"PiS chce przejąć nad nami kontrolę". Prezydent Częstochowy alarmuje, co się kryje za karami za in vitro

Częstochowa jest pionierem programu in vitro w Polsce. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk z niepokojem odebrał nowy pomysł PiS.
Częstochowa jest pionierem programu in vitro w Polsce. Prezydent Krzysztof Matyjaszczyk z niepokojem odebrał nowy pomysł PiS. Fot. Facebook/Krzysztof Matyjaszczyk
"Uwaga! #CzarnyProtest. PIS wprowadza pilnie ustawę, w której rząd będzie miał możliwość karania samorządów za wprowadzenie in vitro!" – zaalarmował kilka dni temu były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Czy to koniec samorządowych programów in vitro? W wielu miastach się zagotowało. – Żal. Szkoda. Samorządom zabiera się kolejną możliwość decydowania o otaczającej nas rzeczywistości – mówi naTemat Krzysztof Matyjaszczyk, prezydent Częstochowy, która wprowadziła taki program jako pierwsze miasto w kraju.

Panie Prezydencie, słyszał Pan wcześniej o nowym pomyśle PiS? O tych karach dla samorządów za wprowadzenie in vitro? Zaalarmował o tym były minister zdrowia.



Krzysztof Matyjaszczyk: Nie słyszałem. Dowiedziałem się w środę i natychmiast zadzwoniłem do Bartosza Arłukowicza, by dowiedzieć się u źródła. Szybko mi streścił, o co chodzi. Czekam teraz na ostateczną wersję, jak to będzie wyglądało.

Jaka była pierwsza myśl?

Żal. Szkoda. Przy okazji spraw in vitro miałem okazję spotykania się z rodzicami, którym się udało i dzięki naszemu programowi doczekały się dzieci. Okazja była taka, że nasz lokalny przedsiębiorca postanowił dodatkowo wesprzeć program i zapowiedział: "Każdemu dziecku, które urodzi się dzięki programowi in vitro, ufunduję wózek". I my, każdemu z rodziców, przekazywaliśmy ten wózek. 

I za każdym razem pojawiała się kwestia, by nie patrzeć na in vitro poprzez światopogląd, tylko w taki sposób, że ten program przyniósł szczęście tylu rodzinom. Dzięki niemu pomogliśmy spełnić największe marzenie tych - obecnie już - rodziców. Gdyby istniał program centralny, który by to realizował, samorządy być może by go nie stosowały. Ale skoro państwo nie zapewnia obecnie tych potrzeb, to dlaczego chce zabronić tego samorządom?
Co ta ustawa może zmienić w praktyce?

Samorządom zabiera się kolejną możliwość decydowania o otaczającej nas rzeczywistości i przekazuje decyzje jakieś centralnej jednostce. I jeszcze straszy się nas, że jak będziemy działać niezgodnie z jej decyzją, to będą poważne konsekwencje. 

Do tej pory Agencja Oceny Technologii Medycznych wydawała opinie, teraz ma wydawać decyzje. Agencja będzie mogła zdecydować, czy możemy prowadzić program in vitro, czy nie, a minister będzie mógł zlecić prezesowi Agencji opracowanie rekomendacji, które np. uznają dalsze prowadzenie takich programów jak dofinansowanie in vitro za niecelowe. Szkoda, że na ten temat będą się wypowiadać i głosować ludzie, którzy nie znają bliżej tego problemu. 
Częstochowa zna go świetnie. Była pionierem, jest liderem w kraju. Jak duże jest zapotrzebowanie na zabiegi in vitro?

Wprowadziliśmy program in vitro jako pierwsi w Polsce. Rada Miasta właśnie przyjęła uchwałę o kontynuacji programu na kolejne 3 lata. W tym roku finalizujemy natomiast drugą edycję programu, w ramach którego do tej pory urodziło się 23 dzieci, a kilka kolejnych jest już „w drodze”. Druga edycja zbiegła się z likwidacją programu krajowego. Wtedy obserwowaliśmy lawinowy wzrost chętnych. W pierwszym roku tej edycji był taki skutek, jak w ciągu trzech lat poprzedniej. Aż musieliśmy dokładać pieniędzy. 

