Zbrodniarz, który królował na salonach. Na ekrany kin wchodzi film o słynnym ''Eleganckim mordercy''

Władysław Mazurkiewicz, zwany "Pięknym Władkiem'' i ''Eleganckim mordercą'', to jeden z najbardziej niesławnych seryjnych zabójców w powojennej Polsce. Mordował kierowany żądzą zysku. W filmie ''Ach, śpij kochanie'' wcielił się w niego Andrzej Chyra
Władysław Mazurkiewicz, zwany "Pięknym Władkiem'' i ''Eleganckim mordercą'', to jeden z najbardziej niesławnych seryjnych zabójców w powojennej Polsce. Mordował kierowany żądzą zysku. W filmie ''Ach, śpij kochanie'' wcielił się w niego Andrzej Chyra Materiały prasowe
Pachniał zachodnimi perfumami, brylował na salonach, bawił w wytwornych kawiarniach i restauracjach. Wyglądał jak amant z żurnala i sprawiał wrażenie arystokraty. Zawsze elegancki i towarzyski. Szalały za nim kobiety, a mężczyźni zabiegali o przyjaźń z nim, bo mawiano, że ''ma dojścia i może wszystko załatwić''. To była jednak tylko maska skrywająca oblicze najbardziej wyrachowanego i cynicznego seryjnego zabójcy w dziejach powojennej Polski, którego historię przybliża wchodzący właśnie na ekrany kin film ''Ach, śpij kochanie''.

Zatruta kanapka i herbata
Marzec 1943, okupowany Kraków. Mający w kieszeni 200 dolarów Tadeusz B. – ukrywający się oficer Wojska Polskiego – poznaje Władysława Mazurkiewicza, który przedstawia mu się jako pośrednik w sprzedaży walut. Wyjeżdżają za miasto. Mazurkiewicz po wzięciu gotówki częstuje kompana kanapką, sam rzekomo rusza zrealizować obiecaną transakcję.

Jeden kęs i Tadeusz zaczyna czuć sztywnienie mięśni. Domyśla się, że został otruty. Ostatkiem sił dociera do pobliskiej wioski, trafia do szpitala i cudem zostaje odratowany. Mazurkiewicz wypiera się wszystkiego, nie oddaje pieniędzy. Śledztwa nie ma, bo w czasie okupacji żyjący w ukryciu przed organami ścigania człowiek nie może przecież normalnie dochodzić sprawiedliwości.

Tadeusz B. ocalił jednak życie. Takiego szczęście nie miał za to Wiktor Z., który z Mazurkiewiczem prowadził interesy. Zgubę przyniosła mu zatruta cyjankiem potasu herbata, którą ''kolega'' poczęstował go w grudniu 1943 roku. Motyw? Kradzież 1200 dolarów, jakie miał przy sobie Wiktor Z. Po pozbyciu się zwłok w Wiśle zabójca długo się zresztą nimi nie nacieszył, bo szybko roztrwonił je, grając w pokera.

Ponura sława
Władysław Mazurkiewicz mordował w czasach, gdy ludzie znikali i nikogo specjalnie to nie dziwiło. Zanim go publicznie zdemaskowano, był znany jako ''Piękny Władzio lub Władek''. Kiedy oskarżono go o zabójstwa, nikt nie chciał uwierzyć w jego winę. Prasa, opisując jego zbrodnie, nazywała go z uwagi na jego maniery ''Eleganckim mordercą'', z powodu kwiatka w butonierce – ''Mordercą z kwiatkiem'', a także ''upiorem krakowskim'', jako że mieszkał w luksusowym apartamencie w centrum Krakowa. Podejrzano go o ok. 30 zabójstw, udowodniono i skazano za 6.

Zdzisław Marchwicki, Leszek Pękalski, Mariusz Trynkiewicz... Na tle innych okrytych ponurą sławą seryjnych zabójców ''Piękny Władek'' zajmuje szczególne miejsce. Tamci dopuszczali się okrutnych czynów, owładnięci seksualnymi żądzami, będący niewolnikami własnych dewiacji czy psychicznych zaburzeń. W odróżnieniu od nich Mazurkiewiczem kierował motyw stary jak świat – pieniądze. I to właśnie z miłości do nich był w stanie przez 13 lat zabijać z zimną krwią.

