11 najczęstszych pytań, które masowo zadają ludzie, widzący BMW i8. I trudno się im dziwić

Ceny BMW i8 zaczynają się od 615 tys. złotych. Fot. naTemat
Ma już prawie pięć lat, ale nadal wygląda jakby był z przyszłości. BMW i8 to chyba najtańszy „kosmiczny supersamochód”, który można dostać w Polsce. Mimo swojego wieku, nadal nie jest oczywistym widokiem na ulicach, przez co wszędzie tam, gdzie się pojawi, wywołuje sporo zamieszania. Oto odpowiedzi na 11 najczęstszych pytań, które można usłyszeć, będą kierowca zjawiskowej i8-ki. Uwielbiam ten samochód!

1. Panie, a co to w ogóle jest?

Samochód, ale nie byle jaki. To sportowa hybryda stworzona przez BMW. Wyjątkowa i aktualnie niepodrabialna, choć sama czerpie garściami z supersamochodów, które znaliśmy na długo przed nią. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, twórcom przyświecała idea połączenia sportowych osiągów z ekologicznym podejściem do motoryzacji. W BMW i8 wsadzono dwa silniki: jeden elektryczny i „zwykły” benzynowy. Tak, tak – samochód, który tak wygląda jeździ m.in. na prąd. Projektanci zaszaleli, tworząc futurystyczną, aerodynamiczną sylwetkę, która wygląda genialne. Wisienką na torcie są drzwi, które otwierają się do góry. Nie ukrywajmy, to „robi” ten samochód, ale wiąże się też z pewnym praktycznym problemem, o którym więcej za chwilę.

2. Łooo, ale to wygląda! Szybko jedzie?

Bardzo szybko, ale zdecydowanie inaczej niż samochody z normalnymi silnikami. Do setki rozpędza się w 4,4 sekundy, ale zapewniam, że w środku wydaje się, że dzieje się to dużo szybciej. Na papierze ma „tylko” 362 konie mechaniczne, choć wygląda jakby było ich dwa razy więcej. Spokojnie, dzięki połączeniu dwóch silników ta 362-ka jest jak najbardziej wystarczająca. Za sprawą lekkiej, karbonowej konstrukcji i wyjątkowo aerodynamicznej sylwetce, osiągi i wrażenia są rasowo sportowe. Prędkość maksymalna jest ograniczona elektronicznie do 250km/h.

3. Silnik elektryczny? Jak to brzmi?

I brzmi, i nie brzmi. Wszystko zależy. Jeśli korzystamy tylko z napędu elektrycznego, samochód jest cichutki i przemyka niemal bezgłośnie, wydając z siebie przyjemny dźwięk samochodu rodem z kreskówki o rodzinie Jetsonów. Jeśli depniesz gaz do dechy, usłyszysz już bardziej tradycyjny odgłos pracującego samochodu i bardzo dobrze wiesz, że coś się dzieje. Odpowiadają za to głośniki, które podkręcają dźwięk auta wewnątrz i a zewnątrz. Słyszałem wiele złego o tym rozwiązaniu w dzisiejszych samochodach, ale mi osobiście to nie przeszkadza. Brzmi fajnie, ale nie będzie tutaj jeszcze przyjemniejszego strzelania z wydechu czy „gazowania” na światłach.

4. A po co mu w ogóle ten drugi silnik elektryczny?

Najogólniej rzecz biorąc, pozwala poprawić osiągi, a także zmniejszyć spalanie czy emisję dwutlenku węgla. Współpraca silnika spalinowego i elektrycznego polepsza wydajność i dynamikę i8-ki. Niech przykładem będą chociażby samochody wyścigowe z WEC, gdzie najlepsze są właśnie te auta hybrydowe, które łączą dwa w jedno.

5. To ile to w ogóle pali?

Zaskakująco mało, komputer pokładowy pokazywał 10l/100km. Wyzerowany bak zalałem po samiuśki korek zaledwie za 175 zł, co było miłym zaskoczeniem w porównaniu np. do Porsche 911. Zasięg, który wtedy uzyskałem to niecałe 400km. Producent podaje, że maksymalny zasięg samochodu to 440km, ale jest uzależniony od wielu czynników i charakteru jazdy.

6. A na „prundzie” to on pojedzie?

A pewnie, i to całkiem nieźle. Jeśli nie wciskamy gazu maksymalnie, ale przyspieszamy miarodajnie, możemy jechać na silniku elektrycznym nawet do 123km/h. Minusem jest zasięg, bo komputer pokazuje, że na prądzie możemy przejechać jedynie 20km. Na szczęście, żeby go naładować nie musimy podłączać się do gniazdka. Wystarczy, że wrzucimy skrzynię biegów w tryb sportowy, wtedy system sprawia, że elektryk sam się ładuje. Sprawdziłem i wychodzi mniej więcej 1 naładowany kilometr na 1 przejechany. I tak naprawdę tym autem można jeździć bez ładowania kablem.

