Elbanowscy wrócili w zaskakującej roli. "Siedzieli cicho i wyczuli okazję?"

Karolina Elbanowska była pierwszym gościem nowej minister edukacji Anny Zalewskiej. 2015 rok.
Karolina Elbanowska była pierwszym gościem nowej minister edukacji Anny Zalewskiej. 2015 rok. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Gdzie są Elbanowscy?" – to pytanie co jakiś czas wraca jak bumerang, teraz znów je słychać. W sieci rozbrzmiewa dosłownie wszędzie, pytają o to rodzice, pytają politycy. Dzieci poszły do szkoły i na własnej skórze testują edukacyjny chaos, ich rodzice rwą włosy z głowy, a swego czasu najwięksi orędownicy walki o ich prawa konsekwentnie siedzą cicho. Dlatego ich ostatnie oświadczenie wywołało takie poruszenie. Państwo Elbanowscy nagle się znaleźli.

Niestety, nie w edukacji, jak przypuszczałoby wielu. Nie w obronie rodziców i dzieci, które muszą borykać się z tym, co funduje im reforma minister Zalewskiej. Nie w obronie maluchów, które wbrew woli rodziców musiały trafić do szkół z gimnazjalistami. Albo nie miały szans na przedszkole.



Państwo Elbanowscy odnaleźli się w medycynie. – To może zabrzmieć nieprawdopodobnie, ale jakiś czas temu, gdy wygrali batalię o sześciolatki, żartowaliśmy ze znajomymi, że teraz pewnie wezmą się za szczepionki, bo to tak samo nośny temat i chyba wpisuje się w ich filozofię – mówi znajoma mama ucznia podstawówki. I teraz się śmieje, że niejako wykrakała. Zresztą, nie brak ludzi, którzy właśnie tak ten ruch fundacji Elbanowski postrzegają.
– Długo już się o nich nie mówiło, to rozumiem, że znaleźli temat, na którym znowu mogą wypłynąć – komentuje w rozmowie z naTemat Katarzyna Lubanuer, przewodnicząca klubu parlamentarnego Nowoczesnej.

W obronie rodziców noworodka
Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców wystąpiło w obronie rodziców noworodka "porwanego" w Białogardzie, a ich oświadczenie niesie się w sieci jak szalone. W prostych, mocnych słowach, podpartych konsultacją pediatry, Karolina Elbanowska wyraziła stanowczy sprzeciw wobec sposobu, w jaki potraktowano rodziców.
Karolina Elbanowska

" Z wypowiedzi rzecznika szpitala absolutnie nie wynika aby konieczna była interwencja sądu i policji ani ograniczanie praw rodzicielskich. W świetle przedstawionych publicznie faktów działania instytucji wydają się brutalną, nieuzasadnioną ingerencją w prawa rodziców i dziecka gwarantowanych art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej". Czytaj więcej

Wpis jest długi, analizuje kwestię pierwszej kąpieli, mazi płodowej, witaminy K, szczepień... Niektórzy się podśmiewają, jaką Elbanowska jest specjalistką. Pod oświadczeniem są jednak setki komentarzy, w większości pełnych poparcia, bo całe rzesze rodziców kibicuje tym z Białogardu i trzyma za nich kciuki. "W świetle podanych do publicznej wiadomości faktów oburzenie budzi postawa personelu szpitala, który z tak błahych pobudek zaszczuwa młodą rodzinę" – konkluduje Karolina Elbanowska, a internauci na Facebooku, jeden za drugim, biją jej brawo.
"Uważam ich postawę za absolutnie oburzającą"
To pierwsze tak głośne oświadczenie tego stowarzyszenia od dawna. Narobiło zamieszania z cofnięciem sześciolatków ze szkół i niemal zapadło się pod ziemię. Przypomnijmy tylko, że po wygranej PiS, państwo Elbanowscy byli pierwszymi gośćmi minister edukacji, a potem dostali grant, przedstawiano ich również jako ekspertów MEN. Co z tego zostało dzisiaj? Ogromny niesmak ogromnej liczby ludzi. Widoczny zwłaszcza dziś, gdy reforma PiS niszczy to, co po w ostatnich latach udało się w edukacji zbudować.
Autor tego tweeta jest poruszony już na samo hasło "Elbanowscy". – Jestem tymi sprawami wzburzony, przepraszam, ale mam 7 latka i 13 latka w gimnazjum. To że zajęli się histerią antyszczepionkową, a nie odnoszą się do chaosu w szkole nie dziwi mnie. Nawet jestem w stanie podejrzewać ustawkę antyszczepionkowców, dzięki którym można odwrócić uwagę od zdeformowanej szkoły, krzyczącej w tej chwili bezgłośnie – mówi naTemat Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych z Uniwersytetu Łódzkiego.

