Jako jedyny przeżył krwawą rzeź. Nie spodziewał się, że po ponad 40 latach policja uzna, że mógł być nie tylko ofiarą

Espoo to mała miejscowość nad jeziorem Bodom. Od stolicy Finlandii dzieli ją niewiele ponad 20 kilometrów. Uroki przyrody i cisza powodują, że to częsty kierunek wybierany przez tych, którzy chcą odpocząć od miasta. Lokalizacja jest również atrakcyjna dla młodzieży, która planuje spędzić romantyczne chwile czy w tajemnicy przed rodzicami napić się alkoholu. Ten właśnie cel przyświecał piętnastoletnim Maili i Anji i osiemnastoletnim Seppo i Nilsowi. Gdy dziewczętom udało się w końcu uzyskać zgodę na wycieczkę, chłopcy zabrali je na motorach właśnie nad jezioro Bodom. 4 czerwca rozbili namiot na zacisznym przylądku Hästbergen. Namiot był niewielki, więc trudno uwierzyć, że planowali spać w nim wszyscy razem. Być może właśnie rozmiar namiotu zmylił mordercę, który w nocy dokonał straszliwej zbrodni, myśląc, że śpią w nim tylko dwie osoby. A może morderca znajdował się wśród śpiących nastolatków?

Wakacyjna przygoda
To drugi artykuł w naszym cyklu o najbardziej tajemniczych morderstwach w historii. W sprawie brutalnego ataku z 4 czerwca 1960 roku nadal więcej jest niejasności niż faktów. Do dzisiaj trudno odpowiedzieć na wiele pytań. Wiadomo, że młodzi znali się ze szkoły i łączyły ich bliskie relacje. Anja i Seppo byli parą od kilku miesięcy, Nils i Maila spotykali się miesiąc. Według zeznań innej grupy nastolatków, którzy również wypoczywali w tym czasie nad jeziorem młodzi spożywali alkohol, a Nils był agresywny i wulgarny. Z jakiegoś powodu miał konflikt z Seppo, świadkowie twierdzą, że można było wyczuć między nimi napięcie, dlatego dosyć szybko się rozdzielili. Czwórka znajomych wróciła do swojego namiotu. Była 22:30 i dopiero robiło się ciemno. W tym regionie występują tzw. białe noce, więc ciemność trwała zaledwie 3-4 godziny. Zbrodni dokonano w świetle dnia. Dziewczyny położyły się spać, a chłopcy do 3:30 łowili ryby w jeziorze. O kąpieli nie było mowy, bowiem akwen słynie z bardzo zimnej wody, nawet w okresie letnim. Było już jasno, a chłopcy byli pijani. Te szczegóły zdążyła zapisać w swoim śpiewniku-notatniku jedna z ofiar.
Kilka godzin później troje z nich było martwych. Atak, do którego doszło pomiędzy 4 a 6 rano przeżył tylko Nils. Ze złamaną szczęką i wstrząsem mózgu trafił do szpitala. Nie miał ran zadanych nożem. Twierdził, że nic nie pamięta i wydawało mu się, że miał wypadek. Potem zeznał, że pamięta wielkie czerwone świecące w mroku oczy. Wielu podłapało te słowa i zaczęło dopisywać do wydarzenia teorie z demonami i szatanem. Od początku morderstwo rozbudzało wyobraźnię i było szeroko komentowane.



Narzędzie zbrodni
Najprawdopodobniej morderca najpierw rozciął linki namiotu, a potem materiał, który spadł na twarze śpiących. Ofiary otrzymały serię ciosów nożem – najwięcej Maila, partnerka Nilsa. Na jej ciele odkryto 15 ran. Była również rozebrana od pasa w dół. Wszyscy uderzani byli ciężkim przedmiotem – kamieniem, prętem lub metalową rurą. Trudno to szczegółowo ustalić, bowiem do dziś policja nie odnalazła noża ani innych narzędzi, którymi zamordowano trójkę znajomych. Ich ciała ułożone były na sobie: najpierw dziewczęta, potem Seppo, na samej górze ledwo przytomny Nils.

