Znachor Zięba próbuje się promować na śmierci Miecugowa. Mówi, że dziennikarz żyłby, gdyby lekarze znali jego książki

Znachor Jerzy Zięba próbuje się promować na śmierci Grzegorza Miecugowa. Mówi, że dziennikarz by żył, gdyby lekarze znali jego książki i wiedzieli, jak leczyć sepsę.
Znachor Jerzy Zięba próbuje się promować na śmierci Grzegorza Miecugowa. Mówi, że dziennikarz by żył, gdyby lekarze znali jego książki i wiedzieli, jak leczyć sepsę. Fot. Radosław Jóźwiak / Agencja Gazeta
Inżynier udający lekarza. Przeciwnik wszelkich szczepionek. Propagator takich metod leczenia, które podważają wiedzę naukową. Zwolennik teorii, że Wi-Fi powoduje bezpłodność. Cudotwórca, który hipnozą powiększa piersi. Oto Jerzy Zięba – człowiek, który dla edukacji medycznej wśród Polaków zrobił wiele niedobrego. Ostatnio nabrał wiatru w żagle i o popularność walczy coraz ostrzej. Aby rozpropagować jedną ze swoich "metod leczniczych", posłużył się przykładem śmierci Grzegorza Miecugowa.

Antyszczepionkowcy i "Ziębianie" wyraźnie są na fali. Ich paramedyczne teorie głoszone są w coraz bardziej zacnych murach i w coraz bardziej szacownym gronie. W weekend Jerzy Zięba zaskoczył wszystkich, rozstawiając swoje stoisko w Poznaniu na Kongresie Kobiet. Wszystkich – łącznie z organizatorkami, bo Zięba w umowie ukrył to, że to on za tym stoi.



"Uniwersytety dla nauki, pajace do cyrku"
I on, i inni specjaliści od niby-medycyny od dawna próbowali różnych sposobów, aby swoim teoriom dodać powagi i zaistnieć na uczelniach. Wynajmowali prywatnie sale na uniwersytetach, ale zazwyczaj, w wyniku protestów środowisk naukowych, ich wykłady musiały być przenoszone gdzie indziej. Niedawno autor "Ukrytych terapii" zagościł na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Tuż przed wakacjami ekipa antyszczepionkowców pojawiła się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, co świat nauki wprawiło w osłupienie.

Są już screeny z wykładu antyszczepionkowego na Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II Tragedia.... Screeny od Medycyna po polsku

Opublikowany przez Uniwersytety dla nauki, pajace do cyrku na 14 czerwca 2017
Ale dla osób wykorzystujących naiwność pacjentów rozczarowanych stanem służby zdrowia lub dotkniętych fobią wobec lekarzy, to wciąż za mało. Inżynier Zięba swoje medyczne teorie mógł wygłosić na antenie publicznego radia – umożliwiło mu to Polskie Radio Katowice. Przekonywał m.in., że nieuleczalną schizofrenię jednak da się wyleczyć – witaminą B3.

Gdyby znali książkę...
Inna cudowna, zdaniem Zięby, witamina to C, czyli kwas askorbinowy. Już przed rokiem, gdy w szpitalach w Warszawie odnotowano wzrost liczby zakażeń bakterią New Dehli, która może powodować sepsę, "naczelny znachor Polski" apelował, by chorym podawać witaminę C. A jeśli jakiś lekarz odmówi, to namawiał bliskich, aby zgłosili to na policji lub w prokuraturze. Odsyłał przy tym do jednej z części swojej książki "Ukryte terapie". I teraz znów wrócił do tematu, wykorzystując przy tym śmierć Grzegorza Miecugowa. Nieco ponad tydzień później media obiegła informacja, że bezpośrednią przyczyną zgonu raczej nie był rak, lecz właśnie sepsa, czyli zakażenie prowadzące do zaburzeń czynności podstawowych narządów w organizmie.