Już od najmłodszych lat Władysław Mazurkiewicz postępował jak czarny charakter, choć na co dzień ukrywał swoją mroczną naturę za obliczem kulturalnego jegomościa i duszy towarzystwa. Urodzony w 1911 roku w Krakowie, w niezbyt zamożnej rodzinie (jego ojciec był drukarzem) studiował prawo, ale rzucił studia, bo nad ciężką naukę przekładał bujne życie towarzyskie. Skończył jedynie szkołę poligraficzną i idąc w ślady ojca rozpoczął pracę w drukarni.
Wybuch wojny i okres hitlerowskiej okupacji w przeciwieństwie do wielu rodaków stał się dla niego przepustką do opływającego w luksusy życia. Zaprocentowała jego znajomość z kapitanem Rudolfem Arnoldem z krakowskiego gestapo, od którego otrzymał legitymację fryzjera tajnej policji. Dzięki niej żył jak pączek w maśle, odwiedzał najdroższe hotele i restauracje, bawił się w najlepsze. Prowadził przy tym ciemne interesy – handlował dewizami, spotykał się z zawodowymi oszustami, a majątek ponoć zbijał na obracaniu pożydowskim mieniem. Chodziły też słuchy, że ''dorabiał'' jako informator gestapo, który donosił na polskie podziemie, ale nie było na to dowodów.

Po pierwszym zabójstwie ''Elegancki morderca'' zmienił narzędzie zbrodni – z trutki na pistolet. To z niego już po wojnie strzelił w tył głowy swojemu znajomemu, Władysławowi B. podczas kolejnej transakcji z dolarami w tle. Następną ofiarę upatrzył już po 3 miesiącach. Był nią handlarz walutą Józef T., którego zastrzelił w swoim garażu i okradł z ponad 200 tys. zł. Tym razem jednak zaliczył wpadkę, bo przyłapano go, gdy wyrzucał poplamione krwią ubranie. Niestety dał jednak radę wywinąć się sprawiedliwości.

Wymiar (nie)sprawiedliwości?
Zabójstwo Józefa T. uszło Mazurkiewiczowi na sucho. Choć milicja wsadziła go za kratki, miał farta, bo śledztwo prowadził akurat jego dobry przyjaciel z prokuratury. Koniec końców sprawę umorzono, uznając, że świadkom coś się ubzdurało. Bezkarność tylko rozzuchwaliła ''Pięknego Władka'', który kolejnego mordu dopuścił się na swoim... sąsiedzie – milionerze Jerzym de L. Znowu pistolet posłużył ''upiorowi z Krakowa'' do szybkiego wzbogacenia się na cudzym majątku.

Przez kilka następnych lat Mazurkiewicz skupił się na budowaniu wizerunku szlachetnego biznesmena o nieposzlakowanej opinii, a jego instynkt zabójcy pozostawał w uśpieniu. Przebudził się w 1955 roku wraz z pomysłem na przejęcie majątku Jadwigi de L., wdowy po jego ostatniej ofierze. Uwiedzioną kobietę zbrodniarz zastrzelił, potem zwabił jej siostrę Zofię S. i też pozbawił ją życia. Zwłoki kobiet zakopał w swoim garażu. Ostatni raz zaatakował we wrześniu tego samego roku. Postrzelił wtedy w głowę Stanisława Ł., mieszkańca Warszawy. Mężczyzna przeżył i o wszystkim opowiedział milicji. Tym razem Mazurkiewicz nie umknął już uwadze Temidy.
Dochodzenie do sprawiedliwości nie szło niestety jak z płatka. Mimo jednoznacznych zeznań niedoszłej ofiary śledczy podobnie jak opinia publiczna nie bardzo chcieli wierzyć w to, że znany krakowski przedsiębiorca może być zabójcą. Zaczęto spekulować, że Mazurkiewicz tak długo był nieuchwytny, ponieważ miał nad sobą parasol ochronny wysoko postawionych protektorów albo też był katem wykonującym wyroki na zlecenie tajemniczych wpływowych mocodawców. Jego proces upływał więc w cieniu skandalu – świadkowie bali się mówić, a obrońca bronił go, uciekając się do tezy, że zasługuje on na łagodny wyrok, bo mordował osoby, które... miały swoje za uszami.

