Polacy najchętniej słuchają niepolskich piosenek. Rogowiecki: "W tak muzykalnym kraju jak Polska nastąpiła tragedia"

Kadr z teledysku do piosenki "Despacito", którą Polacy w minione wakacje na Spotify odtwarzali najczęściej
Kadr z teledysku do piosenki "Despacito", którą Polacy w minione wakacje na Spotify odtwarzali najczęściej Fot. Screen z YouTube /
Na 50 – tylko 7. Na długiej liście najczęściej słuchanych przez Polaków na Spotify utworów znalazło się tylko siedem polskich piosenek. I to tylko dwóch raperów: Quebonafide i Taco Hemingwaya. – Rozumiem, że ludzie wybierają zagraniczne piosenki, ponieważ z polskimi jest gorzej. Ed Sheeran ma bardzo melodyjne utwory. Imagine Dragons też robią "uuuu", ale to też jest melodyjne. U nas tragedia polega na braku kompozytorów, którzy piszą melodyjne utwory. Kiedyś byli i zawodowi kompozytorzy, i tacy, jak Romuald Lipko, Janek Borysewicz, Seweryn Krajewski. Ci ludzie pisali piosenki. Teraz mamy brak piosenek – ocenia w rozmowie z naTemat Roman Rogowiecki, wieloletni dziennikarz muzyczny.

Zapewne nikogo nie dziwi, że w czołówce najchętniej słuchanych przez Polaków utworów podczas ostatnich wakacji były te zagraniczne. Na pierwszym miejscu listy 50 utworów Spotify znalazło się oczywiście "Despacito" Luisa Fonsiego i Daddy Yankee'ego. W pierwszej dziesiątce są także, m.in.: David Guetta (utwór "2U", wspólnie z Justinem Biberem), Imagine Dragons ("Thunder", wystąpili podczas Orange Warsaw Festivalu), Jonas Blue ("Mama", feat. William Singe). W tym zestawieniu, podobnie jak w poprzednich latach, Polaków było niewielu. Najchętniej słuchaliśmy raperów: Quebonafide (utwór "Half Dead" znalazł się na 13. miejscu listy Spotify, a w sumie w 50. znalazły się 3 jego piosenki) i Taco Hemingwaya (utwór "Nostalgia" znalazł się na 33. miejscu; w sumie – 4 utwory w tym zestawieniu). O muzyczne preferencje Polaków zapytaliśmy wieloletniego dziennikarza muzycznego Romana Rogowieckiego.



"Despacito" to piosenka, której Polacy najchętniej słuchali na Spotify podczas tych wakacji. Jest Pan zmęczony tym utworem i informacjami o sukcesach, jakie odnoszą jej twórcy, a może przeciwnie?

Nie jestem dotknięty tym utworem, bo specjalnie go nie słucham. Mnie on nie przeszkadza. Ciekawe jest, że teraz popularne są piosenki z nieco wolniejszym tempem. W "Despacito" też nie ma dużej ilości bitów, a do ludzi to trafia. Więc może szukają oni jakiegoś uspokojenia, chcą się delikatnie pobujać, a nie skakać i podrygiwać w rytm 130 bitów.

Dlaczego akurat "Despacito" tak bardzo wpadło w ucho Polakom? Jakie przymioty, cechy, wyróżniki powinien mieć wakacyjny przebój?


Gdybym znał receptę, to nie rozmawiałbym z Panią, tylko siedział gdzieś na Bahamach albo w innym ładnym kraju i wymyślał. Sądzę, że to dzieło przypadku. Gdyby ci faceci (autorzy piosenki "Despacito"– red.) chcieli koniecznie napisać hit, to zapewne to by im się nie udało. Podejrzewam, że już drugiego takiego nie napiszą. Udało im się połączyć dobrą melodię z oczekiwaniami ludzi. Wiadomo, że klip jest atrakcyjny, tekst nie jest specjalnie zmuszający do myślenia. Latem nikt nie chce się męczyć, chce odpocząć. Myślę, że przy takiej muzyce można się pobujać w lokalu, potupać nogą i to nie doprowadza nikogo do szału. Nawet tych, którzy muszą to słyszeć po raz setny.


Od kilku sezonów hitami wakacji są latynoskie piosenki.


Gdyby spojrzeć jeszcze bardziej wstecz, to znalazłoby się jeszcze więcej przykładów. Julio Iglesias jest też przecież Hiszpanem. Podobnie, jak jego syn – Enrique, który cały czas działa i ma niezłe piosenki. Poza tym: Alvaro Soler, Macarena, Lambada. Muzyka z tych rejonów ma się bardzo dobrze. Ma ona w sobie coś słonecznego, miłego, coś co ujmuje. Jest niewymuszona, bardziej ludzka, naturalna. A u nas wszyscy przerzucili się na posługiwanie się komputerami, bitami. I być może to jest wyróżnik tej muzyki latynoamerykańskiej, że ona płynie prosto z serca, ma w sobie pewną radość z życia. A tego pewnie wszystkim trzeba.

