"To pozornie tylko ciekawostka". Księżna Kate, ciąża i Polska – dlaczego oszaleliśmy na tym punkcie?

Rodzina królewska robi wszystko, by utrzymać władzę.
Rodzina królewska robi wszystko, by utrzymać władzę. www.royal.uk / materiały udostępnione prasie
Świat znów oszalał, a oczy są zwrócone w stronę królewskiej rodziny z Wielkiej Brytanii. Otóż para książęca Kate i William spodziewają się potomka. I to trzeciego! To bardzo fajnie, ale... co z tego? Dlaczego wszyscy tak ekscytują się narodzinami i czy to w ogóle powinno nas interesować? Rozmawiam o tym z ekspertem w sprawach dyplomacji dr. Januszem Siborą.

Dlaczego hasło "royal baby" tak bardzo podnosi nam ciśnienie?



To pozornie tylko ciekawostka z życia arystokracji, którą kolorowe pisma na całym świecie ją komentują. Trzeba jednak jej nadać poważny, a nie tylko tabloidowy wymiar. To de facto wydarzenie ustrojowe, bo rodzina królewska jest przecież wpisana w brytyjski system ustrojowy. Poza politycznym przesłaniem, że Zjednoczone Królestwo jest monarchią, członkowie rodziny określają ustrój, to żyją też dzięki liście cywilnej czyli brytyjski podatnik ich opłaca.
Dr Janusz Sibora

Rodzina królewska po pierwsze chce utrzymać system ustrojowy, ale po drugie chce utrzymać siebie jako instytucję, przetrwać na tronie. W okresie międzywojennym powstała nawet nazwa: "rodzinny biznes" o który trzeba dbać. Wymyślił ją jeden z członków rodziny królewskiej czekając na koronę.

To ma teraz dodatkowy wymiar, bo jak donoszą brytyjskie tabloidy - królewski potomek został poczęty w Polsce.

Nie do końca. W Polsce księżna Kate wręcz pochwaliła się, że spodziewają się dziecka. Mam żal do polskich dziennikarzy, że nikt tego nie wychwycił. Mówiła w Warszawie "Niedługo będziemy mieli więcej dzieci", ale nikt chyba nie zrozumiał co chciała przekazać, a ona wręcz sugerowała następne pytanie! Możliwe, że jakby ktoś ją grzecznie zadał, to zdradziłaby coś więcej. Zwłaszcza, że przed przylotem do naszego kraju, w brytyjskiej prasie było mnóstwo spekulacji dotyczących stanu błogosławionego Kate.

Tak, ale mogła to być też zwykła nadinterpretacja.

Źle to odczytaliśmy, bo ona to właściwie ogłosiła. Dla mnie ta wypowiedź była potwierdzeniem właśnie tych pogłosek. Oni dużo jeżdżą po swoim kraju i świecie, rozmawiają, żartują, degustują itd. Trzeba znać całą konwencję i się dobrze wsłuchać.
Tak więc nieprawdą jest, że "pokładziny" były w Warszawie...

Być może te łóżka, które wymieniono w Belwederze, są wygodne, ale chyba nie na tyle. Poza tym oni tu byli krótko i mieli mało czasu dla siebie (śmiech). A tak na poważnie to we wcześniejszych spekulacjach były zdjęcia, jak Kate trzyma się za brzuch, przed samą wizytą w Polsce w jednej z gazet był artykuł o tytule "Dlaczego Kate i William dzielą sypialnię? O tej tajemnicy przeczytacie w środku numeru". Była też przecież informacja o całonocnej wizycie w szpitalu. Przechodząc do sedna: zespół ludzi, którzy pracują nad wizerunkiem rodziny królewskiej, dba o o to, aby to napięcie było stopniowane.

Jak w dobrym filmie!

Proszę zauważyć tę zaplanowaną podróż w stylu "glamour" do Paryża, Polski i Niemiec. Ten termin też nie był przypadkowy, bo jakby to miało się odbyć późną jesienią, to księżna do takich podróży już nie byłaby zdolna. A takie wizyty to jednak wbrew pozorom spory wysiłek, ona czynnie uczestniczy w spotkaniach, a nawet zawodach sportowych. Po podróżach skupili się na celebrowaniu 20. rocznicy śmierci księżnej Diany. Ten wizerunek Diany budowano przez 2 lata, w ostatnich miesiącach się to zintensyfikowało. Apogeum było, kiedy otwarto Biały Ogród w Kensington Palace.
Kiedy skończyły się obchody, w mediach pojawiła się następna informacja, że książę William porzuca pracę pogotowiu ratunkowym latającym, a przyjmuję "full-time job" jako przyszły król. Pamiętam te zdjęcia, gdy wychodził z pałacu, a tam czekał na niego śmigłowiec, który podarowała mu królowa. Też bym mógł tak pracować. Teraz przed Williamem kolejne zadanie – rodzina. Życie jak w bajce.

Z jednej strony bajka, ale z drugiej strony duża odpowiedzialność – muszą zrobić wszystko, by przedłużyć ród i nie spaść z tronu.

