W tej gminie za chwilę odbędą się nietypowe wybory. Kandydat na wójta jest jeden i będzie rządził nawet, jeśli przegra

Otwarcie nowego drogi w gminie. Na środku stoi Piotr Sinkiewicz, pewniak do wygranej w wyborach. Po prawej ustępujący Jan Racis.
Otwarcie nowego drogi w gminie. Na środku stoi Piotr Sinkiewicz, pewniak do wygranej w wyborach. Po prawej ustępujący Jan Racis. Fot. rutka-tartak.com.pl
Słyszeliście kiedyś o Rutce-Tartak? To niewielka, pełna jezior malownicza gmina na Suwalszczyźnie położona przy samej granicy z Litwą. Za chwilę odbędą się tam wybory na wójta, ponieważ były ustąpił po niemal… trzydziestu latach. Nazwisko zwycięzcy już właściwie znamy. To Piotr Sinkiewicz, zastępca byłego wójta, a teraz… jedyny kandydat. Wójtem będzie nawet, jeśli wybory przegra. Sam ze sobą.

– Kampania wyborcza trwa, oczywiście że trwa. Może nie jest agresywna i intensywna, ale trwa – mówi naTemat sekretarz gminy Rutka-Tartak Daniela Staszkiewicz.



Agresywna kampania pewnie nie jest potrzebna. Bo pan Piotr Sinkiewicz (który przebywa dzisiaj w szpitalu i nie udało się z nim skontaktować) wygraną ma jak w banku. Jest jedynym kandydatem w wyborach, które dla wszystkich są swojego rodzaju zaskoczeniem. Chociaż to, że jest jedynym kandydatem, dziwi każdego – poza samymi zainteresowanymi.

Demokracja inna niż wszystkie
Dlaczego zaskoczeniem? Bo Rutka-Tartak od lat była gminą rządzoną przez byłego już wójta Jana Racisa. Jego rezygnacja w gminie była małym wstrząsem. Racis był bowiem jednym z najdłużej rządzących polskich samorządowców. Władzę w gminie objął w 1990 roku. Na pierwsze trzy kadencje wójta został wybrany przez radnych. Pierwszy raz w wyborach bezpośrednich w 2002 roku miał dwóch rywali, ale wygrał w pierwszej turze. Potem wszyscy poszli po rozum do głowy i w trzech kolejnych wyborach nie miał ani jednego kontrkandydata. W 2014 roku poparło go 85 proc. wyborców.

Tamte wybory to był zresztą pokaz siły. Nie było bowiem nawet wyborów... radnych. W 15 okręgach zgłosiło się tylko po jednym kandydacie i każdy z nich był oczywiście z komitetu wyborczego wójta. Wystarczyło ich zarejestrować i już – po wyborach. Dlatego mieszkańcy, kiedy widzą kartę do głosowania z jednym nazwiskiem, czują się jak w domu, a nie w poprzedniej epoce.

W ogóle można odnieść wrażenie, że miejscowość żyje własnymi sprawami. Na witrynie gminy próżno szukać informacji o wyborach. W aktualnościach... jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego przez okoliczne małżeństwo. Albo poczytacie o ochronnych szczepieniach lisów. Innymi słowy napięcia przedwyborczego w Rutce-Tartak nie zaobserwowano. Także lokalne media na Suwalszczyźnie niespecjalnie emocjonują się wyborami. Ale to w zasadzie nie dziwi – malownicza, pełna jezior gmina graniczy z Litwą. Żeby do niej dotrzeć, trzeba wyjechać z Suwałk i jechać cały czas na północ drogą wojewódzką, a nie do granicy. I bliżej stąd właśnie do granicy, niż do samej stolicy Suwalszczyzny.
To tak daleko, że w pewnym sensie to nawet nie jest zaskakujące, że tak nietypowa gmina umknęła uwadze reszty Polski.

Ale to już było. Racis zrezygnował w lipcu – konieczne były więc nowe wybory. Te odbędą się już za kilka dni, bo 8 października. Czy wobec tego w gminie jest nerwówka? No niekoniecznie.

Wygra czy nie wygra – żadna różnica
Sinkiewicz raczej nie ma się czym martwić, ponieważ po pierwsze raczej wygra, a po drugie, nawet jak przegra... i tak wygra. – Piotr Sinkiewicz to wieloletni pracownik gminy, w ostatniej kadencji był zastępcą wójta. To taka trochę naturalna kolej rzeczy – uważa Staszkiewicz.

Innymi słowy mieszkańcy Sinkiewicza znają i szanują. Nikt nie zdecydował się stanąć z nim w szranki. Kandydat ma 56 lat, własne gospodarstwo rolne, w przeszłości był też przez osiem lat nauczycielem w miejscowej szkole. Kiedy pytam Staszkiewicz, czy nikt w gminie nie miał ochoty na stanowisko, odpowiada mi: – Nie było pewne, nikt nie zaryzykuje takiego stwierdzenia. Po prostu tak jest.

