"Msza ma być szeleszcząca, a nie brzęcząca". Ksiądz zniknął z pieniędzmi parafian w tajemniczych okolicznościach

Proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Dłutowie pouczał parafian, że msza ma być "szeleszcząca a nie brzęcząca".
Proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Dłutowie pouczał parafian, że msza ma być "szeleszcząca a nie brzęcząca". fot. Shutterstock.com
Jarosław K., były już proboszcz parafii w Dłutowie koło Łodzi, nie pomoże wizerunkowi Kościoła rzymskokatolickiego. Jak informuje "Super Express", przez rok wyciskał z parafian ostatni grosz, po czym zniknął bez pożegnania w tajemniczych okolicznościach.

Parafianie w rozmowie z gazetą twierdzą, że proboszcz uciekł z ich pieniędzmi, a ich obaw wcale nie zmniejsza nowy proboszcz parafii Zbigniew Dyks, nie chce odpowiadać na pytania dotyczące poprzednika. Mało tego, odpowiada na nie swoim pytaniem: "a może pan jest tajnym współpracownikiem?"



Jarosław K. proboszczem w Dłutowie był niewiele ponad rok, wcześniej pełnił funkcję duszpasterza archidiecezji łódzkiej, był też proboszczem w Szczercowie. Parafianie ostatnio płacili za groby na cmentarzu, mieli uregulować należności do końca lipca. Ksiądz zebrał pieniądze, a potem przepadł jak kamień w wodę.

Ksiądz za podwójny grób brał po 400 zł. Ustawiały się do niego kolejki płacących. Jedna z parafianek twierdzi, że K. w kościele podczas mszy bez skrępowania mówił, że chce, by była "to msza szeleszcząca, a nie brzęcząca". Chodziło oczywiście o to, by na tacę płacić banknotami.

Pewnej nocy pod plebanię miał podjechać tir, na który załadowano całe wyposażenie parafii. Wraz z tirem odjechał proboszcz, bez słowa pożegnania. Podobno miał nawet pozdejmować kaloryfery i powyrywać gniazdka ze ścian parafii. Łódzka kuria nie chce komentować sprawy.

źródło: "Super Express"
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...