Ten wizerunek znają wszyscy. Jest powód, dla którego znów zobaczysz go na ulicach

Fot. zrzut ekranu / YouTube - Wydawnictwo W.A.B.
“Dzisiejsza młodzież” może pomyśleć, że trwający w tym tygodniu na warszawskiej alei Solidarności happening został zorganizowany przez Banksy’ego. Wolontariusze rozdający plakaty przypominające prace tajemniczego grafficiarza nie są jednak członkami żadnej brytyjskiej grupy artystycznej. Młodzi ludzie będą przypominać przechodniom o 74. urodzinach Lecha Wałęsy oraz o premierze wywiadu-rzeki z legendą Solidarności.

W latach 80. w drugim obiegu krążył po całej Polsce słynny rysunek przedstawiający Lecha Wałęsę pod przekornym tytułem „Portret nieznanego mężczyzny z wąsem (II połowa XX wieku)”. Na przekór komunistycznej władzy, podejmującej coraz bardziej wzmożone, ale, jak się miało szybko okazać - próżne, wysiłki w celu stłumienia robotniczych strajków, grafika stała się symbolem walki o demokrację i wolność słowa.
Z okazji 74. urodzin Lecha Wałęsy (29 września) i premiery książki "Ja" (27 września), będącej zapisem rozmów, jakie odbyli z nim dwaj dziennikarze - Andrzej Bober i Cezary Łazarewicz, na ulice wraca wizerunek Lecha Wałęsy w nowym wydaniu autorstwa znanego grafika Andrzeja Pągowskiego. Przy warszawskich Alejach Solidarności młodzi ludzie – nawiązując do wydarzeń sprzed ponad 30 lat – do końca tygodnia rozdadzą tysiącom przechodniów plakaty przedstawiające legendę opozycji.
Andrzej Bober i Cezary Łazarewicz na pierwszych stronach książki tak tłumaczą przyczyny jej powstania: - Postanowiliśmy wypełnić tę lukę: postawić przed Lechem Wałęsą dyktafon, wcisnąć klawisz “nagrywanie”, wysłuchać relacji świadka historii. Niech mówi, co chce, my to spiszemy, wydawca wydrukuje, a czytelnik oceni - czytamy w odautorskim wstępie. Wałęsa mówi więc, zgodnie z oczekiwaniami, sporo - sama rozmowa to liczy niemal 300 stron.



Dziennikarze wspominają jednak, że namówienie Wałęsy na wywiad nie było zadaniem łatwym: - (...) pojechaliśmy do Gdańska. Usłyszeliśmy to, na co byliśmy przygotowani: “Nie, to nie ma sensu. (...) Wałęsa był uparty, ale my także, więc usłyszał to, co mieliśmy w rękawie: “Panie prezydencie, nie wyjdziemy z tego pokoju, dopóki nie usłyszymy - tak”. No to usłyszeliśmy - wspominają.

W trakcie wywiadów autorzy słuchali już wszystkiego, co Wałęsa na temat swojej osobistej historii miał do powiedzenia. Pytali o lata dzieciństwa i młodości, pracę w Stoczni Gdańskiej, wypadki grudniowe w roku 1970, powstanie Komitetu Obrony Robotników, Wolnych Związków Zawodowych i Solidarności, wydarzenia sierpniowe 1980 roku, stan wojenny i okres internowania, Okrągły Stół w 1989 roku, trudny okres prezydentury, aż po ostatnie lata, a nawet ostatnie burzliwe miesiące. Bober i Łazarewicz zaznaczają, że nie byli w swoich pytaniach ani grzeczni, ani pokorni, co biorąc pod uwagę, że rozmawiali z jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej polityki, wydaje się podejściem uzasadnionym.

Artykuł powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...