Kaczyński nie chciał pojednać się z Dudą przy biskupach. Bp Pieronek: Odwołanie do wartości to u niego pozór

Jarosławowi Kaczyńskiemu nie po drodze było z Andrzejem Dudą iść na Jasną Górę.
Jarosławowi Kaczyńskiemu nie po drodze było z Andrzejem Dudą iść na Jasną Górę. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
To mogło być wydarzenie dużego kalibru. Do spotkania pojednawczego między prezydentem Dudą a prezesem Kaczyńskim jednak nie doszło, choć prosili o nie najwyżsi hierarchowie Kościoła. Prezes nie chciał przyjść, a biskup Pieronek tłumaczy nam, dlaczego.

Do spotkania miało dojść w sierpniu na Jasnej górze. Okazją po temu były uroczystości związane z obchodami rocznicy koronacji obrazu Matki Boskiej. Na pomysł pojednania wpadli arcybiskupi Gądecki, Hoser i Jędraszewski. Ich zdaniem w interesie wszystkich Polaków leży zażegnanie sporu między głową państwa a prezesem Prawa i Sprawiedliwości.



Spotkanie, którego nie było
Mogło to być wielkie wydarzenie, na miarę tego, gdy prezydenki Wałęsa i Kwaśniewski podali sobie publicznie dłonie. I dalece ważniejsze. W tle sporu między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką jest walka o przyszły kształt polskiego sądownictwa. Prezydent miesiąc wcześniej zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądowniczej i o Sądzie Najwyższym. Sztab ludzi przygotowywał projekt prezydenckiej ustawy, która miała zastąpić propozycję rządową. Plotki głosiły, że jest konflikt między prezesem PiS, który uważał czyn Dydy za zdradę, a prezydentem, który po raz pierwszy tak stanowczo sprzeciwił się woli swojego macierzystego ugrupowania.

Prezydent Andrzej Duda zgodził się na spotkanie. Problem w tym, że propozycja pojednania nie przypadła do gustu prezesowi Prawa i Sprawiedliwości Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dlaczego? – Chyba tylko on sam może odpowiedzieć w sposób jednoznaczny na to pytanie – twierdzi stanowczo biskup Pieronek. Tłumaczy, że spotkanie nie leżało w interesie Kaczyńskiego.

– Są takie rzeczy, które uzgadnia się w zaciszu gabinetów. Są pewne spotkania, które nie mogą się odbywać publicznie – przekonuje duchowny. Trudno nie odmówić mu racji. Z informacji, do których dotarło radio RMF FM wynika, że na kilka dni przed przedstawieniem przez Andrzeja Dudę prezydenckiej propozycji zmian w ustawie o KRS i SN do spotkania z Kaczyńskim doszło. Czy doszło do pojednania nie wiadomo, natomiast dziennikarze RMF przekonują, że to właśnie po tym spotkaniu prezydent bardzo skrócił dokument, który później trafił do Sejmu. Z propozycji pozostała jedna trzecia tego, nad czym specjaliści z zakresu prawa pracowali przed blisko dwa miesiące.

Nawet jeśli prezes nie miał interesu w spotkaniu z prezydentem Dudą, odmowa spotkania pojednawczego proponowanego przez ważnych duchownych nie powinna mieć miejsca. Jak podkreśla Tadeusz Pieronek, zawsze warto się spotkać i pozbyć negatywnych emocji, bo zgoda buduje. Czy zatem lider partii, która tak często i chętnie odwołuje się do tradycji chrześcijańskich, nie powinien pokazać, że dialog i porozumienie są dla niego ważne, zwłaszcza wtedy, gdy apelują o to hierarchowie Kościoła?

To tylko, pozór, taka gra
– Te odwołania do wartości chrześcijańskich od dawna już nie są szczere. To wszystko jest tylko pozór, taka gra – twierdzi biskup. Jego zdaniem odwoływanie się do wartości chrześcijańskich w przypadku liderów PiS to nic więcej, jak mydlenie oczu wierzącej części elektoratu. Ludzie wierzą w Boga, PiS i Jarosława Kaczyńskiego, politykom tej partii wystarcza sam Jarosław Kaczyński.

Spotkanie pojednawcze było w interesie tylko jednej ze stron. To Andrzej Duda mógł mieć nadzieję, że topór wojenny zostanie zakopany, a w sprawie ustaw o KRS i SN zostanie osiągnięty jakiś kompromis. – Ale kompromis wymaga cofnięcia się o krok przez każdą ze stron. Wszyscy muszą trochę ustąpić. Jarosław Kaczyński nie chciał okazać słabości, więc na spotkanie się nie zgodził – twierdzi nasz rozmówca.

Jarosław Kaczyński nie ma zresztą interesu w tym, żeby ustąpić choćby na centymetr. Andrzej Duda jest sam, nie może liczyć na pomoc opozycji, która wytyka niekonstytucyjność jego projektów. Bez poparcia Prawa i Sprawiedliwości prezydenckie ustawy nie mają szansy wejść w życie. To Jarosław Kaczyński dziś triumfuje, sondaże wskazują na rekordowe poparcie dla jego partii. Tak silna pozycja tłumaczy, dlaczego prezes może pozwolić sobie na stawianie ultimatum głowie państwa. W mediach krąży informacja, jakoby prezes zapowiedział Andrzejowi Dudzie, że albo zgodzi się na propozycje PiS, ale rząd zamrozi prace nad ustawami. Czy tak jest rzeczywiście, być może przekonamy się wkrótce po piątkowym spotkaniu, które odbędzie się… w zaciszu gabinetu.



Propozycję arcybiskupów można odczytać jako próbę zaangażowania się Kościoła w naprawę polskiej sceny politycznej. Biskup Pieronek nie wierzy jednak w to, żeby w najbliższym czasie zapanowała zgoda narodowa. – Nie wiem, nie mam zupełnie pomysłu na to, co by się musiało takiego stać, żeby Polacy przestali sobie skakać do oczu – przyznaje. – Ewentualne pojednanie między prezydentem i prezesem, choć ważne, wiele tu nie zmieni.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...