Czarna legenda
Życiorys zabójcy-eleganta stał się jedną z najgłośniejszych historii kryminalnych. Reportaże o jego procesie publikowano w tygodniku „Świat” i "Ekspresie Wieczornym". Ponad pół wieku później jego legendzie przyjrzał się w swojej książce dziennikarz Cezary Łazarewicz. Postanowili się z nią również zmierzyć twórcy wyreżyserowanego przez Krzysztofa Langa polskiego filmu ''Ach, śpij kochanie'', którego premierę zaplanowano na 20 października.

– Władysław Mazurkiewicz jest nie tylko niesławną polską legendą, lecz ewenementem na skalę światową. Ustawiał intratne i potajemne transakcje, zabierał na nie delikwenta, po czym mordował go, zgarniając jego pieniądze, złoto albo dolary na wymianę. Trudno o bardziej rzucające się w oczy modus operandi, prawda? Każda policja świata powinna szybko namierzyć faceta, wokół którego znikało tyle osób. Z Mazurkiewiczem było jednak inaczej. On bezkarnie kontynuował swoją działalność przez dziesięć lat – zwraca uwagę scenarzysta filmu Andrzej Gołda.
W rolę jednego z najsłynniejszych seryjnych morderców PRL-u w obrazie Langa wcielił się Andrzej Chyra. – To postać interesująca z wielu powodów, między innymi tajemniczości i zagadkowości – wyjaśnia polski aktor. – Krążą różnego rodzaju opowieści i anegdotki ludzi, którzy w taki czy inny sposób zetknęli się z Mazurkiewiczem, albo znali go ich dziadkowie czy rodzice. I one istnieją na zasadzie takiej lokalnej legendy – dodaje, podkreślając, że starał się nadać tej postaci właśnie poczucia niejednoznaczności.

Finał na stryczku
Producenci ''Ach, śpij kochanie'' obiecują widzom zaskakujące zakończenie rodem z klasycznego czarnego kryminału. A jaki finał spotkał bezlitosnego ''Pięknego Władka''? Podczas procesu morderca-dżentelmen przyznał się do stawianych mu zarzutów, ale potem odwołał swoje zeznania. Sędzia nie dał się jednak zwieść eleganckim garniturom i uprzejmym słówkom oskarżonego. W ogłoszonym 30 sierpnia 1956 roku wyroku skazał Mazurkiewicza ośmiokrotnie na karę śmierci za każdą zbrodnię (6 zabójstw i 2 usiłowania).

Kiedy rozeszła się wieść, że Mazurkiewicz poniesie najwyższą z możliwych kar, tłumy zgromadzone na ulicach klaskały. Sąd Najwyższy dwa miesiące później utrzymał surowy wyrok w mocy. 29 stycznia 1957 r., dwa dni przed swoimi 46. urodzinami (choć niektóre źródła podają, że jednak 31 stycznia, czyli w dzień swoich urodzin!), Mazurkiewicz wszedł do pomieszczenia z szubienicą w owianym mroczną sławą krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich.
Ostatnie słowa skazańca miały ponoć brzmieć: ''Do widzenia, panowie, niedługo wszyscy się tam spotkamy''. Następnie kat pociągnął za dźwignię i mężczyzna zawisł na sznurze. Zgon stwierdzono o godz. 16.30. ''Piękny Władek'' przeszedł do historii. Czy i jakie tajemnice zabrał do grobu? To już pole do popisu dla wyobraźni pisarzy i filmowców.

Artykuł powstał we współpracy z Monolith Films

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...