Oskarżony o "blokowanie pasa ruchu". Protestował w obronie sądów, ma kuriozalne przygody z policją

Tak wyglądał protest przy ulicy Wiejskiej w obronie sądów. W gmachu parlamentu właśnie trwało uchwalanie ustaw.
Tak wyglądał protest przy ulicy Wiejskiej w obronie sądów. W gmachu parlamentu właśnie trwało uchwalanie ustaw. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
W przesłanym przez policję wezwaniu pomylono jego nazwisko. Ale on nie zamierza się uchylać – pójdzie na przesłuchanie, bo nie zamierza się wypierać, iż był w gronie uczestników protestów w obronie niezależności sądów. Wizytę tę potraktuje przy okazji w celach naukowo-badawczych. "Zrobię sobie monitoring dostępności komendy" – zapowiada Paweł Kubicki, informując o wezwaniu, jakie otrzymał.

Protestuje z powodów zawodowych
Paweł Kubicki jest doktorem nauk ekonomicznych i magistrem socjologii. Pracuje w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, realizuje dziesiątki projektów badawczych, a interesują go m.in. kwestie wykluczenia społecznego, praw człowieka czy problemy osób niepełnosprawnych. Jak przyznaje w rozmowie z naTemat, uczestniczy w bardzo wielu protestach, więc nie wyobrażał sobie, aby w lipcu nie pojawić się na manifestacjach w obronie sądów. – Wówczas byłem na kilku protestach, ale na jednym zostałem spisany przez policję – wspomina Kubicki.
O tym, że to spisanie ma ciąg dalszy, przekonał się parę dni temu, gdy na jego adres przyszło wezwanie. Dowiedział się z niego, że ma być przesłuchany w charakterze podejrzanego. A wykroczenie, jakiego się dopuścił, to "blokowanie pasa ruchu". Nic to, że była to godzina 3 w nocy, teren otoczony przez policję, więc i tak żaden samochód by się w tym miejscu nie pojawił – on siedział i blokował.
Na wezwaniu wprawdzie podane jest nazwisko "Kubiak" a nie "Kubicki", ale bohater zamieszania, doktor z SGH nie zamierza udawać, że to nie on jest adresatem. Wie przecież, że tej nocy był przed Sejmem i faktycznie siedział na asfalcie.



Warto trochę postraszyć
Choć, jak zapewnia, to co rzekomo blokował, to wąziutki zaułek w okolicach gmachu parlamentu. A grupka blokujących była już o tej porze i w tym miejscu niewielka. A błąd w nazwisku to najpewniej kwestia tego, że było tam po prostu ciemno.
Paweł Kubicki

Wybrałem sobie niewielką alejkę. Stwierdziłem, że jest tam spokój, cisza. Posiedziałem tam, pogadałem z ludźmi. Przed godziną trzecią w nocy posłowie wyjechali z Sejmu. Wśród protestujących było już takie rozprężenie i za chwilę ta grupka by rozeszła. Ale wtedy policja poczuła, że ma rezerwy kadrowe, bo nie ma już polityków, których mieli ochraniać, i ruszyła do akcji. Moim zdaniem ktoś po prostu uznał, że warto trochę postraszyć demonstrujących a przy okazji zaktualizować sobie bazę policyjnych danych i wręczyć trochę mantadów.

Kubicki mówi, że spodziewał się tego wezwania. I w sumie na komendę wybiera się z zaciekawieniem godnym badacza społecznego. Sprawdzi przy okazji, czy budynek, w którym mieści się Zespół ds. Wykroczeń Wydziału Prewencji KRP Warszawa, jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ale nie tylko. – Z punktu widzenia socjologicznego i z punktu widzenia polityki społecznej, to jest ciekawe, jak to wygląda. Na przykład, czy policja marnuje czas swój i mój – wyjaśnia dr Kubicki i obiecuje, że po wizycie na komendzie podzieli się swoimi spostrzeżeniami.

Spiszą adres i telefon, zarejestrują wizerunek
Zaznacza przy tym, że nie ma żalu do samych policjantów, którzy po prostu otrzymali takie polecenie. Druga kwestia to to, w jakim celu...
Paweł Kubicki nie ma wątpliwości, że tego typu działania policji są obliczone na to, aby na kolejnych demonstracjach protestujących było mniej. – Bardzo dużą rolę odgrywa tu takie chomikowanie danych, spisywanie adresów i telefonów, kamerowanie twarzy. To jest mało komfortowe. Pewnie niektórzy też się złamali i dla świętego spokoju zapłacili ten mandat 500 zł, żeby już się nie ciągać na przesłuchania i do sądów –  uważa. Zapewnia przy tym, że jego to nie zniechęci.
Paweł Kubicki

Uczestniczę w różnych wiecach choćby dlatego, że jestem badaczem społecznym. W przypadku lipcowych protestów uznałem, że warto połączyć przyjemne i pożyteczne z tym, co zawodowe. Żebym potem wiedział, kto w tym wszystkim uczestniczy, czy naprawdę są to ubeckie wdowy lub czy ktoś tym ludziom płaci za udział.

Doktor z SGH deklaruje, że woli na własne oczy przekonać się, jak wygląda rzeczywistość, jaką się zajmuje. Relacje z drugiej ręki to za mało. – Ostatnio prowadziłem na Twitterze dyskusję o plakatach "KONSTYTUCJA" z ludźmi, którzy twierdzą, że były one sponsorowane przez Sorosa. Ale ponieważ w tym uczestniczę, to znam osoby, które za tym stoją, wiem, gdzie te plakaty były dystrybuowane, sam je rozdawałem, to wiem jaka jest prawda – wyjaśnia Kubicki.
– Zajmuję się działalnością społeczną i to siedzenie pod Sejmem traktuję właśnie jako działalność społeczną. Protesty w tę działalność są wpisane – tłumaczy dr Paweł Kubicki. A że tym razem skończyło się to spisaniem i wezwaniem na komendę? – Cóż, na tym przesłuchaniu nie będę dla policji takim typowym, standardowym przypadkiem – kwituje.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...