Niesamowite przygody "Polish mana". Po świecie krążą legendy o absurdalnych wyczynach Polaków

Jesteśmy legendarnym narodem. Już same nagłówki z zagranicy nas w tym utwierdzają.
Jesteśmy legendarnym narodem. Już same nagłówki z zagranicy nas w tym utwierdzają. Screen z kwejk.pl
Od zawsze wiadomo, że to życie pisze najlepsze scenariusze i wystarczy wziąć do reki pierwszą z wierzchu gazetę, by przeczytać lepszą fabułę niż niejedna książka. Każdy dzień przynosi nową historię, której nie byliby w stanie wymyślić najlepsi pisarze. Ich nieporównywalnym atutem jest to, że wydarzyły się naprawdę. Przez to artykuły prasowe potrafią porywają bardziej, bo gdzieś na świecie istnieli bohaterowie, byli namacalni. I nieśmiertelni. Tak jak legendarny Polish man.

Pamiętacie jak przed laty hitem internetu były żarty z Chuckiem Norrisem w roli głównej? Jako bohater filmów i serialu "Strażnik Texasu" był nieustraszony i zawsze wychodził cało z opresji. Stąd mówiono o nim, że: potrafi trzasnąć obrotowymi drzwiami; szybciej stoi niż ty biegasz; a co zrobi gdy napadnie go armia? – otoczy ją! Tylko że właśnie role, w które wcielała się gwiazda kina, to fikcja. Co innego wyczyny naszych za granicą. Dziennikarze lubią podkreślać, kto był uczestnikiem nieprawdopodobnych zdarzeń, zaczynając tytuł od "Polish man...". I potem kontynuują absurdalne, ale prawdziwe przygody naszych rodaków. Coś w stylu "Jak rozpętałem II wojnę światową", ale na faktach. Poniższa lista od jakiegoś czasu krąży po internecie.
Opublikowany przez Slavorum na 31 sierpnia 2017
Nawet ostatnio sławny stał się Polak , który chciał wezwać pomoc w Czarnogórze. Rozpalił więc ognisko... i spalił las. Co ciekawe: był w klapkach i to wszystko prawda. – Chciałbym poznać tego Polaka, co za legendarny skurczybyk – napisał admin strony "Slavorum" na Facebooku pod przezabawną listą. To prawdziwe nagłówki z artykułów o których przeczytacie dalej.

Polak pomylił telefon z żelazkiem

Ta historia mogła się każdemu przytrafić każdemu z nas. Tomasz Paczkowski z Elbląga wcielił się w rolę "pani domu", gdy żona poszła do pracy. Akurat miał wolne, a do domowych porządków włączył sobie boks. Tak się wkręcił w prasowanie i walkę, że gdy zadzwonił telefon odruchowo odebrał... żelazko. Przypalił sobie ucho. Pobiegł do łazienki by je ostudzić pod wodą... i uderzył głową we framugę drzwi. Oj, chyba nie tak sobie wyobrażał urlop.

Polak "utknął" na lotnisku w São Paulo na 18 dni

Doskonały przykład, że to życie pisze najlepsze scenariusze. Wszak podobna przygoda przytrafiła się Tomowi Hanksowi w filmie "Terminal". Grany przez niego bohater pochodził z Krakozji.



Bohater artykułu "Guardiana", Robert Parzelski to mieszkający w Londynie elektryk samochodowy z... Krakowa. Znajomy zlecił mu intratną fuchę. Miał polecieć do Brazylii i odebrać od kogoś 2 telefony i wrócić. Więc jak stał – tak poleciał. Miał bilet tylko w jedną stronę. Drugi miał dostać na miejscu, jednak na lotnisku nikt na niego nie czekał. Więc Pan Robert urządził sobie obozowisko na betonowej ławce. Przez ponad dwa tygodnie jedzenie donosiły mu sprzątaczki. Nikt się nie mógł z nim dogadać, bo po angielsku mówił tylko "I am Poland". W końcu zlitował się nad nim konsul i sprezentował mu bilet. Do Londynu, bo do Polski nie chciał wracać.

