Jedna z najlepszych ustaw, jaka weszła w życie w ostatnich latach. Może z wyjątkiem dla jednej grupy

Prawo dotyczące zakazu palenia w miejscach publicznych wprowadzono z myślą o osobach, którym szkodzi bierne palenie
Prawo dotyczące zakazu palenia w miejscach publicznych wprowadzono z myślą o osobach, którym szkodzi bierne palenie 123rf.com
Jesteśmy narodem, który nie lubi nakazów i zakazów. Pomstujemy na rządzących, gdy ci wymyślają kolejne przepisy krępujące naszą swobodę, żeby nie powiedzieć górnolotnie wolność. Jednak i nasza bogata w paradoksy rzeczywistość prawna potrafi zrodzić ustawy, które przyjmujemy – a przynajmniej duża część z nas – z otwartymi ramionami. Tak jak chociażby prawo, które wprowadziło zakaz palenia w miejscach publicznych.

Wolność od dymu
Ustawa z dnia 8 kwietnia 2010 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej – jak brzmi pełna nazwa ograniczającego palenie papierosów aktu prawnego – weszła w życie 15 listopada 2010 r. Zakaz objął takie miejsca jak puby, kluby, restauracje, szpitale, uczelnie, place zabaw, obiekty sportowe, przystanki komunikacji publicznej, a także pociągi, autobusy czy taksówki. Również zakłady pracy zostały uwolnione od papierosowego dymka.



Nie ze wszystkich tych miejsc palaczy przegoniono na cztery wiatry. Właścicielom lub zarządzającym biurami, hotelami czy lokalami gastronomiczno-rozrywkowymi pozostawiono możliwość wyznaczenia palarni. Jak nakazują przepisy, takie miejsce musi być wyodrębnione konstrukcyjnie od innych pomieszczeń, a także powinno być wyposażone w zapobiegający wydostawaniu się dymu tytoniowego system (wentylacja mechaniczna, system filtracyjny). W każdym razie nie zmieniło to celu, a tym była ochrona niepalących przed dymem z papierosów.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia na swojej stronie internetowej, wyniki badań z 2011 r. wykonanych na zlecenie Głównego Inspektoratu Sanitarnego wykazały, że po wejściu w życie tej ustawy narażenie na dym tytoniowy w miejscach publicznych znacząco spadło. Największy, bo ponad dwukrotny, spadek odnotowano w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych (z 36 proc. w 2009 r. do 14 proc. w 2011 r.). Z perspektywy czasu skutki tej zmiany w prawie pozytywnie ocenia dr n. med. Łukasz Balwicki z Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dr n. med. Łukasz Balwicki
Kierownik Poradni Leczenia Zespołu Uzależnienia od Tytoniu, Zakład Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Zakaz palenia w miejscach publicznych to najskuteczniejszy sposób ochrony niepalących przed narażeniem na dym tytoniowy. Zanim wprowadzono ustawę, niestety wielu palaczy nie rozumiało, że szkodzi innym. Po jej wprowadzeniu sytuacja diametralnie się zmieniła. Palacze zrozumieli, że ich palenie szkodzi innym i jeśli chcą w dalszym ciągu palić, muszą to robić w miejscach ustronnych. Tym samym ustawa działa również na samych palących, gdyż zmieniła sposób, w jaki społeczeństwo postrzega palacza. Pojawił się swego rodzaju ostracyzm. Palacze to czują i częściej decydują się, aby z tego powodu rzucić palenie. Takie jest moje doświadczenie z pracy w poradni antynikotynowej, potwierdzają to również badania naukowe.

Zdaniem eksperta Poradni Leczenia Zespołu Uzależnienia od Tytoniu ustawa rzeczywiście była przełomowa. Spowodowała spadek liczby palaczy oraz liczby średnio wypalanych papierosów, a to jak przekonuje naukowiec niepodważalny zysk zdrowotny dla całego społeczeństwa. Według niego te dobre efekty powinny zachęcić ustawodawcę do uszczelnienia przepisów, zdarza się bowiem, że dym z palarni rozprzestrzenia się na inne sale, szkodzi też osobom, które odpowiadają np. za ich sprzątanie, narażając je na kontakt z jego pozostałościami (tzw. palenie z trzeciej ręki).