Nastolatkowie rozbili obozowisko trochę na uboczu, zatem zbrodnię odkryto dopiero kilka godzin później. Na pewno widzieli ich dwaj chłopcy, którzy zeznali, że byli w tej okolicy nad ranem, jednak nie dostrzegli nic niepokojącego - nie chcieli przeszkadzać turystom, zatem podeszli bliżej jedynie do motocykli ustawionych pod drzewem. W pobliżu namiotu widzieli mężczyznę z długimi blond włosami. Następnie oddalili się. Policja zjawiła się na miejscu dopiero w południe, po zawiadomieniu od mężczyzny, który biegał po lesie i zobaczył ślady krwi. Nikt nie słyszał krzyków, ani niepokojących hałasów. Jednak miejscowość nie jest duża, więc brutalne wieści rozniosły się bardzo szybko. Na miejscu, poza służbami zaczęły zjawiać się prawdziwe tłumy poruszone straszną zbrodnią. Każdy chciał pomóc, zobaczyć, co się stało, a policja nie protestowała. To niedopatrzenie, już na samym początku, doprowadziło do zatarcia większości śladów.
Ustalono, że cięcia na namiocie nie odpowiadały tym na ciałach ofiar. Nastolatkom skradziono portfele, damskie kostiumy kąpielowe i ubrania. Nigdy ich nie odnaleziono. Najwięcej uwagi śledczy poświęcili jednak męskim butom, które znaleziono 600 metrów dalej. Były przysypane ziemią, jakby ktoś chciał je ukryć. Jedna para należała do Seppo, druga do Nilsa. W obuwiu tego drugiego na pewno dokonano zbrodni – po dokładnych analizach ustalono, że morderca musiał je włożyć przed atakiem. Kolejnym tajemniczym znaleziskiem była zabrudzona krwią i nasieniem poszewka na poduszkę. Badania nie wykazały jednak, by treści należały do którejś z ofiar, więc poszlakę porzucono. Z miejsca zbrodni zbadano tylko próbki krwi i nie znaleziono wśród nich śladu osoby z zewnątrz. Można jednak przyjąć, że oprawca nie był ranny.

Długa lista podejrzanych
Na najważniejsze pytanie, czyli kto dokonał tak brutalnego ataku fińska policja nadal szuka odpowiedzi. Śledztwo wznowiono w 2005 roku. Od początku jednak praca służb wydaje się przypadkowa. Na liście podejrzanych znalazło się kilkanaście osób. Pierwszym z nich był właściciel lokalnego sklepu, w którym w dzień przed morderstwem nastolatkowie robili zakupy. Valdemar Gyllström, pomimo tego, że żył dzięki wizytom turystów, nienawidził ich. Mieszkańcy wspominali go jako agresywnego i nieprzyjemnego przeciwnika dzieci. Kilka dni po zbrodni sprzedawca zakopał studnię na swoim podwórku, więc wielu podejrzewało, że ukrył w niej narzędzia zbrodni i skradzione rzeczy. Nie wiadomo czy policja rozkopała jego podwórko i nic nie znalazła, czy całkowicie zrezygnowała z drążenia tego tematu. A alibi Gyllströma potwierdzała żona – nie mógł tego zrobić, bo całą noc spędził w domu.

Kilka lat później, jedne źródła podają 1969 rok, a inne 1972, prawdopodobnie przyznał się, że to on. Spędzał czas w saunie i zdradził pod wpływem alkoholu sąsiadowi, że zabił nastolatków. Następnego dnia po wyznaniu utopił się w jeziorze Bodom. Nie wiadomo czy popełnił samobójstwo, czy winny był alkohol. Jego żona na łożu śmierci wyznała, że kryła męża i tragiczną noc spędził poza domem. Trudno jednak stwierdzić czy jest to prawda. W całej sprawie zadziwia bowiem fakt, że do morderstwa przyznało się kilka osób, a śledztwu towarzyszy wiele samobójstw (drugi podejrzany powiesił się) i wyznań „na łożu śmierci”.

