Jednego mało nie porwało, drugi dostał odłamkiem w plecy. Wyobrażacie sobie TVP w takiej akcji?

Sara Sidner, reporterka CNN, podczas huraganu Irnma - w czasie relacji na żywo z Daytona Beach na Florydzie.
Sara Sidner, reporterka CNN, podczas huraganu Irnma - w czasie relacji na żywo z Daytona Beach na Florydzie. Fot. Screen/CNN
To były nieprawdopodobne relacje pod każdym względem. Tak bardzo, że niejeden widz, który je oglądał, zastanawiał się, czy nikt w tej stacji nie postradał zmysłów. Wokół  wymarłe miasta, huragan szaleje, palmy niemal się kładą, deszcz leje, woda wdziera się na ulice... I tylko reporterzy CNN dzielnie stawiają czoła żywiołowi. Przemoczeni do szpiku kości, słaniając się na wietrze, czasem ledwo mówiąc, tak silne były porywy. "Ludzie, schowajcie tych reporterów, nie narażajcie ich życia" - apelowali internauci. Nie pomogło.

Można nazwać to skrajną nieodpowiedzialnością albo pełnym profesjonalizmem. Można uznać, że było to straszne, choć momentami komiczne. Tak czy inaczej, CNN udał się ten spektakl. Od ich relacji z tego, jak Irma pustoszy Florydę, a wcześniej Kubę, nie można było oderwać oczu a dziś internet żyje tym, jak mało czym.



Cały show skradł jednak nie huragan, tylko reporterzy rzuceni w oko żywiołu. To było coś nieprawdopodobnego. Sama nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. "Boże, człowieku, schowaj się wreszcie" - momentami cisnęło się na usta.
Próbowała przekrzyczeć huragan
Było ich kilku czy kilkunastu, a co jeden to lepszy. Jeden stał na balkonie i ledwo ledwo łapał oddech, nie mógł mówić, tak wiało. Inny wyszedł na środek ulicy, ledwo trzymał równowagę. Jedna z reporterek chwiała się na nogach, odrzucało ją do tyłu, o mały włos nie oberwała znakiem drogowym, który przeleciał niedaleko niej. Dziennikarzom CNN zrywało kaptury z głów, wiatr targał ubraniami, woda dosłownie lała się po całym ciele. Jeden z nich założył gogle, inny był przygotowany, by w razie co przyczepić się liną do betonowego postumentu.
Ale jedna z reporterek przebiła wszystkich. Ona, jak oceniono, niemal odfrunęła. Musiała złapać się betonowej balustrady, bo faktycznie widok był tak, że wiatr w każdej chwili mógł ją porwać. Nie mogła stać, musiała kucnąć za murem, ale nawet na moment nie przestała nadawać. Cała relacja wyglądała jak sceny z filmu katastroficznego.

- Ciężko ustać! - próbowała przekrzyczeć huragan, choć jej głosu prawie nie było słychać. To nagranie z Daytona Beach już stało się hitem sieci, a internauci kpią, że reporterka powinna otrzymać medal za odwagę.
I tak dzień i noc, praktycznie non stop, ci reporterzy narażali życie, byle tylko pokazać, jak szaleje huragan. "W życiu nie widziałem ich aż w takiej desperacji, by podnieść oglądalność stacji" - ktoś podsumował w sieci. Bo za te relacje na CNN dosłownie spadła lawina głosów wołających o pomstę do nieba i zdrowy rozsądek. Gdy reporterzy stali się bohaterami tych relacji, zwykli widzowie zwyczajnie zaczęli się o nich bać.

"To idiotyczne, nie mogę na to patrzeć"
"CNN schowajcie ich, nie mogę patrzeć, jak zaraz coś w niego walnie!", "To najbardziej szalona rzecz, jaką widziałem", "CNN naraża swoich ludzi", "To idiotyczne, nie mogę na to patrzeć, co z nimi robicie", "To absurd, może powinniśmy oglądać, jak metalowy kawałek dachu odetnie mu głowę?" - mnóstwo takich komentarzy pojawiło się w sieci. Albo taka opinia: "Przysięgam, im tylko zależy, by któryś z ich reporterów zginął na żywo. Nie widzę innego powodu".
Jeden z reporterów tej stacji dostał nawet czymś w plecy. O mało co to coś nie trafiło go w głowę, ale zdążył się uchylić. Ten sam reporter miał też problem z założeniem kurtki, tak wiało. On relacjonował Irmę na Kubie, ale do dziś jego relacje wywołują ogromne emocje w internecie. Wielu pyta, czy warto było się narażać, by pokazać właśnie coś takiego? 
"Modlimy się za was, bądźcie ostrożni"
Można powiedzieć, taka praca reportera. Dla CNN i każdej stacji to prestiż być tam, gdzie coś się dzieje, zwłaszcza tam, gdzie nie każdy może dotrzeć. Amerykańska stacja wysłała swojego korespondenta nawet do Key Largo, gdzie Irma uderzyła we Florydę. Miała relacje na żywo praktycznie z każdego miasta, które miało ucierpieć w wyniku huraganu.

I jedno trzeba przyznać - rozmach w tej medialnej obsłudze wydarzenia faktycznie był i w oczach części widzów zyskała jednak uznanie. "Modlimy się za was, bądźcie ostrożni" - tak podtrzymywali na duchu reporterów. Szczęśliwie, nikomu nic się nie stało, choć przy okazji nie zabrakło i wpadek. Ciekawe, jak w takiej sytuacji zachowałaby się TVP. Pod każdym względem trudno to sobie wyobrazić. Również reporterów, którzy byliby w stanie zrobić takie widowisko.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...