"Coś jest na rzeczy". Materiał Tomasza Sekielskiego rozpali na nowo sprawę "samobójstwa Leppera"

Jeden sukces, przygotowując serial "Tomasz Sekielski. TEORIA SPISKU", już odnotował – udało mu się odnaleźć ślady zbrodni, które od dawna były uważane za zaginione. Prokuratura uznała, że są to istotne dowody i śledztwo wznowiono ćwierć wieku od zdarzenia. To historia dotycząca zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów. Jej poświęcony będzie drugi odcinek serialu dokumentalnego w FOKUS TV. W sumie odcinków będzie 10.

Serial rusza 5 października, na początek będzie o zagadkach związanych ze śmiercią Andrzeja Leppera. Tuż przed premierą rozmawialiśmy z Tomaszem Sekielskim o jego nowym programie.



Na co liczysz po emisji odcinka "Śmierć w Samoobronie"? Myślisz, że wznowienie śledztwa w sprawie śmierci Andrzeja Leppera jest realne?

Działacze Samoobrony, którzy nie wierzą w wersję o samobójstwie, dostarczają śledczym nowe dowody. Ja nie twierdzę, że on nie popełnił samobójstwa. Jednak po zrobieniu tego odcinka mam takie poczucie, że nie wszystkie okoliczności śmierci Andrzeja Leppera zostały zbadane tak, jak to powinno było być zrobione. Nie odpowiedziano choćby na ważne pytanie – jeśli nawet było to samobójstwo – to dlaczego je popełnił. Mówienie o tym, że chodziło o problemy finansowe oraz załamanie z powodu, iż nie był już pierwszoplanowym politykiem...

Bądźmy szczerzy – wówczas był skończonym politykiem. Najwyżej z nadziejami na powrót.

OK, zgoda. Ale mimo wszystko, to wyjaśnienie nie przekonuje mnie. Ten dług, który miał, to nie była jakaś kwota, która powodowałaby, że człowiek nie widzi innego wyjścia tylko samobójstwo.

Po rozmowach, jakie odbyłem, po tym, co widziałem na Ukrainie, wiem, że tu pozostaje zbyt wiele zagadek. Choćby sprawa ukraińskiego prawnika z polskim obywatelstwem, Petro Stecha. Był on członkiem tajemniczego Zakonu Rycerzy Michała Archanioła i był już gotów opowiedzieć o transferach dużych pieniędzy na konta cypryjskie i greckie, ale... nagle zmarł. I nikt nie wyjaśnia okoliczności jego śmierci. No i kwestia samego byłego zwierzchnika tego Zakonu, ojca Mykoły Hinajło, który przez lata był doradcą Andrzeja Leppera, a wcześniej radzieckim żołnierzem.
Być może było w życiu Andrzeja Leppera jakieś wydarzenie, jakaś groźba, coś, co spowodowało, że zdecydował się popełnić samobójstwo. Ale moim zdaniem prokuratura nie odpowiedziała na pytanie, dlaczego tak się mogło stać. Przyjęto najprostsze wytłumaczenie. Ja wiem, że najprostsze rozwiązania zazwyczaj są najlepsze. Tu jednak odnoszę wrażenie, że te teorie spiskowe mają swoją podstawę. Przecież on w ostatnich miesiącach mówił swoim współpracownikom, że boi się wychodzić sam na ulicę i zawsze szedł w czyimś towarzystwie. Do tego dochodzi śmierć dwojga jego pełnomocników oraz wspomnianego ukraińskiego prawnika.

Nie chcę wypaść na zwolennika teorii spiskowych, ale coś jest na rzeczy. Tu jest dużo dziwnych zbiegów okoliczności. I to wymaga zbadania.

Póki Lepper żył – poważnie brałeś jego słowa?

Z Lepperem był ten problem, że często koloryzował, wymyślał, ale też czasami miał bardzo ciekawe informacje, taką ekskluzywną wiedzę. Wokół niego kręciło się mnóstwo ludzi ze służb specjalnych, momentami był wręcz przez nich osaczony. Miał dziwne kontakty biznesowe.
Choćby ze wspomnianym ojcem Hinajło. Jak ci się udało do niego dotrzeć? On naprawdę ma parafię w małym miasteczku i sprawuje msze?

