Miał już nic nie wydać. Właśnie wychodzi nowa powieść mistrza skandynawskiego kryminału

fot. screen z serialu Wallander
Spoglądając na księgarską półkę z autorami na literę M, wielu fanów powieści kryminalnych automatycznie sprawdza, czy przypadkiem nie ma tam “nowego Mankella”. O tym, że autor, który zmarł dwa lata temu, już niczego nowego nie wyda, przypominają sobie dopiero chwilę później. Jeśli też macie taki odruch, przygotujcie się na niespodziankę. Okazuje się, że polska bibliografia Henninga Mankella była uboższa o jedną pozycję, która właśnie pojawiła się w księgarniach.

Twórcy cyklu o detektywie Kurcie Wallanderze nie trzeba przedstawiać tym, którzy od czasu do czasu lubią podążać śladami skandynawskich morderców i depczących im po piętach nieustraszonych stróżów prawa i ładu na mroźnej północy. Nie trzeba im również przypominać, że Mankell nie był autorem do końca wiernym konwencji kryminału, a na koncie ma nawet powieści dla dzieci.
“Głębia”, bo tak brzmi polski tytuł powieści z 2004 roku, jest jedną z wycieczek Mankella poza ramy “skandynawskiego kryminału”. W Szwecji zostajemy, choć to stwierdzenie dość umowne, biorąc pod uwagę, że akcja książki dzieje się w większości na statku pływającym po niespokojnych, bo wojennych, wodach morza Bałtyckiego. Autor porzuca nowoczesność i przenosi czytelników do roku 1914, portretując realia początków I Wojny Światowej z perspektywy członka załogi szwedzkiego okrętu wojskowego.



Lars Tobiasson-Svartman nie jest jednak przeciętnym oficerem marynarki. Jest hydrologiem, który dostaje zadanie wytyczenia nowego szlaku morskiego, który w czasie wojny ma zapewnić okrętom szybszą i pewniejszą przeprawę. Jednocześnie jest też, jak większość Mankellowskich bohaterów, człowiekiem przepełnionym swoistą melancholią, smutkiem i samotnością.
Fragment "Głębi"

Jego najwcześniejsze wspomnienia wiązały się z odległością. Między nim a matką, między matką a ojcem, między podłogą a sufitem, radością a niepokojem. Całe jego późniejsze życie również skupiało się na odległości, na mierzeniu jej, na skracaniu albo wydłużaniu. Był samotnym człowiekiem nieustannie poszukującym odległości, dążącym do jej opisania lub też odczytania jej pomiaru.

Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że “Głębia” nie będzie książką, w której jak to zdarzało się na kartach cyklu o Wallanderze, spomiędzy wierszy będzie można wyczytać pocieszającą ironię, czy serdeczny komizm. Charakterystyka głównego bohatera nie pozostawia cienia wątpliwości, że jego życie kiedykolwiek nabierze sensu pozytywnego.
fragment "Głębi"

Był samotnym człowiekiem. Jego samotność była jak przepaść i Larsa Tobiassona-Svartmana przerażała myśl, że kiedyś w nią runie. Obliczył, że przepaść musi mieć co najmniej czterdzieści metrów głębokości i jeśli będzie chciał mieć pewność, że zginie, będzie się musiał rzucić głową w przód.

Początkowo, granicę która skutecznie, choć bezwiednie powstrzymuje Larsa przed upadkiem jest jego żona, a właściwie ciągła myśl o niej. Uczucia, które do niej żywi, nie mają w sobie jednak nic z egoistycznej nawet miłości - to w najlepszym wypadku obsesja, której pielęgnowanie pomaga mu przetrwać w świecie, który nie chce dostosować się do jego zasad. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się jednak, że Lars na taki stan rzeczy nie zamierza się godzić.

Chwilową nadzieję na to, że główny bohater ma szansę uciec od samego siebie, daje pojawienie się Sary Fredriki - kobiety samotnie zamieszkującej maleńką wysepkę. Lars z przyczyn dla niego samego niejasnych czuje nieodpartą potrzebę, aby nawiązać z nią kontakt. Szybko jednak okazuje się, że przeniesienie uczucia na kolejną kobietę psychozy Larsa nie uleczy - wręcz przeciwnie, tylko ją pogłębi. Ich spotkanie stanowi punkt zwrotny książki, w którym maska pozorów, pod którą do tej pory się ukrywał, roztrzaskuje się niczym butelka o burtę chrzczonego okrętu.

“Głębia” to wnikliwe studium ludzkiego charakteru. Mankell udowodnił, że pytania o granice obsesji i rodowód morderczych instynktów, nawet stawiane w kontekście realiów sprzed ponad wieku, są zawsze tak samo aktualne. Przekonuje również, że odpowiedź na nie była i, prawdopodobnie zawsze będzie, składową indywidualnych doświadczeń, wspomnień i wyborów jednostki. I mimo, że tematycznie tak odległa od standardowych “skandynawskich kryminałów”, “Głębia” daje znacznie więcej argumentów na poparcie tezy, że to okoliczności, a nie natura, tworzą mordercę, niż niejeden z nich.

Artykuł powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...