Podobno zwracają się do Was również inne samorządy?

Tak, gdy program krajowy został wygaszony, odczuliśmy ponownie wysokie zainteresowanie innych samorządów, które taki program chciały wprowadzić u siebie.

Co będzie teraz, gdy PiS wcieli swój pomysł w życie? Liczy się Pan z tym, że program in vitro może się zakończyć?

Wszystko jest możliwe.
Jakie w ogóle mogą być konsekwencje tej ustawy? To wszystko wygląda, jak kolejny atak na samorządy. 

Przez długie lata reform odpowiedzialność przekazywana była w Polsce w ręce samorządów. A teraz próbuje się wszystko złapać w jednym ręku i mówić, co nam wolno a czego nie. Rządzący mają „gorącego kartofla” i nie wiedzą, co z nim zrobić. 

Ta ustawa to sposób na to, by powstrzymać i zablokować samorządy przed pomaganiem ludziom w taki sposób, w jaki uznają to za stosowne. Sposób na przejęcie nad nimi kontroli. Kolejna możliwość scentralizowania wszystkiego w rękach kogoś w Warszawie, kto chce trzymać nad tym pieczę i mówić: albo wam dam albo nie. 

W tym przypadku nie chodzi tylko o in vitro. Ta ustawa może mieć wpływ na wiele potrzebnych i ważnych programów zdrowotnych, które są realizowane w gminach. I można tylko liczyć na szczęście, że gdzieś na ostatniej prostej coś się wydarzy, co spowoduje, że tak się nie stanie. Że nie pojawi się sytuacja, w której trzeba będzie „płakać” i… stosować się do nowych regulacji. 
Panie prezydencie, można mieć wrażenie, że to kolejny w ostatnim czasie cios w plecy dla Częstochowy. PiS obiecywał województwo częstochowskie, a teraz okazuje się, że może w następnej kadencji, jak wygrają wybory. Jak Pan to odbiera?

Poseł PiS składał jasne obietnice, mówił o tym z przekonaniem, powoływał się na prezesa, podpisywał się pod dokumentami, że będą zmiany. Oprócz Jarosława Kaczyńskiego i lokalnych polityków PiS podczas kampanii wyborczej o odbudowie znaczenia Częstochowy mówił też Andrzej Duda. Teraz słyszymy, że podyskutujemy o tym, ale po następnych wyborach, czyli słyszymy kolejną, ordynarną i pustą obietnicę wyborczą.

Ci, co tak mówią, chyba nie zdają sobie sprawy, o czym mówią. Po następnych wyborach to będzie już nowy budżet UE. Jeżeli budżet zostanie podzielony na 16 województw, to nie ma tam miejsca na 17. Ktoś mówi nam wprost: obiecanki cacanki. 

Co teraz? Częstochowa odpuści?

Próbuję się umówić z premier Szydło na spotkanie, żeby przedstawić naszą sytuację. Mam nadzieję, że termin zostanie wyznaczony. Będę mógł wyrobić sobie zdanie, czy dobra wola rządzących jest, czy jej nie ma. Jeżeli nie ma, to potwierdza się najgorszy scenariusz. Że jest to gołosłowna obietnica wyborcza, na którą ktoś chce złapać następne grupy osób. Wtedy trzeba się będzie przed tym bronić.

Jakie nastroje są wokół tego w mieście?

Wielu mieszkańców ciągle liczy, że województwo będzie. Ale jeśli okaże się, że będzie rozczarowanie, to może to być również bardzo duże rozczarowanie i duże straty dla tych, którzy do niego doprowadzili. Nie trzeba było obiecywać, a jak się już obiecało i to kilkukrotnie, to trzeba było tę obietnicę spełnić. Moim zdaniem jeżeli ktoś liczy, że częstochowianie gremialnie „kupią” kolejną obietnicę typu: wybierzcie nas ponownie, to się zobaczy… może się przeliczyć.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...