Nikt tak dobrze nie opisał Polski 2017, sam prezydent zachęca do lektury jego dzieła. A powstało ponad sto lat temu

Próba spektaklu "Wesele " Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jana Klaty w Starym Teatrze  w Krakowie.
Próba spektaklu "Wesele " Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jana Klaty w Starym Teatrze w Krakowie. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Dramat Wyspiańskiego ma już 117 lat i wciąż pozostaje dla Polski i Polaków aktualny. – Największym grzechem Polaków jest nieliczenie się z rzeczywistością, nieustające przywoływanie naszych wyobrażeń o wielkości, a równocześnie brak jakiegokolwiek konkretnego działania – stwierdził w rozmowie z naTemat prof. Franciszek Ziejka. Z literaturoznawcą rozmawialiśmy o "Weselu", którego fragmenty ostatnio na głos odczytywało wielu polityków.

– "Wesele" w całości jest przeniknięte nutą patriotyczną, tchnie Polską i troską o wolną Polskę – takimi słowami Andrzej Duda rozpoczął w warszawskim Ogrodzie Saskim narodowe czytanie "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Czytali i inni politycy. Marszałek Senatu w Paryżu, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński w Trójce. – W "Weselu" widać wspólny mianownik, jest nim Polska – cieszył się wicepremier Piotr Gliński.
Fragment "Wesela"
Radczyni do Kliminy

"Wyście sobie, a my sobie.
Każden sobie rzepkę skrobie"

Dramat Wyspiańskiego został wybrany w głosowaniu internautów, dlatego jego fragmenty usłyszano w Polsce i poza jej granicami. – "Wesele" to nie jest takie pokazywanie problemów Polski w sposób zdecydowanie jasny, to nie jest dyktowanie nikomu tego, co ma myśleć o sytuacji w Polsce – przekonywał prezydent. Dodał, że to utwór, który pozwala na "szeroką interpretację". – Ono właśnie budzi, budziło i zapewne będzie budzić w przyszłości dyskusję na temat Polski – dodał. Wielu internautów utwór Wyspiańskiego odnosi do obecnej sytuacji w Polsce i wytyka, że prezydent powinien sięgnąć także po Konstytucję i jej fragmenty odczytywać na głos.
O dramacie Wyspiańskiego i o tym, co jest w nim nadal aktualne rozmawiamy z literaturoznawcą profesorem Franciszkiem Ziejką.

Prezydent Duda stwierdził, że "dziś możemy spojrzeć na 'Wesele' optymistycznie, bo wkrótce po jego wydaniu wolna Polska się odrodziła, czyli jednak Polacy umieli stanąć razem". Myśli Pan, że Polacy mogą dziś optymistycznie patrzeć na dramat Wyspiańskiego?




Franciszek Ziejka: – Byłbym daleki od przypisywania dziełu Wyspiańskiego znamion zaangażowania politycznego. Jest to utwór, który powstał na przełomie 1900 – 1901 roku, ale wciąż jest aktualny. I podejrzewam, że jeszcze długo będzie. Tyle tylko, że to nie jest dzieło zaangażowane w bieżące życie polityczne. To taka bardzo surowa spowiedź Polaków, przeprowadzona przez poetę. A polega ona na tym, by pokazać mechanizm naszego myślenia przede wszystkim o nas samych.

Na czym polega ten mechanizm? Nadal jesteśmy Polakami z "Wesela"?


Mechanizm, który pokazał Wyspiański polega na tym, że w każdej epoce można szukać podobnego systemu naszego myślenia. Wyspiański działał w czasach niewoli, gdy jawiły się różne pomysły o polskim narodzie.

Na przykład?


Przypomnę mesjanistów i pomysły dotyczące tego, że "Polska będzie Chrystusem narodów". Tego typu myślenie zresztą do dziś jest obecne w życiu publicznym. I raz po raz pojawiają się stwierdzenia, że jesteśmy wyjątkowym narodem. Otóż nie, Wyspiański pokazuje, że jesteśmy tacy jak inni. Trzeba tylko rozliczyć się i liczyć przede wszystkim na siebie. Z Wyspiańskiego można wyczytać, że nie ma nic gorszego, jak pozostawanie w wyobrażeniach o szczególnej roli, którą opatrzność nam przyznała.

