Metody rodem z Rosji czy "zwykła pomyłka"? Policja weszła do mieszkania rodziny autora książki o Macierewiczu

Do niespodziewanej wizyty w domu rodziny Tomasza Piątka doszło ponad dwa miesiące temu.
Do niespodziewanej wizyty w domu rodziny Tomasza Piątka doszło ponad dwa miesiące temu. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
O najściu w domu rodziny Tomasza Piątka, który napisał hitową książkę o zagadkowej przeszłości Antoniego Macierewicza, poinformował dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Wroński. – To było ponad dwa miesiące temu – mówi tymczasem w rozmowie z naTemat Piątek. I przyznaje, że takich sytuacji było więcej.

"Tomek Piątek powiedział mi właśnie, że niedawno policja wkroczyła do mieszkania jego rodziny. Pokręcili się, a potem powiedzieli 'pomyłka'" – napisał Wroński na Twitterze.
Bardzo szybko zareagował na to Waldemar Kuczyński. "Klasyczne esbeckie metody nękania. Znam je aż za dobrze. Ale czasy są inne, choć chcą je nagiąć do tamtych, i wzmacniają sprzedaż książki" – napisał były opozycjonista z czasów PRL i minister już III RP.
Przypomnijmy, że mowa o autorze książki "Antoni Macierewicz i jego tajemnice", w której dziennikarz "Gazety Wyborczej" opisuje rzekome powiązania polskiego ministra obrony narodowej z rosyjską mafią, służbami specjalnymi, lobbystami i agentami dawnej Służby Bezpieczeństwa. Polityk zaprzecza i podjął już w tej sprawie kroki prawne.



Tomasz Piątek w rozmowie z nami potwierdza, że do takiej sytuacji doszło. – To było ponad dwa miesiące temu. Te osoby (z mieszkania jego rodziny – red.) w wielkim strachu były i prosiły, żeby tego tematu nie poruszać. Natomiast była rozmowa w "GW" i ktoś zaczął podważać to, czy ja na pewno jestem nękany i tak dalej. Więc trochę się zdenerwowałem i zacząłem mówić o sytuacjach, o których nie mówię. Paweł Wroński był przy tym i powiedział, że trzeba napisać o tym, żeby jakiś ślad został. Powiedział, że zatweetuje – wyjaśnia Piątek.
Tomasz Piątek

Ja dostaję różne naciski, groźby śmierci, dziwne listy, z których wiele może być przypadkowych, efektem działania osób zaburzonych. Ale niektóre z tych rzeczy wyglądają poważnie.

Okazuje się również, że wizyta policji to nie jedyna sytuacja, w której tak bezpośrednio ingerowano w jego życie prywatne. – Jeszcze w zeszłym roku, przed publikacją książki, przyszedł do mnie biznesmen z Warszawy, dość dobrze znany. Znajomy znajomych. Powiedział, żebym nie pisał o powiązaniach Antoniego Macierewicza z rosyjską mafią, bo najważniejsze to żyć w dobrym zdrowiu. Najpierw mnie zachęcał do spotkania z człowiekiem ze spółek kontrolowanych przez rosyjską mafię, że przyszedł z taką misją zawarcia pokoju. Mówił "pan się spotka, to były milicjant, ale żaden esbek". A potem zaczął mówić, że ma świetne materiały, ale na innych polityków niż Macierewicz, chciał mi coś w zamian zaoferować, jakieś kompromitujące materiały na innych polityków. A na koniec, kiedy to wszystko nie podziałało, powiedział coś, co jest niedwuznaczną groźbą śmierci lub utratą zdrowia – wspomina Piątek.

Autor książki o Macierewiczu przyznaje także, że z interwencją policji nic nie zrobił. – Te osoby (z rodziny – red.) nie chciały nic z tym robić. Były w wielkim stresie. Jestem w trudnej sytuacji, bo wiele osób życzliwych mi uważa, że trzeba to przecierpieć i nie mówić, bo może to jest po to, żeby dać pożywkę do ataków na moją osobę. Żeby można było o mnie mówić jako o człowieku paranoicznym. W tym pewna racja jest. Ale z drugiej strony trudno nie odnotować tego jakoś, nie zostawić śladu. Bo ktoś przyjdzie i powie "a dlaczego pan nie protestował, nie nagłaśniał tego" – opowiada.

A na koniec wyjaśnia, czemu naprawdę służy zamieszanie dookoła jego osoby. – Te wszystkie naciski i prowokacje mają na celu albo mnie uciszyć, albo przesadnie eksponować moją osobę, żeby odciągnąć uwagę ludzi od książki i faktów w niej opisanych. Które są dla ministra Macierewicza bardzo obciążające – podsumowuje.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...