Zestawili nas z krajem, którym trzęsie były poseł. "Ma olbrzymią władzę, kontroluje rząd, sądy, Trybunał Konstytucyjny"

Vlad Plahotniuc, o którym mówi się, że jest najpotężniejszym człowiekiem w Mołdawii.
Vlad Plahotniuc, o którym mówi się, że jest najpotężniejszym człowiekiem w Mołdawii. Fot. Facebook/Vlad Plahotniuc
Uważany jest za najpotężniejszego człowieka w kraju, co otwarcie odnotowuje Wikipedia, informując, że ta osoba kontroluje rząd oraz inne instytucje, w tym sądy. Mimo tego, że nie piastuje żadnego rządowego stanowiska, ale jest szefem najważniejszej partii politycznej i do niedawna był zwykłym posłem. To, między innymi, jego kraj znalazł się wraz z Polską w najnowszym raporcie o "zagrożeniach dla rządów prawa w krajach członkowskich Rady Europy". Z jakiegoś powodu wrzucono nas do jednego worka.

W raporcie komisji prawnej Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, wymieniono pięć krajów: Polskę, Rumunię, Bułgarię, Turcję oraz Mołdawię. Więcej o tym pisaliśmy tutaj. Z różnych powodów, ale wszystkie razem pod hasłem "zagrożenia dla rządów prawa".



Pierwszy raz zdarza się jednak, że międzynarodowa instytucja zestawia nas z Mołdawią. Krajem, w którym ogromną władzę ma jeden człowiek. Vlad Plahotniuc – oligarcha i polityk bez teki. Szara eminencja, która rzadko występuje publicznie, ale jak się powszechnie uważa, z tyłu steruje państwem i kontroluje najważniejsze instytucje w kraju.

Przez dwie kadencje był posłem
– On ma ogromną władzę, bo kontroluje większość w parlamencie i co za tym idzie, rząd. Bezpośrednio kontroluje premiera, który jest z jego partii. Kontroluje też sądy i prokuratorów, które powinny być niezależne. W tym Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny – wymienia w rozmowie z naTemat Mihai Popșoi, mołdawski politolog, który o tym, co dzieje się w jego kraju pisze na stronie MoldovianPolitics.com. Trochę żartem dodaje, że faktycznie można znaleźć pewne podobieństwa z Polską. - Ale sytuacja w naszych krajach jest zupełnie inna – zastrzega.

Plahotniuc miał kiedyś zostać premierem, ale mu nie wyszło. Przez dwie kadencje był posłem, a nawet wicemarszałkiem parlamentu, ale zrezygnował w 2015 roku i stanął na czele Demokratycznej Partii Mołdawii, która dziś trzęsie całą polityką, choć w parlamencie wcale nie ma wielu posłów (o czym dalej).
Jedna z najbogatszych osób w kraju
Spytać w Mołdawii, kto ma największe wpływy w tym kraju, zaraz pada jego nazwisko. – To niedobrze, gdy w jednych rękach jest władza polityczna, ekonomiczna czy sądy. A u nas wszystko zależy od jednego człowieka - mówi nam jedna z mieszkanek Kiszynowa. Jak to wygląda w praktyce? -To bardzo trudno zrozumieć, gdy się tu nie mieszka. W Mołdawii jest bardzo rozwinięta korupcja. A jak coś ci się nie podoba, możesz mieć problemy. Na przykład z urzędami finansowymi. Zrobią tak, że nie będziesz mógł dalej pracować. Trzeba być posłusznym. A Plahotniuc to jedna najbogatszych osób w kraju – odpowiada. Oligarcha posiada np. stacje telewizyjne i portale internetowe.

Mihai Popșoi dodaje: – Spada poziom demokracji. Plahotniuc podważa rządy prawa i polityczny pluralizm, wolność słowa itp. To najbardziej wpływowa osoba. Również z tego powodu, że uważana jest za najbogatszego człowieka w kraju. Wykorzystuje swoje prywatne środki, media oraz instytucje państwowe, dla korzyści swoich i swojej partii.

