PiS chyba tego nie przemyślało. Komisja śledcza ds. wyłudzeń VAT-u może uderzyć w wicepremiera Morawieckiego

Komisja ds. wyłudzeń VAT-u ma być batem na Platformę Obywatelską i Donalda Tuska. Jednak razy mogą trafić ludzi związanych z obecną władzą.
Komisja ds. wyłudzeń VAT-u ma być batem na Platformę Obywatelską i Donalda Tuska. Jednak razy mogą trafić ludzi związanych z obecną władzą. Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta
Pomysł posłów Kukiz'15 na komisję śledczą, która ma zbadać nieprawidłowości związane ze ściągalnością podatku VAT, spadł partii rządzącej z nieba. Jeżeli powstanie w naprawdę szybkim tempie, uda się przykryć aferę billboardową i zmarnowanie 19 milionów złotych publicznych pieniędzy. Jednak w pośpiechu nie zauważono jednej bardzo ważnej rzeczy.

Pomysł na stworzenie komisji śledczej mającej zbadać działania organów państwa co do ściągalności podatku VAT krążył po sejmowych korytarzach już od jakiegoś czasu. A idea ta zrodziła się w Kukiz'15, które wreszcie wyłożyło karty na stół. Do marszałka Sejmu wpłynął wniosek o powołanie takowej komisji i co ciekawe można pod nim także znaleźć podpisy posłów Prawa i Sprawiedliwości. Na antenie TVP Info mówił o tym wicemarszałek Ryszard Terlecki, który oznajmił, że Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się poprzeć ten pomysł i sprawdzić, czy poprzedni rząd i urzędnicy nie przyzwalali na proceder wyłudzeń VAT-u.

Opozycja za
Pierwszy medialny ostrzał ze strony Prawa i Sprawiedliwości, polegający na pokazywaniu, że totalna opozycja jest przeciwna powołaniu komisji i w domyśle ma coś do ukrycia, będzie nieudany. Jak mówi w rozmowie z nami Paulina Hennig-Kloska: - Nowoczesna jest za powołaniem takiej komisji, choć od razu zastrzegamy, że warunkiem naszego poparcia dla tej inicjatywy jest to, żeby było to ciało zajmujące się merytorycznymi kwestiami, a nie politycznymi atakami. W ostatnich latach wydajność w ściągalności podatków była bardzo niska i należałoby się temu przyjrzeć, jakie były tego powody. Oczywiście, jeżeli taka komisja powstanie, będzie w niej zasiadał poseł lub posłanka naszej partii.



Co ciekawe, komisji nie sprzeciwia się partia, która miałaby być na celowniku komisji. - My nie mamy nic do ukrycia, żałuję tylko, że zakreślono tak wąski okres, jaki ma być badany. Charakterystyczne jest to, że prace nie mają obejmować czasu, kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość - mówi Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej. - Jest to jednak niewątpliwie pomysł stricte polityczny, który kolejny raz pokazuje,że Kukiz'15 to cichy koalicjant Prawa i Sprawiedliwości. Szkoda, że z taką samą determinacją rządzący nie chcą powołania komisji śledczej do spraw wyjaśnienia największej afery po 1989 roku, która dotyczy SKOK-ów - dodaje poseł Komisji Finansów Publicznych i zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. - Znamienne jest to, że jeszcze tydzień temu marszałek Terlecki miał wątpliwości co do powołania tej komisji. Twierdził nawet, że dopóki prac nie zakończy komisja ds. afery Amber Gold, to nie ma sensu tworzyć następnej. A co się zmieniło? W międzyczasie wybuchła afera billboardowa dotycząca przeznaczania publicznych pieniędzy na partyjne cele przez Prawo i Sprawiedliwość. Trzeba było znaleźć coś, co przykryje problemy rządu i PiS-u - mówi nam Marcin Kierwiński.
Według wnioskodawców, komisja powinna przesłuchać członków ówczesnego rządu, a zwłaszcza ministrów finansów, prezesa NBP, prezesa NIK, urzędników skarbowych różnych szczebli, prokuratora generalnego, szefów ABW, CBA oraz komendanta główny policji. Przesłuchanie nie ominęłoby także byłego premiera Donalda Tuska, na co liczy Prawo i Sprawiedliwość i czego nawet nie ukrywa. Jednak chcąc sprawdzić wszystkich odpowiadających za ówczesną politykę finansowo-gospodarczą, a więc także utworzoną w 2010 roku Radę Gospodarczą przy premierze Tusku.

