Emmanuel Macron zwraca się w kierunku biedniejszych Francuzów. Na tej wolcie prezydenta Francji stracą Polacy

Emmanuel Macron nie chce być dłużej nazywany "prezydentem bogatych".
Emmanuel Macron nie chce być dłużej nazywany "prezydentem bogatych". Fot. Facebook.com / Emmanuel Macron
Notowania prezydenta Francji w ostatnich tygodniach spadły, przez większą część Francuzów zaczyna być nazywany "prezydentem bogaczy". Żeby odwrócić ten trend, Macron wrócił do fabryki Whirlpool w Amiens. Polacy na tym mogą jedynie stracić.

Bezrobocie we Francji sięga już 9,5 proc., a prezydent Macron opowiedział się za zmianą kodeksu pracy. Nowe przepisy de facto ułatwiają zwolnienie pracowników, trudno więc się dziwić, że rzesze pracowników nazywają Emmanuela Macrona "prezydentem bogatych". I choć on sam twierdzi, że nowe regulacje zwiększą konkurencyjność francuskich fabryk, to notowania prezydenta spadają.



W tej sytuacji nie powinna dziwić wyprawa Macrona do Amiens. To tu w trakcie kampanii wyborczej Macron uwiódł wyborców. Obiecał im, że fabryka Whirlpool nie zostanie zamknięta i tak się rzeczywiście stało. Tym razem przy okazji przyjazdu obiecał, że już niedługo zostanie stworzonych w Amiens dodatkowe tysiąc nowych miejsc pracy. Sukces?

Francuzi mogą się cieszyć, ale Polacy będą mieli mniej powodów do radości. Wzmacnianie francuskich fabryk, ich konkurencyjności, jak również forsowana przez Macrona unijna dyrektywa o pracownikach delegowanych, w praktyce będą oznaczać, że francuskie firmy nie będą uciekać z produkcją do Polski czy innych krajów naszego regionu. Nie będzie się im też opłacało zatrudniać pracowników z Polski, jeśli w świetle przepisów będzie trzeba ich opłacać według tych samych stawek, co pracowników francuskich. Dobra zmiana dla Francji oznacza problem dla polskich pracowników.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...