Na Elbanowskich nie zostawia suchej nitki. – Gdyby w ich akcji Ratujmy Maluchu faktycznie była troska o dzieci, to dzisiaj jest znacznie gorsza sytuacja: bałagan w szkołach, dwuzmianowość, brak podręczników, nauczyciele zagonieni i w stresie. No i gdzie troska o dzieci? Hucpa, arogancja i cwaniactwo – mówi.
prof. Jarosław Płuciennik

Nasze dzieci na tym cierpią. Nie podaruję tego temu rządowi i ich poplecznikom, to jest sprawa przyszłości moich dzieci.

"Dzieje się dokładnie to, z czym walczyli"
W przeciwieństwie do obrony rodziców z Białogardu, na froncie szkolnym państwo Elbanowscy niezmiennie wywołują inne emocje.

– Uważam ich postawę za absolutnie oburzającą. Dzieje się dokładnie to, z czym rzekomo walczyli kilka lat temu. Czyli odbieranie rodzicom prawa, jak ma wyglądać edukacja naszych dzieci. Zarzucali poprzednim rządom, że małe dzieci stykają się w szkołach z dużymi, że szkoły są nieprzygotowane na ich przyjęcie, że to godzi w prawa dziecka, a żadne zmiany nie mogą się dokonywać bez zgody i konsultacji z rodzicami. To wszystko dzieje się teraz, tylko 10 razy bardziej niż przy okazji 6-latków – mówi naTemat Dorota Łoboda, założycielka strony Rodzice Przeciw Reformie Edukacji.
Podkreśla, że wobec tego, co dzieje się dziś w szkołach powinny głośno mówić wszystkie organizacje reprezentujące rodziców. – A za taką chyba uważa się fundacja państwa Elbanowskich, skoro nazywa się Rzecznik Praw Rodziców. I jako taka powinna zabrać głos. Alarmować, gdzie to jest konieczne – mówi.

"Widać tu mechanizm polityczny"
Tego głosu, jak wszyscy wiemy, nie ma. O reformie nie piszą nawet na swoim profilu na Facebooku (tu w naTemat pisaliśmy więcej o tym, czym fundacja zajmuje się dzisiaj). Dlatego to ich nagłe pojawienie się przy okazji rodziców z Białogradu wywołuje mieszane uczucia. Bez względu na to, czy ich ocena jest słuszna, czy nie. Absolutnie nie chcemy też wchodzić w kwestie medyczne i opieki okołoporodowej, które się tu wyłoniły.

– Dla mnie sytuacja w Białogardzie nie jest oczywista i jasna, dlatego nie chcę jej komentować. Obawiam się tylko, że niektórzy będą próbowali na niej ugrywać kapitał polityczny. Nie tylko państwo państwo Elbanowscy, Patryk Jaki też już zabrał głos w tej sprawie. I to jest niepokojące – mówi Katarzyna Lubnauer. Ten mechanizm polityczny widzi tu tak: – Elbanowscy objawiają się po stronie PiS-u, a PiS uderza w sądy. W tym momencie pojawia się sprawa dziecka z Białogardu, potrzebny jest jakiś autorytet i nagle słyszymy o Elbanowskich.
7-klasy to te same dzieci, o które walczyli
Przypomnijmy, że wcześniej nie słyszeli głosów miliona Polaków, którzy złożyli podpisy pod referendum w sprawie reformy edukacji. Państwo Elbanowscy najwyraźniej nie widzą już w szkołach problemu, choć pojawiały się doniesienia, że reformę krytykują. – Obecne 7 klasy to były dokładnie te roczniki, o które państwo Elbanowscy walczyli. Wtedy ujmowali się za tym, że sześciolatek będzie w niedostosowanej w szkole. Dziś to dziecko ma 12 lat i państwa Elbanowskich los nastolatka już nie interesuje. To są te same dzieci, tylko o kila lat starsze. I które są dziś krzywdzone, bo na nich dokonuje się eksperyment – mówi Dorota Łoboda.

Gdyby Elbanowscy nie wiedzieli, to przypomina również fakt, że dziś rodzice maluchów też są przerażeni, choć z innych powodów, wywołanych zderzeniem z reformą. – Nagle z przerażeniem dowiadują się, że szkoła jest nieprzystosowana, że będzie pracowała w systemie zmianowym, że te same dzieci, które kiedyś nie mogły się stykać z 12-latkami na korytarzu, teraz będą się stykały z 14, 15, a nawet 16-latkami. I w tym samym korytarzu i toalecie będą mijali się z 7-latkiem. Państwo Elbanowscy jednak problemu nie widzą. Milczą. To obnaża ich hipokryzję – mówi. Jej zdaniem w oczach rodziców uczniów nie mają już szans, żeby się zrehabilitować. – Za późno. Mieli na to rok – mówi.

Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców nie odpowiedziało na naszą prośbę o rozmowę.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...