Jerzy Zięba najwyraźniej uznał, że może skorzystać na śmierci znanego dziennikarza, głosząc przy tym swoje pseudonaukowe rewelacje. Grzegorz Miecugow zmarł 26 sierpnia, wiadomo było, że od lat zmagał się z nowotworem. Jerzy Zięba ogłosił zatem, że jeśli rzeczywiście była to sepsa, to Miecugow by żył – wystarczyłoby, aby lekarze przeczytali jego "Ukryte terapie" i posłuchali go, podając pacjentowi witaminę C.
– Jeśli prawdą jest, że pan Grzegorz Miecugow nie zmarł z powodu choroby nowotworowej, a zmarł z powodu sepsy, to jest to skandal – oświadczył Jerzy Zięba, podsumowując swój wykład o tym, jak rzekomo działa kwas askorbinowy w przypadku sepsy i odsyłając do swojej książki. – Uważam, że w przypadku pana Grzegorza Miecugowa można było jeszcze wiele zrobić. Na pewno – stwierdził inżynier, ubolewając przy tym nad stanem polskiej służby zdrowia.

Panjerzy bez żenady buduje swoją popularność na takich smutnych wydarzeniach. Jakiś czas temu "woził" się na śmierci pos...

Opublikowany przez Kłamstwa Jerzego Z. na 9 września 2017
Ani słowa o witaminie
Czy to możliwe, aby witamina C wystarczyła, aby wyleczyć kogoś z sepsy lub wyprowadzić ze wstrząsu septycznego? Krajowy Konsultant w dziedzinie Anestezjologii i Intensywnej Terapii prof. Radosław Owczuk w rozmowie z naTemat mówi o międzynarodowych procedurach w leczeniu sepsy. Podkreśla, że według aktualnej wiedzy nie ma mowy o tym, aby sam kwas askorbinowy wystarczył do wyleczenia z sepsy.
PROF. RADOSŁAW OWCZUK
Krajowy Konsultant w dziedzinie Anestezjologii i Intensywnej Terapii, profesor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

– Istnieją międzynarodowe wytyczne w leczeniu sepsy opracowane przez ekspertów z zespołu Surviving Sepsis Campaign, które są skuteczne, bo znacznie zwiększają szanse na przeżycie przy tak ciężkiej chorobie, jaką jest sepsa. One jednoznacznie wskazują jak leczyć sepsę i wstrząs septyczny. No i dla witaminy C, przynajmniej na razie, miejsca tam nie ma.

– Czyli to niemożliwe, aby kwas askorbinowy zadziałał w leczeniu sepsy, gdy nie działają antybiotyki?

– Nie, zdecydowanie nie. Aczkolwiek wiem, że są w tej chwili prowadzone prace naukowe i w jednym z poważnych pism medycznych przedstawiono ich wstępne wyniki, które wskazują, że witamina C może być jednym z kilku leków uzupełniających leczenie. Tam wymieniono także witaminę B1 i glikokortykoidy, więc na pewno witamina C jest tu tylko jedną ze składowych. Ale podkreślam: to tylko jako uzupełnienie leczenia zgodnego z wytycznymi, a nie zamiast. Moim zdaniem to badanie jest obiecujące, ale przeprowadzono je na razie na zbyt małej grupie, aby wyciągać od razu jakieś jednoznaczne wnioski.

Doskonałym źródłem wiedzy o tym, czym jest sepsa, jak jej zapobiegać i jak powinna być leczona jest strona internetowa "Pokonać sepsę" prowadzona przez specjalistów z Surviving Sepsis Polish Association.

Państwo by zbankrutowało
Rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego Jan Bondar już ponad rok temu mówił nam, że gdyby lekarze zdecydowali się leczyć pacjentów metodami inżyniera Zięby, to państwo polskie zbankrutowałoby z powodu wypłaty odszkodowań, które trzeba byłoby wypłacać chorym lub ich rodzinom za błąd medyczny. A jednak – "naczelny znachor" się nie zraża. Wciąż nagrywa swoje filmiki i zamieszcza na YouTube. I gdy raz na jakiś czas zdarzy się śmierć kogoś znanego, która poruszyła tysiące Polaków, nie zawaha się, aby to wykorzystać w swoim celu.
Jak można nazwać taką postawę? Każdy chyba sam sobie odpowie. I bez wątpienia znajdą się tacy, którzy uznają, że to wszystko w szczytnym celu...
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...