W szaleństwie dezubekizacji obniżono emeryturę... bohaterowi Powstania Warszawskiego. Wystarczył tylko pretekst

W szaleństwie dezubekizacji obniżono emeryturę... bohaterowi Powstania Warszawskiego. Wystarczył tylko pretekst – praca w bibliotece podległej MSW.
W szaleństwie dezubekizacji obniżono emeryturę... bohaterowi Powstania Warszawskiego. Wystarczył tylko pretekst – praca w bibliotece podległej MSW. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Gdy PiS forsowało tę ustawę, ostrzegano, że odpowiedzialność zbiorowa nigdy nie oznacza nic dobrego. Opozycja i organizacje pozarządowe alarmowały, że nowe przepisy o dezubekizacji dotkną także tych, którzy żadnej dezubekizacji nie wymagają. Teraz, gdy nowe prawo weszło w życie, raz po raz okazuje się, że informację o obniżce emerytury dostał ktoś, kto na to nie zasłużył.

W założeniach chodziło o to, by bajońskich emerytur pozbawić tych, którzy byli zbrodniarzami komunistycznymi. Praktyka jest taka, że w tym szaleństwie obniżane są emerytury osób, które ze zbrodniami nie mają nic wspólnego. Portal onet.pl opisuje historię pana Zbigniewa, który w czasie wojny walczył w Powstaniu Warszawskim zaś po wojnie pracował w bibliotece Wyższej Szkoły Oficerskiej w Legionowie. Tak, to wystarczyło, aby go uznać za komunistycznego zbrodniarza i karnie obniżyć emeryturę.
Pan Zbigniew, powstańczy pseudonim "Jastrząb", do Armii Krajowej wstąpił w wieku 16 lat, w 1994 r. walczył z Niemcami na Woli. Udało mu się przeżyć, choć – jak wspomina – wielu kolegów z jego oddziału poległo.

(...) Z dwóch plutonów, z siedemdziesięciu paru osób, pierwszego dnia zostało nas niewielu ponad dwudziestu. (...) Ja przetrwałem, ale moje losy nadal były tragiczne.

W 1948 r. komuniści wzięli mnie do wojska. Wiedzieli, że byłem w AK, więc stałem się zaplutym karłem reakcji. Razem ze mną było 31 osób, sami akowcy. Osłaniała nas eskorta, żebyśmy po drodze nie uciekli do lasu. Z tego okresu pamiętam groźby: "Siedem lat będziesz siedział, nie wyjdziesz już z tego wojska!".

Ale wyszedłem. (...)

onet.pl
Pan Zbigniew opowiada, że po wyjściu z wojska, gdy już założył rodzinę, pracował m.in. w Bibliotece Narodowej a potem w Legionowie w bibliotece podległej MSW Wyższej Szkoły Oficerskiej. Tam spędził 25 lat: najpierw na etacie cywilnym, potem – jak sam przyznaje – na etacie Służby Bezpieczeństwa.

Oni mieli zapotrzebowanie na kierownika biblioteki, więc moja dyrektorka wyznaczyła trzech kandydatów. Przyjechał kadrowy i wybrał mnie. Chyba w nagrodę za to, że wcześniej otworzyłem w Warszawie trzy placówki czytelnicze. Wtedy już nie przyznawałem się, że byłem członkiem AK. (...)

Za to dzisiaj nazwano mnie zbrodniarzem. Za to odebrano mi godność. A ja z SB nie miałem nic wspólnego. Ja siedziałem w bibliotece.

onet.pl
Zdekomunizowany emeryt pisze, że odebrano mu 1060 złotych i teraz wraz z żoną mają razem miesięcznie 1926 zł. Z czego na czynsz wydają 1100 a na laki 600-700 zł.
Jak pisaliśmy, do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło już około tysiąca stu skarg od osób, które twierdzą, że niesłusznie straciły lub tracą prawo do emerytury/renty na podstawie tzw. "drugiej ustawy dezubekizacyjnej". Przepisy te przewidują, że minister spraw wewnętrznych ma prawo cofnąć decyzję o obniżce emerytury. Osoby te jednak zazwyczaj honorowo nie zamierzają prosić Mariusza Błaszczaka o żadną łaskę.



źródło: onet.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...