Naprawdę. Pięknie mówi po polsku, służył w Armii Radzieckiej na terenie Polski na przełomie lat 70. i 80…

Wygląda na nawróconego?

(z ironią) Tak, jasne. Bardzo nawrócony. Mhm. Ale owszem, pokazywał nam swoją cerkiew, gdzie odprawia msze. Mieszka bardzo skromnie. I ma niesamowite kontakty ze wszystkimi najważniejszymi na Ukrainie.

I w rozmowie z nim padają bardzo istotne słowa. Hinajło mówi, że Lepper nie żyje, bo kiedyś komuś coś za dużo powiedział. Nie dało się nic więcej z niego wycisnąć, o co i o kogo chodzi?

Nie, niestety nie. To była długa rozmowa. Strasznie kręcił, opowiadał naokoło, omijał tematy.
Bardzo mnie zaskoczył, mówiąc o śmierci członka swojego zakonu, który miał dużą wiedzę o tajemniczych transakcjach. "O, serce, serduszko mu nie wytrzymało" – opowiadał. A nie wiedział, że my wcześniej byliśmy w Łucku i sprawdziliśmy, jaka jest oficjalna wersja – że pękła mu trzustka. Ta rozbieżność wiele mówi o tym duchownym.

Ale w programie pojawia się także wielu bohaterów z Polski. Oprócz polityków związanych z Samoobroną, wypowiadają się też dwaj dziennikarze – Tomasz Sakiewicz i Wojciech Sumliński. Jeden to zwolennik spiskowych teorii związanych z katastrofą smoleńską, za drugim ciągnie się choćby sprawa plagiatów. Nie obawiasz się, że to umniejsza wiarygodności ustaleń w sprawie śmierci Leppera?

Zacznę od Tomasza Sakiewicza: to jest osoba, która w dość dziwnych okolicznościach spotkała się z Andrzejem Lepperem i to tuż przed śmiercią. Szef Samoobrony prosił go o pośrednictwo w załatwieniu rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim (ostatecznie do niej nie doszło – przyp. red.). Sakiewicz jest świadkiem i uczestnikiem istotnego wydarzenia i pozostałe kwestie są tu bez znaczenia – z kim rozmawiać, jak nie z nim?  

A dlaczego Wojciech Sumliński? Odpowiedź jest prosta – on wykonał dużą pracę, pisząc "Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera". Owszem, sprawa plagiatów, jakie popełniał, była głośna. Ale zarzuty dotyczyły przede wszystkim tego, że kopiował opisy, aby były bardziej literackie. Nie podoba mi się to, sam piszę książki i nie kopiuję od nikogo żywcem tekstu. Ale książka o Lepperze jest naprawdę mocno udokumentowana a za Sumlińskim przemawia jeszcze jedno – jest jednym z nielicznych, którzy rozmawiali z byłym szefem lubelskiej ABW, który ma dużą wiedzę na temat kontaktów Leppera. Domyślam się, że dla części widzów postać Wojciecha Sumlińskiego będzie kontrowersyjna, ale ja nie mam z tym problemu.

Długo badałeś te spiskowe teorie na temat jego śmierci?

Realizując ten odcinek natrafiłem na bardzo wiele wątków, z których każdy nadaje się na duże, gruntowne, kilkumiesięczne śledztwo. Na aż tak skrupulatne zbadanie tej sprawy nie miałem niestety czasu, choć badałem także kwestie, które w tym odcinku zwyczajnie się nie zmieściły. M.in. nie pojawia się wątek firm, które Andrzej Lepper założył.

Na pewno, badając tę sprawę, miałem sporo szczęścia. Dzięki moim kontaktom na Ukrainie, które zdobyłem realizując swoje poprzednie reportaże, szybko dotarłem do wielu ważnych świadków. Najistotniejsi to ojciec Hinajło oraz brat Petro Stecha.

Trudno zatem mówić, że ja za sprawą Leppera jakoś długo dreptałem. Ja raczej zgromadziłem pewne fakty. Myślę, że po tym odcinku widz może mieć jeszcze więcej wątpliwości niż miał wcześniej.