Przecież to ich prywatny interes. Nikt nie kupuje tych bajek, że oni żyją dobrem Zjednoczonego Królestwa. Często czytam artykuły w stylu "Małe i duże finansowe kanty księcia Karola" – on najbardziej działa pod tym kątem, np. pobiera dotacje unijne na ekologiczny biznes. Teraz William poświęci się obowiązkom przypadającym członkom rodziny królewskiej, co łączono z emeryturą ceremonialną dziadka. Buduje się całe tło, w którym jest też zaręczony Harry, a teraz zajęto opinię publiczną trzecim potomkiem królewskim.

I faktycznie wszyscy tym teraz żyją... Aż strach pomyśleć, co się będzie działo, gdy dziecko przyjdzie na świat.

Rok 2018 dla rodziny królewskiej to będą narodziny, chrzciny, a być może jeszcze ślub Harry'ego. Królowa Elżbieta w czasie rozmów z Angelą Merkel podkreślała, ze będzie dużo wydarzeń, a jeszcze dojdą obchody 100-lecia zakończenia I wojny światowej, które też Brytyjczycy będą hucznie i politycznie świętować. Wszystko to jest sprytnie napisanym programem, według mnie to przemyślnie robiona kampania marketingowa na rzecz rodziny królewskiej.
Dr Janusz Sibora

We Francji była taka książka "Fabrykacja Ludwika XIV" i my jesteśmy poddawani podobnemu scenariuszowi. W XVII wieku drukowano mnóstwo odbitek wizerunku króla, które wieszano sobie w domu i ten król był obecny. Teraz też są gadżety związane z całą rodziną. Ostatnio przechodziłem obok stanowiska z herbatą, którą pije królowa. Ciężka ta herbata prawdę mówiąc, jak królowa (śmiech). Chodzi o tę obecność w naszym domu. To jest zabieg, który służy socjotechnicznie przedłużaniu obecności monarchii. Mamy kupują płaszcze i sukienki takie jak Kate, a dzieci ubierają się na wzór małego Jerzego i Karoliny. Nawet ja jak byłem młodszy, byłem ubierany w stylu brytyjskich lat 50. Ludzie to kupują i Jerzy wychodzi na trendsettera.

Wystarczy spojrzeć na rankingi i wyliczenia ekonomistów. Porównywano w Europie kraje, w których jest monarchia, m.in. te skandynawskie, z krajami w których nie ma rodzin królewskich i proszę zgadnąć, które państwa są więcej warte. Odpowiedź jest jest oczywista. Dlaczego? Nie wiem. Jednak monarchie dają pewną stabilizację, komfort, prestiż etc.

A czy to nie jest też tak, że przez to, że jest tyle gadżetów, newsów i tego wszystkiego, to czujemy się trochę jak członek rodziny królewskiej? Dlatego tak kibicujemy?

Też lubię stronę republikanów brytyjskich, którzy twardo stąpają po ziemi. Często w literaturze się określa monarchię brytyjską jako tą teatralną, widowiskową. Mamy jeszcze kilkanaście rodzin królewskich, a nawet jedną cesarską w Japonii. Świat żyje tym, że księżniczka Mako wychodzi za mąż z miłości – za zwykłego mieszczanina i traci przywileje.
Arystokraci z Wysp ożywili monarchię na całym globie. Jedynie w Hiszpanii chciano powrócić do republiki, w Szwecji jakoś się im udaje, Duńczycy też się całkiem nieźle trzymają. Jest nawet rywalizacja między królewskimi dziećmi o to, które są lepiej ubrane. Wydawane są czasopisma w całości poświęcone monarchiom i w jednym z nich jest np. artykuł o tym, jak zmęczone są dzieci książąt w czasie wizyt oficjalnych, albo seria o tym, jak idą do szkoły. Ludzie tam tym żyją, nawet w republikańskich krajach. W samych Niemczech jest kilka tygodników, bo tam też w polityce są rodziny o błękitnej krwi.

A w Polsce też czekaliśmy kiedyś na "royal baby"?

W XVI-XVII też czekano na męskiego potomka. Mamy różne relacje dworzan. "Szemrano" jak przygotowano komnatę, gdzie miał miejsce poród, jakie były warunki, dbano o wrzątek, medyków i niańki. Jeśli były komplikacje, to są opisane. Żyjemy w XXI wieku i współcześni rojalsi się otworzyli. Proszą jedynie by nie robić zdjęć, nawet napisano do paparazzi "my już i tak dużo pokazujemy, ale uszanujcie trochę naszą prywatność".

Brytyjska rodzina królewska zawsze była taka otwarta i popularna jak teraz?

