Jak to nie widziałeś?! 5 seriali, które są świetne i jakimś cudem nie stały się hitami

Tyle dobrych seriali, tak mało czasu. A ile świetnych produkcji i tak przegapiamy.
Tyle dobrych seriali, tak mało czasu. A ile świetnych produkcji i tak przegapiamy. Kadr z "Ash vs. Evil Dead"
Nasze życie jest za krótkie, by obejrzeć wszystkie "godne polecenia" seriale. Dlatego trzeba dobierać je tak, by na emeryturze mieć też czas na inne przyjemności. Popularność serialu zazwyczaj jest wyznacznikiem jego jakości, ale to też nie reguła. O ile o genialności "Breaking Bad" nie ma co dyskutować, o tyle takie "Walking Dead" stało się wręcz frustrujące. Jakość polskich produkcji jest wręcz odwrotnie proporcjonalna do liczby widzów z kilkoma wyjątkami jak np. "Pitbull". Jest jednak pełno perełek, które nie wiedzieć czemu nie zgarnęły rzeszy fanów.

Dajmy na to taka "Utopia". Brytyjski serial polecany przez wielu jako ten "świetny-nieodkryty", uznawany nawet z lepszy od "Black Mirror". Przypomina trochę "Dziewczynę z tatuażem" i "Twin Peaks" zwłaszcza, że tu też poszukiwana jest pewna kobieta. Mnie osobiście nie wciągnął, ale rozumiem, że taki thriller science-fiction może się podobać i doceniam go za specyficzną, często groteskową atmosferę i budującą klimat muzykę. Został anulowany po dwóch sezonach i pewnie będzie zapomniany, o ile nie powstanie remake. Takich ewenementów jest wiele i to nie tylko kwestia słabego marketingu.
Listę stworzyłem na podstawie własnych doświadczeń, a nie rankingów oglądalności. Wielu z was ma pewnie takie "hipsterskie" produkcje. Mało się o nich mówi, mało się o nich pisze, a jak pytam o nie jakiegoś fanatyka seriali, to zaskoczony robi wielkie oczy, a potem dziękuje za polecenie. Za granicą pewnie mają więcej zwolenników, u nas ciężko się przebić przez "Wspaniałe Stulecie". Poniżej znajdziecie różnorodne tytuły, które moim skromnym zdaniem trzeba obejrzeć. Zwłaszcza, że to póki co krótkie lub niesłusznie skasowane serie.

The Last Man on Earth

Koniec świata zazwyczaj podawany jest na smutno. Ten serial to post-apokalipsa pełna gagów i durnych żartów. Główny bohater nie próbuje odbudować ludzkości, ale wykorzystuje fakt bezkresnej wolności i się wygłupia. Niejeden z nas o czymś takim właśnie marzy i pewnie to samo by robił. Pije więc do oporu z baseniku à la margarita, gada z piłkami niczym Tom Hanks w "Cast Away", rozbija najdroższe bryki i... w końcu dowiaduje się, że nie jest sam. Ze względu na paskudny charakter czasem życzymy mu śmierci w męczarniach, a przez to, że jest potwornie żałosny - bawi do łez. W czołówkach popularnych seriali mało jest komedii, a "The Last Man on Earth" jest świetny na zrelaksowanie się. I na szczęście nie zanosi się na to, że 20th Century Fox naciśnie przycisk "delete", bo w październiku startuje 4. sezon.