Trzeba jednak zauważyć, że Sinkiewicz teoretycznie wybory może przegrać. – Na karcie do głosowania trzeba będzie zaznaczyć, czy jest się za wyborem kandydata, czy przeciwko – tłumaczy sekretarz gminy. Zgodnie z prawem Sinkiewicz, żeby wygrać, potrzebuje zdobyć więcej niż połowę ważnych głosów na "TAK". – Teoretycznie taka szansa, że nie zostanie wybrany, rzeczywiście jest. Kodeks wyborczy mówi, że kiedy jest jeden kandydat, musi uzyskać więcej niż połowę ważnych głosów – dodaje Staszkiewicz. Czyli jeśli np. do urn w całej gminie wpadnie sto ważnych głosów, kandydat na wójta musi ich zebrać na swoją korzyść 51.

Ale oczywiście hipotetycznie możemy założyć, że Sinkiewicz wybory przegrywa. I to jest właśnie najlepsze: nic to dla niego nie zmienia. Bo co się dzieje, jeśli kandydat nie uzyskuje wymaganej liczby głosów? Teoretycznie nowe wybory. Ale przecież musi ktoś w nich wziąć udział. – To już pytanie do tego, kto zarządza wybory (czyli premier – red.). W każdym razie oprócz tego, że kandyduje (Sinkiewicz – red.), jest osobą wyznaczoną do pełnienia funkcji wójta. I to wyznaczenie trwa do wybrania nowego kandydata. Tak jest w jego akcie powołania na to stanowisko – odpowiada szczerze Staszkiewicz.

Czyli Sinkiewicz nie tylko był zastępcą wójta, a teraz jest kandydatem na to stanowisko, ale jednocześnie... pełni obowiązki wójta. Jeśli przegra wybory, to i tak będzie rządził. Kiedy mówię sekretarz gminy, że p.o. wójta nieźle się "ustawił", ta odpowiada mi ze śmiechem: – Ale takie jest prawo.
Fragmenty Kodeksu Wyborczego

Art. 268.

§ 1. Wyborca głosuje na określonego kandydata, stawiając na karcie do głosowania znak "x" (dwie przecinające się linie w obrębie kratki) z lewej strony obok jego nazwiska.

§ 2. Jeżeli zostanie zarejestrowany tylko jeden kandydat, wyborca głosuje na tego kandydata, stawiając znak "x" w kratce oznaczonej słowem "TAK" z lewej strony obok nazwiska kandydata. Postawienie znaku "x" w kratce oznaczonej słowem "NIE" z lewej strony obok nazwiska tego kandydata oznacza, że jest to głos ważny oddany przeciwko wyborowi kandydata.

(...)

Art. 273.

(...)

§ 4. Jeżeli zostanie zarejestrowany tylko jeden kandydat, uważa się tego kandydata za wybranego, jeżeli w głosowaniu otrzymał więcej niż połowę ważnie oddanych głosów.

Dużo do zrobienia
Koniec końców Sinkiewicz pewnie i tak wygra. Bo realnie jest wójtem już od mniej więcej roku. Racis, choć zdał mandat w wakacje, już w zeszłym roku z powodu choroby realnie nie kierował gminą. A robił to właśnie obecny kandydat.

Ale kampania, jak wspomnieliśmy na początku, trwa. Choć nie jest zbyt spektakularna. – To jest mała gmina, my się wszyscy znamy. Najbardziej chodzi o indywidualne rozmowy z wyborcami – przekonuje mnie sekretarz gminy. Ona sama nie chce wyrokować, czy kandydat wygra. – Nie odważę się zająć zdecydowanego stanowiska. Niemniej jednak skłaniam się ku temu, że zostanie wybrany – twierdzi.

A sam Sinkiewicz, niezależnie od tego czy wygra, czy nie, będzie miał dużo pracy. I będzie miał na to tylko rok – do kolejnych wyborów samorządowych, tym razem ogólnokrajowych. – To końcówka pełnej kadencji. Mamy zaczętych wiele przedsięwzięć, trzeba je dokończyć. Ubiegamy się o środki pomocowe, w tym roku kończymy duży projekt z udziałem środków na drogę, teraz robimy duży przetarg na modernizację systemu dostarczania wody i oczyszczania ścieków. Rzeczą najważniejszą w tej kadencji jest doprowadzić do końca zaczęte projekty. Bo za rok będą normalne wybory. Ale nie jest tak, że te wybory są bez znaczenia, bo to tylko rok – podkreśl sekretarz.

Pytanie, czy za rok znowu będzie jeden kandydat. W końcu w tej gminie to już taka świecka tradycja.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...