Jeśli wszyscy twoi znajomi jadą na pudełkach, a ty tylko się z nich śmiejesz - przeczytaj ten tekst

Dieta pudełkowa to fanaberia? Sceptyczka sprawdza
Dieta pudełkowa to fanaberia? Sceptyczka sprawdza Fot. Instagram / kikfitbar
Gdyby przedstawiciele cateringu dietetycznego KIK Fit wiedzieli, kto będzie przez tydzień testował ich pudełka, pewnie wstrzymaliby się z wysyłką. Przyznaję, do pomysłu przekazania odpowiedzialność za codzienne odżywianie w obce ręce z zasady odnosiłam się sceptycznie. Zdarzyło mi się posłać kilka litościwych uśmiechów w stronę “pudełkowych” koleżanek, które w porze obiadu odpakowywały swoje żelazne racje. Pewnie raz czy dwa rzuciłam znad kanapki średnio śmieszne pytanie o wartość kaloryczną pojedynczego ziarenka ryżu. Mogłam też stwierdzić, że “ten cały catering” to zwykła fanaberia (choć jest szansa, że ujęłam to nieco inaczej). W każdym razie, fanką nie byłam, hipokrytką - owszem, bo oczywiście nie zjadłam w swoim życiu ani jednego pudełkowego posiłku.

Jeśli jednak komuś wydaje się, że tak szczelnie otulona obłudą, podeszłam do dietetycznego zadania jak do zjedzenia bułki z masłem, to się myli. Po pierwsze dlatego, że przez tydzień białe ziarno i “złe” tłuszcze miały być na oucie. Po drugie, lekko niepokoiła mnie perspektywa spożywania tylko 1200 kalorii dziennie. No dobra - przerażała, i to mocno.

Moje obawy nie wynikały z troski o sam bilans energetyczny. Gdybym chodziła na siłownię tyle samo razy, co chwaliła się posiadanym w niej członkostwem, może rozważyłabym większe porcje. Ale biorąc pod uwagę siedząco-klikający tryb pracy, krótki bo pięciodniowy, okres trwania pudełkowego eksperymentu i rzekome korzyści płynące z czasowego ograniczania ilości spożywanych kalorii, byłam przekonana, że fizycznie będę w stanie na tej ilości paliwa funkcjonować. Co innego psychicznie.

Dyscyplina, umiar, wyrzeczenia - to bardzo niewygodne słowa, zwłaszcza w kontekście spożywczym. Bardzo wygodnie jest żyć “na ogół”: jeść “na ogół” zdrowo, “na ogół” małe porcje co kilka godzin i “na ogół” nie późno wieczorem, przed telewizorem. Ale czy da się przez cały tydzień nie używać “ogólników”?

Własna samodyscyplina to nie jedyna rzecz, wobec której byłam w kontekście pudełek sceptyczna. Główna obawa dotyczyła smaku dań, a właściwie tego, czy w ogóle będą go posiadały. Poboczne problem wiązał się ze śmiercią głodową z powodu niedostarczenia paczki z żywnością na czas. Na szczęście nie miałam czasu zbyt długo roztrząsać tych wątpliwości, bo chwilę po tym, jak zgodziłam się przetestować pudełka, dostałam telefon z KIK Fit.
Okazało się, że dostawa odbywa się w najwygodniejszy możliwy sposób - codziennie rano na wycieraczce będzie czekała na mnie paczka z czterema pudełkami i butelką. Co ważne, dostawy odbywają się około 3 - 4 w nocy, więc problem z niecierpliwym oczekiwaniem na śniadanie odpada.