Bo nie dałeś odpowiedzi. Wręcz pomnożyłeś znaki zapytania.

Ale taka właśnie jest specyfika tej sprawy. Są niestety kwestie, których ja nie byłem w stanie zweryfikować. Żaden dziennikarz nie ma takich narzędzi. To nawet prokuratura może mieć kłopot ze sprawdzeniem, czy informacje o podsłuchach służb specjalnych w siedzibie Samoobrony są prawdą czy też nie. Ja rozumiem, że służby specjalne będą kluczyć, bo podsłuchiwanie partii politycznej to jest sprawa bardzo, bardzo grząska. A tak twierdzi major Tomasz Budzyński, były szef delegatury ABW w Lublinie. Może mówi nieprawdę. Ale fakt, że nikt nie chce tego wyjaśnić, też mnie dziwi.
I obawiam się, że im więcej czasu będzie upływało, przy takiej bierności prokuratury, teorii spiskowych tylko przybywało. To tak jak w tej słynnej sprawie więzień CIA w Polsce. Prawie wszyscy kojarzą słowa Leppera w sprawie lądowań talibów w Klewkach ze sprawą torturowanych w Polsce terrorystów, ale trzeba pamiętać, jaka była chronologia zdarzeń: pierwszy samolot CIA wylądował w Szymanach rok po tym, jak Lepper mówił o lądowaniach w Klewkach. Jemu wcale nie chodziło o więzienie CIA, on mówił Afgańczykach, którzy przylatywali i robili jakieś interesy na szmaragdach z Rudolfem Skowrońskim. Taki kiedyś słynny biznesmen. Zniknął. Ci Afgańczycy rzeczywiście wtedy na Mazurach się pojawiali, ale Klewki ze Starymi Kiejkutami nie miały nic wspólnego. A teoria spiskowa żyje swoim życiem. I nie brak takich, co myślą: "zabili Leppera pewnie za to, co powiedział o więzieniach CIA".

Trudno jednak sobie wyobrazić, że istnieje jakaś taka siła, która poblokowałaby wszystkie ścieżki – i w prokuraturze, i w policji, i w służbach specjalnych, aby wyjaśnić wszelkie okoliczności tej śmierci.

Rozumiem, że jesteśmy na etapie gdybania…

Właśnie tak.

No to, jeśli – ale zaznaczam: to jest wielkie "jeśli" – jeśli miałbym przyjąć, że za śmiercią Leppera ktoś stoi, to powiedziałbym, że raczej mógł ktoś zmusić go, żeby on to zrobił. Ktoś na przykład mógł mu postawić ultimatum związane z jego rodziną. Można tak zastraszyć człowieka. Bo operacja wejścia do siedziby Samoobrony, podania mu jakiegoś środka, zawieszenie Leppera i wyjście niezauważonym – to wszystko wydaje mi się znacznie mniej prawdopodobne.

Ale przecież nie mamy dowodów na to, czy w tragiczny piątek 5 sierpnia 2011 r. nie podano mu jakiegoś środka, bo sekcję zwłok zrobiono dopiero po weekendzie, gdy we krwi nie byłoby już śladów takiej substancji.

I to jest karygodne! Bądź co bądź – umarł były wicepremier. Nic nie stało na przeszkodzie, aby sekcję przeprowadzić natychmiast. Nie sądzę jednak, by było to działanie celowe. Raczej zwyczajnie – komuś się nie chciało pracować i decydować, bo właśnie zaczynał się weekend. "Poleży do poniedziałku, nigdzie nam nie ucieknie".
Liczę, że ktoś jeszcze raz przyjrzy się całej tej sprawie. Tym bardziej, że ministrem sprawiedliwości dziś ponownie jest Zbigniew Ziobro, który lubi tropić układ i rozwiązywać tego typu zagadki. Byłoby dobrze, gdyby zlecił jakimś doświadczonym prokuratorom, aby jeszcze raz przejrzeli całą sprawę. Zbadali wątki biznesowe trochę szerzej niż tylko sprawdzenie stanu konta Andrzeja Leppera. Być może wówczas obaliliby wszelkie spiskowe teorie.

No dobrze. Odcinek o Lepperze jest pierwszy. Potem będzie równie ciekawie?