7. A fajnie się tym jeździ?

Pomijając kwestie dynamiki i przyspieszenia, opisane powyżej, jedzie się tym wyśmienicie. To lekkie auto z aerodynamiczną sylwetką i napędem na obie osie. Jest szerokie i nisko osadzone, dzięki czemu kierowca ma wyjątkową pewność prowadzenia. Zarówno przy długich prostych, jak i ciaśniejszych zakrętach. Można pozwolić sobie naprawdę na dużo, zanim doprowadzimy go do granic. Mi się to nie udało.

8. Kurde, te drzwi wyglądają super, ale czy to praktyczne?

Tak to już bywa, że coś, co fajnie wygląda, nie zawsze jest praktyczne. Dla młodego kierowcy nie są problemem, ale jeśli masz już brzuszek, albo trochę lat na karku, wsiadanie i wysiadanie może być męczące. Wpadasz tam tyłkiem niemal jak do piwnicy, po drodze „walcząc” z szerokim progiem. Drzwi otwiera się wciskając przycisk i lekko je popychając. Nieco dziwne, że nie jest to całkowicie elektryczne, ale może i dobrze, bo wtedy łatwo byłoby uderzyć w coś obok. A to realny problem, bo na parkingach potrzebujesz co najmniej 1,5 miejsca, żeby w pełni otworzyć drzwi i wyjść z samochodu. Jednego wieczora na zatłoczonym parkingu w centrum Warszawy znalazłem wolne miejsce, wysiadłem i poszedłem do restauracji. A potem zorientowałem się, że czeka mnie „problem pierwszego świata”, jeśli samochód obok mnie wyjedzie, a stanie tam ktoś inny chociaż kilkanaście centymetrów bliżej i8-ki. Wtedy musiałbym czekać aż wróci kierowca, bo nie dałoby się wsiąść. Przydałaby się tutaj funkcja zdalnego parkowania, którą testowaliśmy niedawno w BMW serii 5.

9. A ogólnie wygodnie jest?

Mi jako kierowcy tak, choć – jak wyżej – wyobrażam sobie, że dla niektórych może być to nieco karkołomne. Pokonałem, siedząc niziutko za kierownicą, kilkaset kilometrów i nie narzekałem. W teorii z tyłu są dwa dodatkowe miejsca, których nie nazwałbym fotelami. To po prostu siedziska i oparcia, na których można siedzieć. W praktyce zmieszczą się tam dwie dorosłe osoby (sprawdziliśmy), ale ich podróż będzie daleka od komfortowych. Kwestia nóg to jedno, ale jeśli nie masz 160cm wzrostu, musisz liczyć się z tym, że głowa cały czas będzie niewygodnie przechylona lub pochylona. Nie ma co się oszukiwać, tylna „kanapa” to przedłużenie bagażnika, który sam w sobie nie jest duży.

10. A mogę zajrzeć do środka, jak to wygląda?

I tu bym powiedział, że w porównaniu do tego, jak auto prezentuje się na zewnątrz, w środku jest normalne i zachowawcze. Widać, że to kilkuletni projekt. W oczy rzuca się włókno węglowe, które widać po otwarciu drzwi, ale sam środek jest zwykły z akcentami charakterystycznymi dla BMW. Prosty i wcale nie taki futurystyczny. Przyjemne dla oka są za to niebieskie pasy.

11. Drogo? Bo wygląda cholernie drogo

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i zasobności portfela. BMW i8 zaczyna się od 615 tys. złotych. To kupa pieniędzy, ale patrząc na to, jakie auto robi wrażenie, wydaje się niewygórowaną kwotą. Za ponad pół miliona złotych dostajemy auto, które wszyscy klasyfikuję jako „supersamochód”. Moim zdaniem warto i sam osobiście brałbym go w ciemno. Zresztą nie tylko ja. Podczas testu doszło do zabawnej sytuacji, gdy jadąc pustą dwupasmową ulicą nagle słyszę trąbienie. Patrzą obok, a tam drugie BMW i8, już ze swoim właścicielem za kierownicą. Ten otworzył okno i pełen uśmiechu tylko krzyknął: „Ejj, ale zajebiste jest, prawda? Na początku się bałem, że trochę mało mocy i będzie średnio, ale to totalny odlot!” I wypruł do przodu. Sama radość. Brałbym.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...