"Politycy PiS tęsknią za czasami PRL". Minister budownictwa chce wymieść z rynku małe mieszkania?

Małe mieszkania szybko znikają z rynku wtórnego. Minister Adamczyk chce je zupełnie wymieść.
Małe mieszkania szybko znikają z rynku wtórnego. Minister Adamczyk chce je zupełnie wymieść. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wolność Tomku w swoim domku? Tak, ale minister określi jego powierzchnię. "Nie może być tak, że w obrocie są mieszkania o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych" – twierdzi minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk. Czy następnym krokiem będzie powrót do centralnego planowania?

Od czasów upadku komunizmu Polacy sami decydują o tym, w jakim mieszkaniu chcą zamieszkać. O tym, czy będzie to kawalerka czy apartamentowiec decydują ich zarobki i zdolność kredytowa. Na rynku dużą popularnością cieszą się małe lokale, często kupowane pod wynajem, ale to się wkrótce może zmienić, za sprawą odgórnych regulacji.
"Musimy określić minimalną wielkość mieszkań" – wyznał w trakcie wystąpienia w polskim radio Andrzej Adamczyk. "Nie może być tak, że w obrocie są mieszkania o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych" – dodał szef infrastruktury i budownictwa w rządzie Beaty Szydło. – Koniecznie, musicie, głupi deweloperzy bez was nie wiedzą co się sprzedaje, a jeszcze głupsi klienci, co chcą kupować – śmieją się internauci. Pojawiają się zarzuty powrotu do czasów PRL i centralnego planowania.
Z tego, co powiedział minister wynika, że mieszkanie w tak małych mieszkaniach jest poniżej godności Polaka. Tak popularne w Paryżu, Londynie czy Berlinie kilkunastometrowe kawalerki zdaniem ministra Adamczyka nie nadają się do zamieszkania i powinny zostać wykreślone z ofert deweloperów.



Ktoś widział yeti?
Co ciekawe, wcale nie jest łatwo znaleźć taki metraż. W Polsce najpopularniejsze są mieszkania o powierzchni 36-46 metrów, dwu lub trzypokojowe. W ofercie jednego z największych deweloperów na rynku warszawskim na próżno szukać kilkunastu metrów własnego M. – Mamy w ofercie mieszkania od 25 do ponad 100 metrów – mówi Barbara Kawęcka z firmy Dom Development SA. Znalezienie mieszkania na rynku pierwotnym o powierzchni mniejszej niż 20 metrów przypomina poszukiwanie polowanie na yeti. Niby każdy słyszał, że są takie, ale nikt nie ma w swojej ofercie. Nawet w jednej z najpopularniejszych wyszukiwarek właśnie budowanych nieruchomości na sprzedaż metraż zaczyna się od 20 metrów.
– Takie małe kawalerki najczęściej są w starych kamienicach, gdy po wojnie mieszkania dzielono na kilka mniejszych – twierdzi Weronika Stelmaszuk z portalu nieruchomości-online.pl. Z jednego mieszkania wykrojono trzy, jedno ma niecałe 17 metrów powierzchni, dwa pozostałe ponad 30 metrów kwadratowych. – Małe lokale sprzedają się najszybciej, ich cena oscyluje w okolicach 200 tysięcy za mieszkanie w dobrej lokalizacji – dodaje Stelmaszuk.
Rynek najlepiej wie, co się sprzedaje, a co nie. – Żadne odgórne regulacje nie są potrzebne – przekonuje Katarzyna Lubnauer, posłanka Nowoczesnej. Była jedną z pierwszych osób, które skomentowały na Twitterze wypowiedź ministra Adamczyka. – Prawo i Sprawiedliwość ma jakąś wielką skłonność do regulacji wszystkiego co się da. Reguluje rynek sprzedaży lekarstw, teraz chce regulować wielkość mieszkań. Odnoszę wrażenie, że politycy tej partii bardzo tęsknią za czasami PRL-u – twierdzi posłanka.

Małe na siebie zarobi
Małe mieszkania najczęściej są kupowane pod wynajem. Według agentów nieruchomości są najbardziej popularne pośród studentów, którzy przyjeżdżają z innego miasta i nie chcą mieszkać w akademiku. – Takie lokale często są wynajmowane krótkoterminowo. Ktoś przyjeżdża na przykład do Warszawy i zamiast mieszkać w hotelu ma do dyspozycji mieszkanie z własną kuchnią. Przy takim wykorzystaniu nieruchomości poniesione nakłady na jej zakup dość szybko się zwracają – przekonuje Stelmaszuk. Tu klient nie zauważy większej różnicy między 17 a 21 metrów, a gdy liczy się cena za wynajem najczęściej wybierze tańszą ofertę.
Na razie nic nie wskazuje na to, ze grozi nam odgórna regulacja rynku nieruchomości. – Myślę, że minister mówił, żeby elektorat słuchał i na razie nie pójdą za tym konkretne rozwiązania prawne. Ale słowa Adamczyka należy potraktować jako dzwonek alarmowy, doświadczenie uczy, że czasem najbardziej z pozoru dziwne pomysły PiS są wprowadzane później w życie – przekonuje Katarzyna Lubnauer.
A internauci kpią. "Panie ministrze, błagam, niech pan mi nie odbiera garsoniery", "Błagam, tylko nie wprowadzajcie jedynie słusznej długości sznurowadeł", "Socjalizm i dobrobyt naszym celem, zupełnie jak za PRL" – to tylko niektóre z licznych komentarzy ludzi przeciwnych wprowadzaniu tego typu regulacji.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...