Wszyscy ludzie na świecie grają w przedziwną "Grę". Jeśli to czytasz, to znaczy, że już przegrałeś

W "Grę" trudno jest wygrać, bo nawet jeśli o tym pomyślimy... przegrywamy.
W "Grę" trudno jest wygrać, bo nawet jeśli o tym pomyślimy... przegrywamy. Fot. Flickr / Edward O'Connor
Piłka nożna, szachy czy "World of Warcraft" wcale nie są najpopularniejszymi grami na świecie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że od urodzenia bierzesz udział w czymś tak tajemniczym i niezwykłym, że brzmi to jak jakaś teoria spiskowa lub łańcuszek internetowy. W "Grze" uczestniczy 7 miliardów ludzi. Tak, wszyscy ludzie na Ziemi. Miliony osób już zostało spisanych na straty, wielu o niej nie wie, więc ciągle ma szansę wygrać. Inni starają się o tym nie myśleć i przegrywają z kretesem. A raczej z samym sobą.

Spokojnie, ja też należę do grona przegranych. Tak samo jak teraz ty. Zasady są bardzo proste.

Zasady "Gry":
1. Każdy gra w "Grę".
2. Pomyślenie o "Grze" stanowi przegraną.
3. Przegrana musi być oznajmiona przynajmniej jednej osobie.
Po ogłoszeniu porażki przegranego obowiązuje okres ochronny (od 10 do 30 min.) do czasu ponownego zapomnienia o "Grze".

"Gra" (ważne by pisać ją dużą literą) to jedna z najbardziej fascynujących rzeczy, o których można się dowiedzieć z internetu. Jest rodzajem gry umysłowej, a raczej wirusa umysłowego, bo gdy już się o niej dowiemy, trudno nam przestać o niej myśleć i nie możemy przez to wygrać. Podobnie jest z piosenką, którą usłyszymy rano w radiu i która potem "chodzi" z nami przez cały dzień.
Efekt białego niedźwiedzia
Rozgrywki umysłowe to chleb powszedni myślicieli, którzy od wieków zaprzątają sobie nimi głowy. Strona poświęcona "Grze" sięga nawet do przełomu XIII i XIV wieku w poszukiwaniach genezy tej niezwykłej zabawy. Wtedy to niemiecki mistyk Mistrz Eckhart pisał o niej w swych traktatach. Za przykład podał pokorę Maryi – gdyby pomyślała o swym odosobnieniu, nie byłaby już całkowicie odosobniona.
Mistrz Eckhart
Traktaty

"Dlatego trwała nieporuszona w swym odosobnieniu, nim się natomiast nie chlubiła, lecz pokorą. A jeśliby o swym odosobnieniu wspomniała choćby tylko jednym słowem, gdyby na przykład, powiedziała: "Wejrzał na me odosobnienie", uległoby ono zakłóceniu i nie byłoby już całkowite ani doskonałe, bo nastąpiłoby tu wyjście z siebie. Każde zaś, najmniejsze nawet, wyjście z siebie musi pozostawić jakąś skazę na odosobnieniu." Czytaj więcej

Wiele lat później już bardziej konkretne podstawy "Gry" "wymyślił" Lew Tołstoj. Będąc dzieckiem, bawił się ze sobą w grę polegającą na tym, by nie myśleć o białym niedźwiedziu. Stawał w kącie i za każdym razem jak w głowie pojawił się zwierzak - przegrywał. O efekcie pisał też inny znany Rosjanin - Fiodor Dostojewski. Wszystko sprowadza się do tego, że im bardziej staramy się o czymś nie myśleć, tym więcej o tym myślimy. Przerażający paradoks, który prowadzi do paranoi.
Fiodor Dostojewski
"Zimowe notatki o wrażeniach lata

"Spróbuj nie myśleć o niedźwiedziu polarnym, a wkrótce się przekonasz, że przeklęte zwierzę co chwila przychodzi ci do głowy." Czytaj więcej

"Efekt białego niedźwiedzia" to też dobry przykład tego jak np. przejmowanie się czymś i ciągłe myślenie o tym, powoduje destrukcję w naszych głowach. Odwrotny efekt - myślenie pozytywne wykorzystują trenerzy motywacyjni. Trudno jednak ustalić czy ciągłe wmawianie sobie "jesteś zwycięzcą" przynosi spodziewane rezultaty. Przypomnę, że myśląc o "Grze" - przegrywamy.
Znów o tym myślisz, prawda?
Nie jest jasno powiedziane kto wymyślił i zaczął "Grę". Pierwowzór powstał w 1976 roku. Członkowie Cambridge University Science Fiction Society wymyślili grę polegającą na tym, że pierwsza przegrywa ta osoba, która pomyśli o stacji Finchley Central londyńskiego metra. Pierwszy internetowy wpis uznawany przez wielu za datę rozpoczęcia "Gry" pochodzi z 10 sierpnia 2002 roku. Paul Taylor z Wielkiej Brytanii, posługujący się nickiem theaardvark, wyjaśnił zasady i napisał, że dowiedział się o niej gdzieś w sieci pół roku wcześniej. Zastrzegł, że nie ponosi odpowiedzialności za szkody psychiczne wynikające z ciągłego przegrywania.
Paul Taylor
"theaardvark"

