Wiem, że to brzmi jak pocisk fanatyka, ale po pierwsze nie uważam się za takiego, a po drugie jest inny dowód. Sprawa stadionów w Łodzi to temat na książkę, ale w skrócie chodzi o to, że miasto postawiło przy al. Unii... 1 trybunę (słownie: jedną), by trochę zaoszczędzić. Miały być dostawiane kolejne, tak jak ŁKS będzie się piął w lidze. Niedawno awansował i co: gdzie kolejna trybuna? Ano był haczyk i drugi warunek: frekwencja. Ta nawet na meczu otwarcia była kiepska, mimo wielu bezpłatnych biletów. Zbliżają się wybory, więc prezydent Hanna Zdanowska ogłosiła w czerwcu budowę od razu 3 trybun i to już w przyszłym roku, ale wiadomo jak to jest z obietnicami. Kibice to jednak spora część wyborców i jeśli się zbiorą do kupy i pokażą swą siłę jak widzewiacy, to może i dostaną pełen stadion. Na razie, brzmi to okrutnie, ale nie ma dla kogo go budować.
Czy serio jest tak "różowo", a kibice przeciwnych drużyn zbijają sobie piątki na Piotrkowskiej i są wzorowymi obywatelami? Nie jest. Łódź to nadal cholernie niebezpieczne miasto i nawet przed poprzednim meczem Widzewa jeden z kibiców został potraktowany nożem (warto zauważyć, że poza stadionem). Pseudokibice pod przykrywką loga klubu prowadzą działalność kryminalną i obrzydzają futbol. Dorosłych już nie zmienimy, ale te dzieciaki, które przychodzą na mecze będą brać z kogoś przykład. Brzmi to miałko, ale to właśnie na obecnych kibicach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Patologii nie uda się niestety wyplenić w całości jak chwastów na działce. Można ją jednak ograniczyć w duchu fair play. Na Widzewie to się jakoś powoli udaje i Łódź jest na dobrej drodze do tego, by wojna kibiców kończyła się na zabawnych napisach na murach, a nie w szpitalu.
Trwa ładowanie komentarzy...