Prawo jak oręż
Zgodnie z wytycznymi WHO każda przestrzeń zamknięta powinna być wolna od dymu tytoniowego. Oczywiście nie należy zaklinać naszej rzeczywistości stwierdzeniem, że ustawa nakładająca zakaz palenia w miejscach publicznych zniosła całkowicie – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – problem biernego palenia w Polsce. Wciąż przecież możemy spotkać się przypadkami, gdy ktoś bezkarnie pali na przystanku autobusowym albo sięga po papierosa przy stoliku w pubie.

W postępowaniu z łamiącymi zakaz amatorami nikotyny mamy jednak więcej niż moralne prawo zwrócić takim delikwentom uwagę. Z kolei np. właściciel lokalu, jeśli nie poskutkuje grzeczna prośba, może wyprosić gościa nieszanującego przepisów albo też wezwać policję, która „niereformowalnemu” palaczowi zaciągającemu się dymkiem w miejscu niedozwolonym wypisze mandat uderzający po kieszeni.
– Czasami nie sposób powstrzymać uśmiechu, widząc, jak niektórzy palący szukają „miejscówki” znajdującej się w odległości na tyle bezpiecznej od przystanku, aby można było bez uszczypliwych uwag ludzi czy obawy przed spotkaniem ze strażą miejską wyjąć i zapalić papierosa – mówi pan Michał, który akurat należy do nieprzejednanych przeciwników palenia. Dodaje, że kiedyś trzeba było toczyć boje np. z tymi, co palili w klubach, i liczyć na ich dobrą wolę, teraz jest natomiast wszystko jasne, gdzie i kiedy mogą oni oddawać się nałogowi.

Nowe realia
Ważne, że ustawodawca pilnuje, by ustawa antynikotynowa nie stała w miejscu i ewoluowała, dostosowując się do nowych realiów. Na rynku pojawiają się przecież coraz nowocześniejsze produkty stanowiące alternatywę do tradycyjnych „fajek”. Kilka lat temu do Polski przywędrowały elektroniczne papierosy, które bazują na zamienianym na aerozol (znacznie mniej uciążliwy dla postronnych niepalących osób) specjalnym roztworze inhalacyjnym z dodatkiem nikotyny w różnym stężeniu.

W tym roku zaś polski rynek wzbogacił się o papierosy bezdymne, w których tytoń ulega podgrzaniu, a nie spalaniu, czego przykładowym zastosowaniem w praktyce jest szwajcarska technologia IQOS. Wokół tzw. wapingu (palenia produktów niewytwarzających dymu tytoniowego) rozwija się specyficzna kultura, która sprowadza się do zgłębiania wiedzy na temat nowoczesnych wyrobów tytoniowych. Tworzą ją ci, którzy kiedyś użytkowali zwykłe papierosy, ale postanowili przestawić się na ich zamienniki, żywiąc przekonanie, że taka wolta wyjdzie im tylko na zdrowie.
Polscy prawodawcy zgodnie z zaleceniami unijnych urzędników kierujących się z kolei sugestiami ekspertów od zdrowia podeszli z pewną dozą sceptycyzmu do tych substytutów i w ramach nowelizacji ustawy antynikotynowej objęli je podobnymi restrykcjami.

Dlatego na witrynach lokali obok graficznego symbolu ostrzegającego o zakazie palenia papierosów widnieje też przekreślony znak jego elektronicznego odpowiednika, a restauratorzy zaczynają wydzielać osobne pomieszczenia dla amatorów innowacyjnych używek. Z tą jednak różnicą, że łatwiej jest je zorganizować, bo w odróżnieniu od tradycyjnych palarni nie muszą mieć np. specjalnych wyciągów. Grunt, by nikt nikomu nie wadził.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...