"Okay, I'm gonna tell you about 'The Game'. I have no idea where or when this started. I found out about it online about 6 months ago. I'd quite like to know the origins of 'The Game' because it is intensely irritating. Firstly, a disclaimer - anyone who decides to join 'The Game' cannot blame me for any psychological damage caused" Czytaj więcej

W internecie znajdziemy też posty osób, które zapewniają, że grają w nią od lat. Np. Simon Wells twierdzi, że od 1998 roku. Z kolei artykuł w "Canadian Press" podaje, że już w 1996 roku Jamie Miller z Londyn wymyślił "Grę", by wkurzać ludzi. Nie wiadomo kto jest sprawcą tego wszystkiego, ale cel osiągnął.



Gracze, którzy dowiedzieli się o grze i tym samym przegrali, starają się wciągnąć do zabawy innych. Wymyślają przeróżne strategie, by zarazić innych. Niektóre fora internetowe zakazują podstępnych postów. Najłatwiej jest napisać o tym np. na Facebooku. Nawet jak ktoś nie zna zasad i o zapyta o co chodzi - przegrywa.
Niektórzy są bardziej perfidni i np. używają naklejek, zakładają koszulki z odpowiednim napisem lub idą z transparentem na demonstrację. Petter Grøn ze Szwecji wysłał mail "The Game" do 3 tysięcy osób za pomocą platformy e-learningowej. Strona lostthegame.net oprócz tego, że weszło na nią ponad 2 mln użytkowników, którzy z miejsca przegrali, szczyci się też wkrętką z telewizji. Stworzyli inną stronę poświęconą plaży Porthemmet - informacja o niej pojawiła się w wiadomościach BBC. Ludzie zaczęli wchodzić na witrynę, a ci przekierowali ją na tę o "Grze" doprowadzając do przegranej 30 tysięcy osób. Również wszelkie publikacje medialne sprawiają, że przegrywa masa ludzi. Artykuł, który czytasz, choć niecelowo, też sprawił, że liczba przegranych powiększyła się.
Badania "szkodzą" graczom
W 2007 roku Cory Antiel przeprowadził eksperyment z "Grą" w roli głównej. Zebrał 12 ochotników (w tym siebie) w różnym wieku, którzy mieli przez 4 tygodnie prowadzić dziennik swoich porażek. Zapisywali kiedy przegrywali i w jakich okolicznościach. Nie informowali innych, bo to też mijałoby się wtedy z celem. W notatnikach można było przeczytać, że np. jeden badany przegrał, bo zobaczył plakat filmu "Plan gry", inny przypomniał sobie o sprawie widząc sam notatnik, a jeszcze inny po prostu pomyślał o tym pod prysznicem.

Uczestnicy średnio przegrywali ponad 17 razy dziennie - rekordzista w sumie zaliczył 191 wtop, a najlepszy jedynie 2. Z każdym kolejnym dniem grupie szło coraz lepiej. Ponad połowa powodów porażek (57%) wzięła się z samego uczestnictwa w eksperymencie. Badacz tłumaczy wyniki tzw. efektem Zeigarnik, która twierdziła, że zadania niewykonane pamiętane są lepiej niż zadania wykonane. Przykładem jest kelnerka, która lepiej będzie pamiętać klientów, którzy jeszcze nie zapłacili rachunku, niż tych, którzy już opuścili lokal. W przypadku badania ten efekt był związany z prowadzeniem dziennika.
Będę grał w "Grę"
W "Grę" trudno jest wygrać, bo nawet jeśli nie myślimy o niej długo, to w końcu nadejdzie dzień naszej klęski. Wiele osób o niej też nie słyszało, więc mogą przeżyć do końca swych dni w niewiedzy, automatycznie nie przegrywając (niektórzy uznają, że grają w nią tylko znający zasady). Jednak czy wtedy można mówić o nich jak o prawdziwych zwycięzcach? Trudno udowodnić też, że ktoś faktycznie nie pomyślał o "Grze". Ważne jest więc zaufanie i uczciwość innych zawodników.

Jedne zasady mówią, że "Gra" trwa wiecznie. Inne, że kończy się w momencie ogłoszenia tego przez przez premiera Wielkiej Brytanii, prezydenta Stanów Zjednoczonych lub papieża. Jedna z tych osób musi powiedzieć w telewizji "Gra jest zakończona". Do tego czasu spróbuj już nigdy nie pomyśleć o tym co przed chwilą przeczytałeś. Jeśli ci się uda, jesteś na dobrej drodze do stania się historycznym bohaterem. Powodzenia w... "Grze".
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...