Jest grupa ludzi, która ma gdzieś zakaz handlu w niedzielę. Od lat mają na to prosty sposób

Już od stycznia w niedziele w galeriach handlowych może być pusto.
Już od stycznia w niedziele w galeriach handlowych może być pusto. Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Jeśli nic się nie zmieni, już od nowego roku będzie w Polsce obowiązywał zakaz handlu w niedzielę, Nie każdą, tylko pierwszą i ostatnią, ale Polacy już się zastanawiają "co to będzie". Ale nie wszyscy – dotarliśmy do takich, którym nowe przepisy nie utrudnią życia, bo od lat nie robią zakupów w niedzielę. W imię zasad.

– Niedziela? To dzień dla rodziny. Nie chodzę tego dnia do sklepu na zakupy – twierdzi Wojciech Wojdyło. Jak potwierdza w rozmowie z naTemat, szanuje czas wolny swój i innych. – Mogę iść z dziećmi na lody, kulkowe czy z automatu, mogę pójść do restauracji. Ale nie idę do galerii handlowej, ani nie robię zakupów typowo spożywczych.
Jego zdaniem, na zakup rzeczy do jedzenia, meble, sprzęt AGD czy ubrania jest wystarczająco dużo czasu w tygodniu. – W soboty chodzę do sklepu nawet kilka razy, bo w ciągu dnia okazuje się, że jeszcze to trzeba dokupić, tamtego zabrakło. Właśnie po to to robię, żeby w niedzielę już nikomu nie zawracać głowy.
– Ja też nie robię zakupów w niedzielę – śmieje się Monika. Gdy pytam dlaczego, odpowiada, że to dzień, który spędza w stadninie koni. – Ale gdy nie miałam dyżurów w stajni, też nie robiłam zakupów w niedzielę. Jest to dla mnie dzień totalnego odpoczynku. Wolę ten dzień spędzić na spacerach, z książką, czy choćby przed telewizorem lub na uprawianiu hobby. Zawsze tak było. – Ja też nie robię zakupów w niedzielę. To dzień, który trzeba spędzić z rodziną, iść do kościoła – przekonuje Anna Lewandowska.
Polacy zastanawiają się, jakie będą rozmiary klęski narodowej, gdy zakaz handlu w niedzielę zacznie obowiązywać. Są tacy, którzy twierdzą, że z racji wykonywanej pracy czasem nie mają innego wyjścia, jak właśnie w niedzielę uzupełnić domową spiżarnię. Inni przekonują, że takie sklepy jak IKEA czy wielkie galerie handlowe właśnie w niedzielę przeżywają prawdziwe oblężenie i zakaz handlu może w dalszej perspektywie zmusić niektórych do ograniczenia zatrudniania, a co za tym idzie zwiększy się bezrobocie. Jeszcze inni podają przykład, że każdego może zaskoczyć wizyta gości, których przecież trzeba jakoś godnie ugościć, a nie będzie to możliwe, gdy sklepy zostaną zamknięte.



To żaden problem?
– Jestem mega asertywną osobą, jeśli wpadną do mnie znajomi z niezapowiedzianą wizytą, to nie mogą się spodziewać, że będę na ich przyjście przygotowana. Jeśli przyjdą do mnie z dziećmi, które w trakcie wizyty zrobią się głodne, to niestety będą musieli się zebrać i jechać z nimi na obiad czy kolację do siebie – tłumaczy Monika.

Moi rozmówcy przekonują, że w awaryjnej sytuacji zawsze można podjechać na stację benzynową, gdzie można kupić chleb, czasem wędliny i ser, coś do picia. Ustawa nie przewiduje zamykania stacji benzynowych, więc będą mogły pracować 7 dni w tygodniu po 24 godziny na dobę. – Stacje też powinny być zamknięte. Oprócz pracowników komunikacji, szpitali i policji, czyli oprócz służb wszyscy powinni mieć możliwość spędzić ten dzień w domu, z rodziną. Bo rodzina jest najważniejsza, a spajać więzy rodzinne można na wiele sposobów, niekoniecznie chodząc po galerii handlowej – przekonuje Anna Lewandowska.

Sama nigdy nie robi zakupów w niedzielę. Dzień zaczyna od śniadania. Później szykuje się z mężem i dzieckiem do kościoła, msza jest na 10. Po mszy wracają do domu albo idą na spacer, jak jest ładna pogoda. Potem obiad, po obiedzie grają w gry planszowe albo jadą na wycieczkę rowerową lub do kina. – Ale nigdy takiego w galerii handlowej, wybieramy raczej małe kina studyjne – zastrzega pani Anna.
Pan Wojciech zakupy robi średnio co dwa dni. – Wracając z pracy wpadam na 20 minut do sklepu i kupuję wszystko, co jest akurat potrzebne. W niedzielę nie robię zakupów i nie trafia do mnie twierdzenie, że to jedyny dzień, kiedy można iść do sklepu. Ludzie się po prostu przyzwyczaili. Kiedyś sklepy były pozamykane w niedzielę i ludzie jakoś nie umarli z głodu – przekonuje Wojdyło. On sam niedziele lubi spędzać aktywnie, na lotnisku modelarskim, na wycieczce rowerowej, w parku trampolin, na strzelnicy czy w kinie.

– Czasem pójdziemy do restauracji, jeśli nie chce nam się w domu gotować – dodaje nasz rozmówca. – Musimy zacząć się szanować. W Niemczech na 20 minut przed zamknięciem pojawiają się komunikaty z prośbą o podchodzenie do kas. Zdarzyło mi się, że gdy z zakupami podszedłem do samochodu, obok przebiegła sprzedawczyni, która obsługiwała nas przy kasie. Tam się szanuje czas pracowników, to i u nas można.

Świat zna różne rozwiązania
Rzeczywiście, Niemcy często są podawane przez zwolenników zakazu handlu jako przykład tego, że wprowadzenie przepisów jest możliwe. Tego dnia wszystkie placówki handlowe są zamknięte, zakupy można robić jedynie na stacjach benzynowych. Za złamanie zakazu grożą wysokie kary. Próbowano to obchodzić na różne sposoby. Nie ma zakazu handlowania pamiątkami, pojawiły się więc pamiątkowe szynki z Berlina. Władze jednak dość szybko ukróciły ten proceder.

Inaczej kwestię handlu w niedzielę rozwiązano w Wielkiej Brytanii. Tam za pracę w niedzielę pracownik dostaje podwójne wynagrodzenie, jeśli zgodzi się przyjść. Przy systemie zmianowym chętnych na dodatkowe pieniądze zwykle nie brakuje. Niestety, posłowie w Polsce nie przewidzieli takiego rozwiązania, woleli po prostu zakazać handlu w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...