Mówisz: „To okropne”, ale klikasz. Po tym filmie zastanowisz się, dlaczego rządzi nami znieczulica

„The Square” to satyra na świat reklamy i sztuki oraz konsumentów – jednego i drugiego
„The Square” to satyra na świat reklamy i sztuki oraz konsumentów – jednego i drugiego Fot. materiały prasowe
Zrobili to specjalnie – mówili jedni. – No co ty, nikt by się tak nie narażał – mówili drudzy. Jak było naprawdę z niedawną kampanią popularnego energetyka, dowiemy się być może za kilka lat, kiedy jej twórcy w ramach dopinania osobistych budżetów, udzielą wywiadu plotkarskiemu tygodnikowi. A na razie słupki popularności marki rosną, zwolenników teorii numer jeden przybywa, a po tym, jak do kin trafi „The Square”, będzie ich jeszcze więcej.

Zwycięzca tegorocznej Złotej Palmy Ruben Östlund w swoim najnowszym filmie pyta, czy potrafimy odróżnić przekaz „skłaniający do myślenia” od tego, który bazując na najniższych instynktach, ma na celu tylko i wyłącznie podniesienie statystyk sprzedażowych. Albo, co może istotniejsze, czy w ogóle chcemy odróżniać?
Osobą, która w „The Square” mierzy się z tym problemem, jest Christian (Claes Bang) – dyrektor jednego ze szwedzkich muzeów sztuki nowoczesnej. Niech nikogo nie zwiedzie fakt, że akcja dzieje się w skandynawskiej „krainie szczęśliwości” – szwedzkie instytucje kultury również zmagają się z problemami finansowymi i też łapią się wszelkich możliwych „brzytew”, żeby swoje inicjatywy promować. Christian, na przykład, zatrudnia agencję reklamową.
W jego biurze pojawiają się więc dwaj młodzi „kreatywni”, którzy typową korpomową wykładają swoją koncepcję promocji. Christian rejestruje, że chcą „przyciągnąć”, „poruszyć”, „wywołać kontrowersje”, ale jak dokładnie – ani on, ani widzowie nie są na początku pewni. Tego pierwszego, na razie, kwestia ta obchodzi mniej niż niedawna utrata telefonu, portfela i spinek do mankietów.

Do kradzieży wspomnianych przedmiotów dochodzi w dość nieoczekiwanych okolicznościach, które z perspektywy widowni wyglądają raczej na artystyczny performance niż rabunek. Zresztą w absurdalnych, i jednocześnie absurdalnie śmiesznych, sytuacjach Östlund umieszcza swojego bohatera nieustannie, na przykład każąc mu posłuchać rady współpracownika odnośnie odnalezienia skradzionego telefonu. Geolokalizacja pokazuje, że znajduje się on w jednym z wieżowców. Dylemat pod tytułem: na którym piętrze i w którym mieszkaniu, ma rozwiązać wrzucenie do wszystkich skrzynek listu z pogróżkami i żądaniem zwrotu.
Dwa powyższe, wbrew pozorom, oddzielne wątki, mają wspólną płaszczyznę: zaufanie. Jeśli łapiemy się na zakamuflowany reklamowy haczyk – jesteśmy naiwni, ale kiedy przestajemy widzieć dobro w ludziach – stajemy się cyniczni i „znieczuleni” na krzywdę. Motywem, który przewija się przez cały film jest również pokrewna kwestia niesienia pomocy – zarówno często widocznym na ekranie żebrakom, jak i głównemu bohaterowi w codziennych życiowych sytuacjach. Pojawia się pytanie, czy bombardowani ze wszystkich stron medialnym fałszem, jesteśmy jeszcze w stanie wyłączyć asekuracyjną podejrzliwość w prawdziwym życiu.

Zadanie utrudnia Christianowi fakt, że na co dzień funkcjonuje on w świecie sztuki nowoczesnej – siłą rzeczy umownym. Scena, w której właściwie nie umie odpowiedzieć, dlaczego jeden z wystawionych w jego własnym muzeum eksponatów zasługuje na miano dzieła sztuki, jest jedną z wielu trafionych w ironiczny punkt. Ale kiedy milknie śmiech, przychodzi refleksja: do jakiego stopnia rzeczywistość wokół nas jest prawdziwa, a do jakiego – wykreowana przez speców z agencji reklamowych.

Artykuł powstał we współpracy z Gutek Film.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...