Polak znalazł pocisk w głowie 5 lat po imprezie

Mówi się "głową muru nie przebijesz", ale ten gość być może by to potrafił. Niemieccy lekarze, do których przyszedł 35-letni Polak, musieli zrobić wielkie oczy, gdy zobaczyli, co tkwi z tyłu jego głowy: pocisk kalibru 0,22 cala! Mężczyzna zapomniał, że na Sylwestrze 2004/05 coś go trafiło w łepetynę. Prawdopodobnie był to spadający pocisk, który ktoś wystrzelił w niebo o północy. Nie poszedł z tym od razu do lekarza, bo pewnie doszedł do wniosku, że głowa boli go z powodu kaca. W końcu po latach wybrał się na wizytę, bo myślał, że ma... cystę. Pocisk nie przebił czaszki i lekarze bez problemu go wyjęli.

Polak próbował popłynąć na tratwie do Australii

Polak, który chciał zostać uchodźcą - dacie wiarę? A tak było w tym przypadku. Nasz dwudziestokilkuletni rodak (choć tożsamość nie była potwierdzona w 100%) zbudował klasyczną tratwę: z gałęzi powiązanych sznurkiem i wyruszył na wielką wyprawę niczym Aleksander Doba. Niestety przeliczył się, a żywioł nie był zbyt łaskawy. Planował z Nowej Gwinei przepłynąć cieśninę Torresa, dostać się na Półwysep Jork, by uzyskać status australijskiego uchodźcy. Policja znalazła go wyrzuconego na brzeg po 11 godzinach od rozpoczęcia podróży. Ledwie przeżył i jak Zauważył Jo Meehan, rzeczniczka Agencji Bezpieczeństwa Morskiego Australii "Nie słyszałam jeszcze, by ktoś próbował przepłynąć Cieśninę Torresa podczas cyklonu."

Polak porażony prądem w czasie robienia siku

W tym przypadku nasz krajan nie miał tyle szczęścia co inni. Został znaleziony martwy przez pracowników londyńskiego metra. Policja identyfikowała go przez tydzień. Okazało się, że był to 41-letni nauczyciel, który przyleciał na Wyspy podszkolić się z angielskiego. Pewnego razu chciał sobie ulżyć w metrze, ale na stacji nie było toalety (są w pobliżu dworca). Nie wiedział też , że przez jedną z szyn płynie prąd i gdy skieruje na nią strumień moczu, porazi go z napięciem 750 V. Co ciekawe "Pogromcy mitów" w jednym z programów udowodnili, że tak się nie da zginąć, ale jak widać Polak potrafi.

Polak próbował zakopać żonę żywcem

Ten Polak mieszkający w północnej Anglii zasłynął z kolei okrutną zbrodnią. Marcin Kasprzak za usiłowanie zabójstwa niedoszłej żony został skazany na 20-lat więzienia. Najpierw narzeczoną Marcelinę potraktował paralizatorem, potem związał, wrzucił do pudła i razem z kolegą (skazanym na 4 i pół roku) zakopał w lesie. Kobieta przecięła taśmy na nogach... pierścionkiem zaręczynowym i uciekła. Pewnie do dziś ma koszmary w których Marcin ją morduje. Dlaczego to zrobił? Bo po narodzinach syna - znudziła mu się. Pakował na siłowni i brał dużo anabolików, co zdaniem lekarzy wpłynęło na jego niekontrolowane wybuchy gniewu i przemocy.

Polak próbował obrabować bank łyżeczką

Czwarty członek gangu Olsena. Tym razem akcja działa się w Polsce, a konkretnie w Lublinie, ale głośno było o tym także poza ojczyzną. Rudowłosy mężczyzna wszedł do banku, krzyknął "To jest napad!" i zaczął wymachiwać przed kasjerkami łyżeczką do herbaty. Kobiety nie przestraszyły się pseudo-szermierza, a wręcz go wyśmiały i włączyły alarm, którego z kolei przestraszył się bandyta i uciekł. "To dziwna sprawa, ale złamał prawo, więc musimy go ukarać" mówiła Renata Laszczka-Rusek z policji. Za napad na bank grozi nawet 15 lat więzienia. Nie widziałem w internecie informacji o schwytaniu rabusia, więc chyba ma jednak powołanie do ukrywania się, a nie okradania banków. Napad był 8 lat temu.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...