Wokaliści jednego z polskich zespołów, autorzy niezaprzeczalnego hitu, powiedzieli w jednym z wywiadów, że na początku, gdy ich piosenka trafiła pod strzechy, na wesela, do masowego odbiorcy, to poczuli zażenowanie.


Myślę, że to nieprawda. Artyści tak mówią, bo wypada. Oni zapewne chcieliby powtórzyć to, co zrobił Beethoven, Chopin, Mozart. Ale mają pisać piosenki dla ludzi, bo utwór bez słuchacza nie istnieje. Więc jeżeli ktoś chce zrobić coś skomplikowanego, to są jazziści, którzy grają odlotowe rzeczy, których nikt nie jest w stanie słuchać. Miałem przyjemność rozmawiać z wieloma artystami i każdy z nich przyznaje, że najtrudniej jest napisać prostą, łatwą piosenkę. Zrobić jakiegoś "koszmara", to żaden problem. Natomiast złożyć kilka akordów tak, aby one ze sobą współgrały i by się podobały, to naprawdę duże wyzwanie.

Wrócę jeszcze do listy Spotify. W czołówce najchętniej słuchanych piosenek są oczywiście te zagraniczne: Ed Sheeran ("Shape of You"); Imagine Dragons ("Thunder"), czy David Guetta ("2U") i tylko dwóch Polaków, raperów: Quebonafide, Taco Hemingway. Nasze gusta muzyczne się zmieniają?


Spotify to domena młodszych ludzi i oni szukają tego, co im się podoba. Fakt, że Ed Sheeran sprzeda prawdopodobnie bilety na dwa stadiony, świadczy o tym, że chce go w Polsce zobaczyć 100 tysięcy ludzi. Może to zabrzmi śmiesznie, ale on był niedawno na Torwarze i dosyć smutne było oglądanie jednego faceta z gitarą przez dwie godziny. Tam nic nie może się zdarzyć, ale skoro młodzi fani nie mają większych aspiracji, jak tylko zobaczyć swojego ulubieńca z gitarą, to dobrze. Dla mnie – jako człowieka, który chodzi na od lat na różne koncerty – to nic porywającego. Rozumiem, że Ed Sheeran się podoba. Mnie także. To szalenie zdolny, młody facet. Miałem okazję z nim porozmawiać, jest bardzo czarujący i to co pisze jest naprawdę świetne. Natomiast sam koncert jest nieporozumieniem.

Dlaczego chętniej słuchamy zagranicznych artystów?


Rozumiem, że ludzie wybierają zagraniczne piosenki, ponieważ z polskimi jest gorzej. Ed Sheeran ma bardzo melodyjne utwory. Imagine Dragons też robią "uuuu", ale to też jest melodyjne. U nas tragedia polega na braku kompozytorów, którzy piszą melodyjne utwory. Kiedyś byli i zawodowi kompozytorzy, i tacy, jak Romuald Lipko, Janek Borysewicz, Seweryn Krajewski. Ci ludzie pisali piosenki. Teraz mamy brak piosenek. Tego nie da się powtórzyć, zagwizdać, to nie ma prawa przetrwać nawet jednego sezonu. A "Despacito" każdy może zagwizdać, Eda Sheerana też można na "lalala" zaśpiewać. Zaś zaśpiewać naszych piosenek z ostatnich lat się nie da. W tak muzykalnym kraju jak Polska nastąpiła tragedia. Wszystkie festiwale oparte są na starych utworach, bo te nowe nie nadają się do wspólnego śpiewania. I to jest jedna wielka bolączka.

Ale Taco Hamingway robi karierę i staje się coraz bardziej popularny.


Taco Hamingway ma coś do przekazania swojej generacji. Kazik żyje tekstami, Muniek żyje tekstami, Lady Pank miało fantastyczne teksty. Tak więc teksty są bardzo ważne, ale one muszą mieć jakąś melodię, żeby je wyśpiewać. Więc myślę, że Taco Hemingway bardzo sprytnie składa swoje utwory. Jest tam melodia, jest tam dobry bit. To nie jest tylko posługiwanie się jakimiś samplami. Tam jest melodia, dlatego on się podoba. Oby więcej takich ludzi, którzy mają talent i chcą się wyróżnić.

Może Pan się pokusi i wytypuje kilku polskich artystów, którzy powinni znaleźć się na liście najczęściej słuchanych.

To zawsze kwestia gustu. Wśród młodych artystów pojawiła się fajna dziewczyna Karolina Artymowicz. Myślę, że coś może wyniknąć z tego, co robi Daria Zawiałow. Myślę, że Natalia Przybysz ma nową płytę, w której słychać, że coś się dzieje. Jest bardzo fajny, ale niedoceniany facet – Piotr Salata. Jest bardzo muzykalny. To , co robi jest naprawdę dobre, dlaczego tego nie słuchać i nie pokazywać? Myślę, że radio powinno pokazywać różne rzeczy, a nie tłuc te same piosenki dzień i noc, bo przecież kiedyś to się może znudzić. Rozgłośnie radiowe są za mało otwarte na tych "innych wykonawców" i cały czas drepczą w kółko, nie otwierając drzwi dla myślących nieco inaczej.

źródło: Spotify
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...