Potem będzie odcinek o zabójstwie Jaroszewiczów. Badając tę sprawę udało mi się natrafić na nowe dowody i przekazałem je prokuraturze. Z nieoficjalnych informacji wiem, że z tych zakrwawionych ubrań pobrano ślady DNA i przekazano je do dalszych badań. Mam nadzieję, że coś się uda ustalić i poznamy odpowiedzi w sprawie tajemnicy sprzed 25 lat – kto zabił i dlaczego małżeństwo Jaroszewiczów.

W tej serii będzie też odcinek, który – przewiduję – wywoła bardzo wiele kontrowersji, poświęcony wybuchowi gazu w wieżowcu w Gdańsku w 1995 roku. Tu punktem wyjścia jest teoria spiskowa, która powstała na podstawie sugestii Sławomira Cenckiewicza – że eksplozja mogła być wynikiem nieudanej operacji Urzędu Ochrony Państwa, aby dostać się do mieszkania Adama Hodysza, w którym mieli szukać tajnych dokumentów SB dotyczących Lecha Wałęsy i TW Bolka. Podejrzewam, że prawa strona przyklaśnie temu, co znajdzie się w tym odcinku, bo ustalenia są rzeczywiście ciekawe. To, że UOP miał coś wspólnego z rozszczelnieniem gazu i eksplozją jest raczej mało prawdopodobne. Ale to, że wykorzystano ten wybuch i ewakuację ludzi do tego, żeby wejść do mieszkania Hodysza, jest wielce prawdopodobne.

W tej serii będzie też historia Ericha Kocha, zbrodniarza wojennego skazanego w latach 50. na karę śmierci, a który dożył późnej starości w więzieniu w Barczewie najpewniej dlatego, że mógł coś wiedzieć o tajemnicy "Bursztynowej komnaty". Ale nie tylko, możliwe, że przy życiu utrzymywano go także ze względu na PRL-owskiego szpiega, który swoją karierę zaczął właśnie od pobytu w jednej celi z Kochem. Badając tę sprawę, natrafiłem na IPN-owskie akta Andrzeja Madejczyka, pseudonim Lakar. To on zwerbował m.in. ojca Konrada Hejmo, jednego z bliskich współpracowników Jana Pawła II. Ale mógł być też łącznikiem między Kochem a jego rodziną.

Nie czujesz się trochę jak Wołoszański? Zaczynasz grzebać w przeszłości dość odległej.


(śmiech) Ja jestem Sekielski, a nie Wołoszański. Bogusław Wołoszański stworzył niesamowity format.
To porównanie w kontekście "Sensacji XX wieku" jest niezwykle miłe, ale mój program jest inny. Tam był niemal wyłącznie Bogusław Wołoszański plus trochę archiwalnych zdjęć i rekonstrukcje zdarzeń. W programie "Tomasz Sekielski. TEORIA SPISKU" owszem, ja się pojawiam, ale przede wszystkim są bohaterowie tych historii, świadkowie zdarzeń. To jest zupełnie inny styl opowieści.

Nie czujesz, że brakuje filmów dokumentalnych w polskiej telewizji?


Ale oczywiście, że brakuje! Ja mam pomysły na kolejne programy i mam ich tyle, że na pewno nie wszystko uda się zrealizować. Fajnie, że FOKUS TV zdecydował się na wyprodukowanie dużej, jak na polskie warunki, serii 10 odcinków o teoriach spisku. Nie miałem ambicji odkrycia prawdy o tych wszystkich tajemniczych wydarzeniach. I nie każdy odcinek jest może jakimś wielkim odkryciem, tak jak to się udało w sprawie Jaroszewicza. Ale w każdym są smaczki, nowości i wiele ciekawych historii.

Mam nadzieję, że to się widzom spodoba – i dlatego, że treść jest ciekawa, i dlatego, że jest to ciekawie zrealizowane pod względem realizacyjnym. Liczę na to, że ci, którzy zasiądą przed telewizorem, gdy odcinek się skończy powiedzą: "Ojej, to już koniec? Chcę następny odcinek!".

Pierwszy odcinek serialu dokumentalnego "Tomasz Sekielski. TEORIA SPISKU" 5 października o godz. 22.00.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...