Co na to potencjalni świadkowie?
Zapytaliśmy potencjalnych świadków, którzy mieliby być przesłuchiwani przed obliczem komisji. Janusz Piechociński, były minister gospodarki, w rozmowie z naTemat zwraca uwagę, że wszystkie działania, które teraz obserwujemy w tej sprawie mają na celu przykrycie niekompetencji urzędującej ekipy. - Z ust ludzi odpowiedzialnych obecnie za sprawy finansowe i gospodarcze możemy usłyszeć, że doprowadzili do dekolonizacji polskiej gospodarki. Że pozbawili naszą gospodarkę negatywnego wpływu obcego kapitału. A teraz się okazuje, że ja, który nigdy nie pracowałem w firmie z zagranicznym kapitałem, mogę być o to oskarżony i będą mi stawiane zarzuty, że nie pracowałem w sposób wystarczająco rzetelny na rzecz Polski. Ja do takich zarzutów podchodzę z dystansem i spokojem, bo patrząc na to co się dzieje teraz w polskiej polityce, trzeba taki spokój zachować. - mówi były wicepremier i minister gospodarki.

-Kiedy obejmowałem swój urząd, gospodarka miała wzrost na poziomie 0,3%. Kiedy kończyłem swoją pracę, polska gospodarka rozwijała się w tempie 4,6%. Ówczesny rząd był oskarżany o to, że utknęliśmy w tzw. pułapce średniego rozwoju i że Polska jest w ruinie. Wtedy w Unii Europejskiej był kryzys i byliśmy pierwsi na kontynencie. Teraz Polska nie jest nawet w pierwszej piątce - tłumaczy Piechociński i dodaje - Teraz Prawo i Sprawiedliwość myśli o zbiciu kapitału politycznego na takich pomysłach, ale okres miodowy dla rządu się skończył i jak widzimy zaczynają się schody. Myślę, że w rosnącej temperaturze sporu i okresie przedwyborczym, takie komisje obrócą się przeciwko PiS-owi. A ja przesłuchania się nie obawiam i z chęcią porozmawiam o faktach, anie o tym co słyszymy z ust rządzących polityków.

Zapytaliśmy także kilku członków wspomnianej już Rady Gospodarczej o opinię na temat komisji i tego, że mogliby być przesłuchiwani w sprawie wyłudzeń VAT-u. Nie chcą komentować tych doniesień, jednak nieoficjalnie mówią, że jest to... oględnie mówiąc niezbyt udany pomysł.

Przypomnijmy, że do Rady Gospodarczej należeli: Jan Jana Krzysztof Bielecki, profesorowie Dariusz Filar, Witold Orłowski, Ireneusz Krzemiński, Aleksandra Wiktorow, a także prezesi największych instytucji finansowych: Bogusław Grabowski, Andrzej Klesyk i Jacek Wiśniewski oraz główna ekonomistka Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Był jeszcze jeden członek Rady. A był nim... Mateusz Morawieckiówczesny prezes zarządy banku BZWBK, dzisiejszy minister rozwoju i wicepremier w rządzie PiS.
Czyżby i on miał być zamieszany w podejrzany proceder i udzielać niekorzystnych dla skarbu państwa rad? A może Prawo i Sprawiedliwość zwyczajnie nie zauważyło uczestnictwa swojego wicepremiera w ciele doradczym Donalda Tuska? Tego nie wiadomo, ale można spodziewać się, że większość w przyszłej komisji będzie miało właśnie Prawo i Sprawiedliwość. A to od niej będzie zależało, kto zostanie powołany przed jej oblicze. Bardzo możliwe, że na liście świadków Mateusz Morawiecki się nie znajdzie. I byłby to początek problemów. Tak samo jak wpisanie go na tę listę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...