Organizacje pozarządowe na celowniku
Sam niedawno pisał o organizacjach pozarządowych i o tym, jak jego kraj robi krok wstecz wobec sukcesów, które udało się osiągnąć po 2009 roku. Że jeszcze kilka lat temu społeczeństwo obywatelskie świetnie się w Mołdawii rozwijało, a dziś znajduje się pod coraz większą presją rządu, który – niemal jak partia komunistyczna – prominentnych liderów tych organizacji nazywa "agentami opozycji". Zresztą, Ministerstwo Sprawiedliwości latem zgłosiło zmiany w prawie, które mogą ograniczyć działanie organizacji NGO w Mołdawii.
Zachodnie media mocno zwracają uwagę na władzę i wpływy tego polityka. "Do końca 2015 roku Plahotniuc stał się kluczowym decydentem w sprawach politycznych i ekonomicznych. Od tamtej pory efektywnie, i w sposób widoczny, wyeliminował głównych politycznych i biznesowych oponentów" – pisze portal New Eastern Europe. Najbardziej znaczący przykładem ma być sprawa byłego premiera. W 2016 roku Vlad Filat został oskarżony o korupcję i skazany na 9 lat więzienia. "Mołdawski system sprawiedliwości dowiódł lojalności wobec Plahotniuca" – podsumował portal.

Mołdawianie to widzą, ale nie bardzo z kolei widać ich ogromne protesty. Mieszkanka Kiszyniowa tłumaczy nam to w ten sposób: – Nie ma sensu. Ta władza nie słucha ludzi. Jak w ubiegłym roku tysiące ludzi wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko kandydatowi na premiera, i tak zrobili co chcieli. Wybrali go w nocy, nie licząc się z nikim. To Plahotniuc go forsował.
Tylko 5 procent poparcia?
Można to uznać za pewien paradoks, zwłaszcza, gdy się słyszy, że ludzie wcale jego partii nie popierają – w ostatnich wyborach jego ugrupowanie wprowadziło do 101-osobowego parlamentu zaledwie 13 posłów (ale w rządzącej koalicji i tak jest największe). Media cytują zaś sondaże, z których wynika, że poparcie dla demokratów wynosi...5 procent.. Nie pomaga nawet to, że oligarcha deklaruje swoją proeuropejskość, a Mołdawianie chcą do UE (Mihai Popșoi mówi o układzie z prezydentem, że Plahotniuc przyciąga wyborców proeuropejskich, a Igor Dodon prorosyjskich).

Stąd pewnie - jak analizują eksperci – najnowszy pomysł władzy, by przed wyborami 2018 roku zmienić dotychczasowy, proporcjonalny, system wyborczy, bo przy obecnym partia Plahotniuca nawet nie przekroczyłaby progu wyborczego.
– Ludzie mu nie wierzą, choć jest proeuropejski, a Mołdawianie chcą do UE. Tylko z jednej strony słyszymy, że UE nam pomaga, daje pieniądze, a z drugiej strony Mołdawia jest biednym krajem. Gdzie idą te kredyty? Wszyscy chcą wiedzieć, bo tu żyje się bardzo ciężko – mówi nasza rozmówczyni. Podaje przykłady. Średnia emerytura wynosi równowartość około 80 euro. Za ogrzewanie 1-pokojowego mieszkania trzeba zapłacić około 50 euro. Średnia pensja to ok. 150 euro.

Proeuropejski filantrop
Ale Vlad Plahotniuc najwyraźniej robi, co może, by zyskać w oczach narodu. Mołdawianie niedawno dowiedzieli się o spisku na jego życie, co – według niektórych – miało wzbudzić dla niego współczucie. Jest filantropem. Ma swoją fundację, która właśnie, z okazji nowego roku szkolnego, przyznała dzieciom stypendia. Dostała ich setka w całym kraju, zwycięzcy konkursu pt. "100 stypendiów dla młodych ludzi". Każdy stypendysta co miesiąc będzie dostawał 500 lei. Brzmi niemal jak 500+, ale w przeliczeniu na złotówki, to pięć razy mniej.
Ale to nie wszystko. Nagrodził uczniów, przyszedł czas na nauczycieli. Właśnie dzieci dowiedziały się o nowym konkursie pt. "Ukochany Profesor". Nagrodą ma być laptop. Był też program "Szacunek dla seniorów" (głównie paczki żywnościowe i pomoc medyczna), były wyprawki dla noworodków...I pewnie na tym nie poprzestanie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...