Ash vs. Evil Dead

Niby tak bardzo lubimy horrory, masowo chodzimy do kina oraz czekamy na kolejne odcinki "Walking Dead", a jednak ta kontynuacja klasyki gatunku jakoś się nie przyjęła. Tymczasem powstały już 2 sezony! "Martwe zło" to nie bojąc się użyć tego słowa: kultowa seria gore, czyli taka gdzie jest dużo latających flaków i rozbryzgującej na wszystkie strony krwi. Tytułowy Ash jest nieustraszonym pogromca demonów. Z jednej strony ratuje świat, ale z drugiej to zapatrzony w siebie kobieciarz sypiącym niezbyt wyszukanymi tekstami. W walce używa strzelby oraz piły motorowej, którą przyczepia do kikuta ręki. Humor często jest seksistowski i żenujący, ale wpisuje się w konwencję kina grozy klasy B. Za to występujące potwory są świetnie "wykonane" i naprawdę potrafią przestraszyć. Miłośnikom brutalnych produkcji spodoba się też "Bloodrive" - pełno jest tam trupów, pięknych kobiet i wozów napędzanych ludzką krwią.

The Get Down

"The Get Down" ogłaszany był jako najdroższa produkcja Netflixa i słuch o niej zaginął. To dla mnie największa zagadka tej listy, bo popularność hip-hopu jest niezmienna i filmy o słynnych raperach biją rekordy popularności. Tymczasem serial opowiada o tym jak to wszystko się zaczęło. I to nie tylko sam muzyczny gatunek, ale też didżejowanie. W fotelu reżysera zasiadł Baz Luhrmann - autor "Moulin Rouge!" i "Wielkiego Gatsby'ego" co zresztą widać i słychać. Fabuła przedstawiona jest w bajkowy, czasem wręcz komiksowy sposób, bo przecież główne postacie to tacy superbohaterowie dla muzyki. Ta zresztą też jest super pełna tanecznego disco i oczywiście rapu. Nie zabrakło też zawodów miłosnych i rywalizacji między gangami. Serial liczy sobie tylko jeden sezon. Kolejne, mimo ogromnego potencjału, zastopowano. Podobnie Netflix zrobił z dobrze przyjętym "Sense8". Szkoda.

Making a Murderer

Serial zupełnie inny od wszystkich, bo dokumentalny. To nowy trend i nie ma co się dziwić, bo prawdziwe historie są często ciekawsze niż fikcja. A ta opowiedziana w serialu jest strasznie frapująca, z nerwów zaciskamy zęby przyglądając się układowi, który sprawił, że niewinny facet poszedł na 18 lat do więzienia. Gdy wyszedł, jego koszmar nie skończył się. Pomimo tego, że to dokument, to akcja prowadzona jest jak w typowym serialu ze zwrotami akcji włącznie. Jednak "Making a Murderer" jest nieco wymagający - to dramat sądowy o wydawać by się mogło nierealistycznym scenariuszu. Wbrew pozorom wciąga, a całość jest przecież zbudowana z wywiadów, wiadomości telewizyjnych, kamer policyjnych. Jest to tak realistyczne, że aż przeraża, zwłaszcza, że każdy z nas może się stać podobną ofiarą. Co ciekawe, sprawa toczy się dalej i ma nowe wątki, o których nie dawno było głośno w amerykańskich serwisach informacyjnych. Jest więc szansa na kolejny sezon.

Les Revenants

Seriale kojarzą nam się głównie z USA oraz trochę mniej z Wielką Brytanią i przede wszystkim stamtąd czerpiemy je pełnymi garściami. Wyjątkiem od tej reguły może być francuskie "Les Revanants" czy też po naszemu "Powracający". Niezwykle tajemniczy, powoli się rozwijający, a jednak niezwykle intrygujący i ocierający się o horror. Nagle w sennym miasteczku pojawiają się dawni zmarli wprowadzając niemałe zamieszanie. Początkowo nie wiedzą, że nie żyją, a my nie wiemy, dlaczego tak się dzieje – nie jest to jednak kolejna "Noc żywych trupów", tylko thriller psychologiczny z takim europejskim sznytem i bijącym z ekranu chłodem. Niestety podzielił los innych ciekawych produkcji i zakończył się po dwóch sezonach (choć powstał amerykański remake). To i tak nic w porównaniu z legendarnym wręcz "Firefly", który został skasowany po pierwszym sezonie i od 15 lat fani nie mogą tego wybaczyć producentom.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...