Kiedy królowa Elżbieta II ogłaszała swoją ciążę, to zainteresowanie wzbudziło to, że po południu wybrała się na mecz piłkarski. Cała prasa zdziwiona była tym, że oczekuje potomka, a jeszcze poszła na mecz. Wtedy to było ewenementem, teraz jak widać Kate robi jeszcze więcej. Ta "otwartość" zmieniała się stopniowo. Kiedyś, by nakręcić film, w którym występuje ktoś z rodziny, to trzeba było mieć zgodę. Kiedy królowa Wiktoria tylko na chwilę pojawiała się w produkcji, to i tak trzeba było poprosić o to odpowiednie służby. Dziś zaglądając w alkowy, wiemy znacznie więcej. Wcześniej środowisko monarchów było bardziej hermetyczne, przez to było też więcej plotek. Wcześniej służba nie zdradzała, co się dzieje na dworze. Wszystko zmieniło się dzięki Marion Crawford.
Dr Janusz Sibora

Prawdziwy przełom "zmonetaryzowania" wiedzy o rodzinie królewskiej nastąpił za sprawą niani królowej Elżbiety. Po odejściu z pracy zaczęła sprzedawać swoje wspomnienia. Robiła to w USA, bo książki nie można było wydrukować w Wielkiej Brytanii. Wtedy odkryto, że wiedza "garderobiana" ma pewną wartość. Niania na dworze królewskim dostała przydomek "żmija". Warto pamiętać o tej książce, gdy oceniamy działania Elżbiety. Ona i guwernantka były bardzo zżyte od najmłodszych lat, wystarczy sobie wyobrazić, jaki to był dla niej cios. Tajemnice domu zostały upublicznione, więc i z większą wyrozumiałością można patrzeć na samą królową w różnych sytuacjach.

Rodziny królewskie potrafią też ukrywać informacje i wybielać swoich. Księżna Diana ma przecież swoją mroczną stronę.

Rozumiem, że synowie budują nowy wizerunek Diany, ale z perspektywy historyka działają nie fair. Otrzymujemy zafałszowany obraz tragicznie zmarłej księżnej. Skoro jest to mama tak kochająca swoje dzieci, to co ona robiła z kochankiem w Paryżu, gdy te miały wakacje? Nikt nie ma odwagi postawić pytania w ten sposób. W encyklopedycznej biografii Diany była nawet licząca niemal 10 osób lista jej kochanków. To tragiczne i smutne, bo jej dzieci dorastały w nieciekawych okoliczności rozpadu małżeństwa i teraz zmagają się z legendą swojej mamy i jej romansami. Zestawiano nawet zdjęcia Harry'ego i któregoś z kochanków! Teraz oni produkują wizerunek Diany, taki jaki oni chcieliby widzieć, a nikt nie mówi, że łamała ceremoniał królewski w przeciwieństwie do Kate.

Czy to powinno w ogóle interesować nas, Polaków? Oprócz informacyjnego aspektu rzecz jasna. Jaki wpływ na zwykłego Kowalskiego ma kolejne królewskie dziecko?

U nich to ma znaczenie czysto praktyczne, bo to wzmocnienie rodziny i budowa prestiżu. Z punktu widzenia Polski nawet ta wizyta nie miała znaczenia. Kupiliśmy tę podróż bez refleksji. Nadal się nie dowiedziałem, z czyjej ona była inicjatywy i kto ich zaprosił. Była też źle przygotowana, można było opowiedzieć historię stosunków polsko-brytyjskich. Gdy oni byli w Gdańsku, to czemu nie pokazano i nie powiedziano, że przez to miasto szła cała masa zboża do Anglii oraz drewna, z którego są wykonane sufity w pałacach? Mieliśmy świetne stosunki gospodarcze i kulturalne. Królowa Elżbieta Wielka pisała też do nas listy. Przy okazji takich wizyt to się pokazuje, dziennikarze robią zdjęcia, to żyje. Uważam, że wina leży w dużej po stronie ambasady brytyjskiej, która nie przygotowała tej narracji. To w ich interesie jest też promocja w Polsce.
Dr Janusz Sibora

Książę William ma 35 lat i dopiero teraz po raz pierwszy był w Polsce. Komunizm w Polsce obalono w '89 roku. Przez całą swoją dorosłość nie znalazł czasu, by do nas przyjechać. W Hiszpanii był na polowaniu, Paryż odwiedził wiele razy. Oni się nami zupełnie nie interesują. Tyczy się to całej naszej części Europy. Nic go tutaj nie interesowało?

My o nich wiemy tyle, a oni o nas pewnie prawie nic. Trochę to smutne, zwłaszcza, że w ostatnim czasie Polacy na Wyspach stanowią sporą część ludności.

To nawet zauważyła Kate, gdy w Berlinie rozmawiała z Polką po podróży do Gdańska. Miała powiedzieć bez zgryźliwości, z sympatią: "O, wy to jesteście wszędzie". Ona się akurat moim zdaniem dobrze wywiązuje ze swoich obowiązków, to jest duży wysiłek, również pod względem biologicznym, by w tak krótkim okresie czasu rodzić trójkę dzieci. Choć ikoną mody, tak jak ją okrzykują media, dla mnie nie jest: niemiecki obóz koncentracyjny Stutthof zwiedzała w kolorowej sukni.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...