Właśnie od opisu śniadania zaczniemy, ale najpierw kilka słów o moim żywicielu. KIK Fit to nie tylko catering pudełkowy. W Warszawie firma realizuje dostawy zdrowego jedzenia na telefon oraz prowadzi dwa stacjonarne bary. Wszystkie potrawy i przekąski dostępne w ich ofercie są dokładnie opisane pod względem wartości odżywczej. Na życzenie udostępniają również dokładny spis składników, z jakich składa się konkretne danie. Te, jak zapewniają twórcy KIK Fit, pochodzą w większości od lokalnych, ekologicznych dostawców, hodowców “szczęśliwych” kur i zwierząt. Wszystkie potrawy, z pieczywem włącznie, przyrządzane są od zera w KIK Fitowej kuchni pod okiem dietetyka, który dba o to, żeby liczba kalorii na etykiecie była zgodna z tymi w pudełku oraz żeby nie trafiły do niego niepożądane alergeny.
A więc, zasiadając do pierwszego śniadania wiedziałam już, że będzie zdrowo oraz że na pewno nie zjem więcej, niż 346 kcal zawartych w owsiance z makiem i owocami. Wydaje się niewiele, ale jak dowodzą internetowe porównania, nawet podobnie wyglądające potrawy mogą znacznie różnić się pod względem kalorycznym. W moim przypadku banan (na oko - połówka), ćwiartki pomarańczy (dwie) i owsianka okazały się wystarczającym porannym “zapełniaczem”. Poza tym dodanie maku do śniadaniowego podstawczaka uważam za pyszne posunięcie.

Generalnie śniadania nie rozczarowywały - była szakszuka, był pasztet, była pasta z awokado. Wszystko smaczne i doprawione. Gdyby ktoś nie wiedział, że to jedzenie opisywanej jako “fit”, “zdrowe” i “ekologiczne”, zajadałby się tak samo, jak babcinymi pierogami. Oczywiście, jeśli chodzi o ilość, tu porównania z babciną szczodrością nie będą miały miejsca, bo wartość kaloryczna wahała się w przypadku pierwszego posiłku w granicach 200 - 350 kcal.

Porcje obiadowe, choć teoretycznie również w kalorie ubogie, zaskoczyły mnie rozmiarami. Choć żaden zestaw nie przekraczał 500 kcal (a nierzadko nawet 400), to każdy skomponowany był w taki sposób, że ani razu w okolicach 15:00 nie wstałam od stołu głodna. Nie powiem, że nie wzięłabym dokładki miruny w sosie kaparowym czy “greckich” pulpetów z suszonymi pomidorami i bazylią - w normalnych, domowych warunkach pewnie tak. To właśnie jest największa zaleta pudełek, którą doceniłam: dokładnie widzisz, ile możesz zjeść i więcej nie jesz. Kropka.
Szansa na oszustwa pojawia się tylko (aż?) pomiędzy posiłkami. I możecie mi tu nie wierzyć, ale mając do rozdysponowania kilka pudełek, z których jedno zawiera deser (burakowe brownie - genialne, pudding z chią - zdrowy “klasyk” o specyficznej konsystencji, jaglana szarlotka - prawie jak domowa) je się często. Jasne, na diecie “1200 kalorii” nie da się żyć wiecznie, ale kilka dni w ramach odciążenia organizmu - jak najbardziej i to bez większego bólu.

Na koniec porozmawiajmy ocenia pudełek. Tego aspektu nie można pominąć, chociaż mi byłoby w sumie łatwo, biorąc pod uwagę, że pięciodniowy jadłospis dostałam od KIK Fit w prezencie. Nie mniej jednak, 1200 fit-kalorii kosztuje 65 zł, a ceny pozostałych zestawów, co zrozumiałe, wzrastają proporcjonalnie do wartości energetycznej.

Opłacalność takiej diety każdy musi więc przeliczyć na swoje finansowe możliwości. Jeśli chodzi o jakość serwowaną przez KIK Fit, powiem tylko, że skutecznie i, co ważniejsze - smacznie, oduczyli mnie krytykowania tego typu rozwiązań.

Artykuł powstał, ponieważ KIK Fit Catering przez tydzień bezpłatnie żywił sceptyczną dziennikarkę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...