Co jest największym grzechem Polaków z "Wesela"?

Jakub Szela (przywódca rabacji chłopskiej – red.) przychodzi na wesele jako ten, który doprowadził do zniszczenia idei odrodzenia Polski dzięki pomocy ludu. Skrwawione ręce Szeli pokazują nam, że to ostatni mit. Ostatnia postać, czyli Wernyhora głosi, że Polska zawsze się odrodzi. Bowiem taką potężną siłę ma wspólne działanie narodów wchodzących w skład dawnej Rzeczypospolitej. I Wyspiański pyta, czy jesteśmy gotowi, żeby przeprowadzić takie przedsięwzięcie. Okazuje się, że nie, bo "każdy sobie rzepkę skrobie".
Fragment "Wesela"

"niech na całym świecie wojna
byle polska wieś zaciszna
byle polska wieś spokojna"

Każdy idzie swoją ścieżką. Naród nie jest przygotowany. Dlaczego? Bo żyjemy w złudzeniu wyobrażeń o naszych możliwościach. "Stoimy u polskich granic, a mamy obecność za nic" – tak powiada w pewnym momencie jeden z bohaterów. Czyli rozważamy, jak będą przebiegały granice przyszłej Polski, jak w tych dyskusjach które toczyły się pod koniec XIX wieku, żeby gubernię chersońską włączyć w przyszłości do Polski. A tymczasem nie mamy nawet jednej wolnej wsi, bo wszyscy jesteśmy pod zaborami. To jest właśnie największym grzechem Polaków – nieliczenie się z rzeczywistością, nieustające przywoływanie naszych wyobrażeń o wielkości, a równocześnie brak jakiegokolwiek konkretnego działania.

A co nadal pozostaje aktualne w "Weselu" Wyspiańskiego?


Jeśli dzisiaj pojawiają się pomysły, żeby w polskich paszportach były wizerunki Wilna, Lwowa, to widać ten sam sposób myślenia. To jest dokładnie to samo, o czym wtedy dyskutowano: czy Polska będzie miała gubernie chersońską, czy też nie. Uderzenie Wyspiańskiego w struktury myślenia Polaków o sobie samych, o tym, że my jesteśmy narodem wyjątkowym, było jego największym sukcesem. Wyspiański bez przerwy powtarzał, że nie ma nic gorszego jak taki sen. Trzeba po prostu normalnej, konkretnej roboty.

To jest cały Wyspiański: człowiek, który chce obudzić Polaków i wybić ich z tego mitycznego spojrzenia. Na tym polega aktualność Wyspiańskiego, a nie na włączaniu go w krwiobieg współczesnego życia politycznego.

Przychodzi do głowy cytat: "niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, polska wieś spokojna".


To jest odwołanie się do XVI-wiecznego modelu szczęśliwej arkadii, którą mamy. Bo z jednej strony pan siedzi we dworze, a rolnik – pracuje na jego roli, jeszcze do tego śpiewając. To takie zmitologizowane myślenie o szczęśliwości rolników. My jesteśmy szczęśliwi tutaj, a zatem niech się inni burzą. Nie, my jesteśmy na miejscu i naszym obowiązkiem jest myśleć racjonalnie. Stąd ten atak Wyspiańskiego w struktury zmitologizowanego myślenia, które pokazuje "jesteśmy lepsi od innych", "jesteśmy Chrystusem narodów", a "naszym powołaniem jest mówić, że my mamy rację". Otóż nie.

A do obecnej sytuacji można ten cytat odnieść?


To już Pani sprawa. Jestem jak najdalej od włączenia Wyspiańskiego w aktualne życie polityczne. Chodzi o to, żeby u Wyspiańskiego dostrzegać przede wszystkim myślenie człowieka bardzo trzeźwo patrzącego na rzeczywistość, na to co się dzieje w Polsce, i na zewnątrz.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...