Kolejny na liście był Hans Assmann - były SS-man, pracujący w obozie w Auschwitz, później szpieg KGB, który rezydował w Finlandii. Mieszkał 5 km od jeziora. 6 czerwca pojawił się w szpitalu w Helsinkach, które od miejsca zbrodni dzieli niewiele ponad 20 km i według relacji lekarzy dziwnie się zachowywał – nie chciał podać swoich prawdziwych danych, był brudny, miał ziemię pod paznokciami i plamy krwi na ubraniu. Zachowywał się niespokojnie i nerwowo, a w końcu wpadł w szał. Jego ubrania pasowały do opisu, który wskazali młodzi chłopcy, którzy widzieli niedaleko namiotu „wysokiego blondyna”. Wezwana do szpitala policja nie widziała jednak w zachowaniu mężczyzny nic podejrzanego. Assmann był podejrzany o pięć innych morderstw – wszystkie posiadały wspólne cechy i narzędzie zbrodni. Również on, według niektórych źródeł przyznał się do zbrodni przed śmiercią.
Jednak najbardziej intrygującym podejrzanym jest Nils Gustafsson, który jako jedyny przeżył atak nożownika. Tuż po zbrodni został kilkukrotnie przesłuchany, jednak twierdził, że nic nie pamięta. Aresztowano go po 44 latach, w 2004 roku, kiedy policja ogłosiła, że ma nowe dowody w sprawie. Według tej wersji Nils miałby w afekcie zamordować przyjaciół, bo ci nie chcieli wpuścić go do namiotu, a jego partnerka nie zgodziła się na stosunek płciowy. Gdy nad ranem próbował położyć się do nich spać, Seppo kopnął go w twarz, łamiąc mu szczękę, więc ten jeszcze bardziej rozwścieczony zabił najpierw kolegę, jego dziewczynę, a na końcu swoją partnerkę, którą rozebrał, by upozorować napaść z motywem seksualnym. Jednej z dziewcząt okrył głowę kocem, by nie patrzeć na jej zmasakrowaną twarz. A potem się na nich położył. Tak postawiona sprawa spotkała się z wielką krytyką opinii publicznej i mediów w Finlandii, które twierdziły, że policja chce zrobić z Nilsa kozła ofiarnego.
W 1960 roku Nils poddany został hipnozie. Opowiedział, że dziewczęta nie piły z nimi alkoholu, morderca zaatakował ich prętem i był postawnym, wysokim mężczyzną z prostym nosem i pryszczami na czole. Opis jednak był tak bardzo ogólny, że na jego podstawie powstał dziwaczny portret pamięciowy kogoś, kto nawet nie przypominał człowieka. Inny świadek, który również zeznawał w hipnozie równie nieostro wskazał cechy mężczyzny, którego widział nad jeziorem w dniu popełnienia zbrodni.
Proces przeciwko mężczyźnie rozpoczął się 4 sierpnia 2005 roku. Zastanawiano się, dlaczego nie wzywał pomocy, nie krzyczał. Według raportów medycznych z 1960 roku nie był w stanie traumy czy szoku, więc wykluczono zanik pamięci. Ostatecznie Nilsa Gustafssona oczyszczono z zarzutów 7 października, sprawa jednak nadal budzi emocje. Przez cały okres dochodzenia wielu przyznawało się do winy, znaleźli się również tacy, którzy podrzucali noże w okolicznych krzakach lub wierzyli w magiczne moce i demony, które czają się na zagubionych turystów. Działaniom służb równie uważnie przyglądały się media, które na bieżąco informowały społeczeństwo o postępach, a raczej ich braku. Fińska policja ciągle wierzy, że uda im się odkryć prawdę, a historia, chociaż brutalna stanowi niesłabnącą inspirację dla filmowców (film "Bodom" z 2016 roku) i muzyków - członkowie znanego zespołu Children of Bodom pochodzą z tych okolic, a okładki ich płyt i utwory potwierdzają, że zbrodnia sprzed ponad 50 lat nadal pobudza wyobraźnię. Tym bardziej, że na wielu poziomach owiana jest tajemnicą.

Polub BLISS na Instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...