Praca w komisji reprywatyzacyjnej będzie dla Jakiego trampoliną do prezydentury Warszawy? PiS się waha

Patryk Jaki kieruje komisję reprywatyzacyjną i ma nadzieję, że pomoże mu to  powalczyć o prezydenturę Warszawy
Patryk Jaki kieruje komisję reprywatyzacyjną i ma nadzieję, że pomoże mu to powalczyć o prezydenturę Warszawy Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki przebiera nogami, by wystartować na prezydenta Warszawy. Jego plany może pokrzyżować tylko PiS decydując się na wystawienie w tym wyścigu marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który też nie ukrywa swoich ambicji. Na kogo postawi Jarosław Kaczyński?

32-letni Jaki jako szef tzw. komisji weryfikacyjnej buduje konsekwentnie wizerunek szeryfa i jednocześnie trybuna ludowego, który rozprawia się z przestępczym układem reprywatyzacyjnym utożsamianym z obecną prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz i warszawską Platformą. Ale nie jest z Warszawy i nie należy do PiS, jest członkiem koalicyjnej Solidarnej Polski.
Jaki kontra Karczewski
– Wydaje mi się, że jest to dobra kandydatura. Pewnie jedna z wielu w PiS. Patryk Jaki na pewno ma swoje zalety. Kieruje komisją reprywatyzacyjną – to w tej chwili gorący temat w Warszawie – mówił w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl poseł PiS, Jacek Sasin, który sam pogrzebał wcześniej swoje szanse na walkę o prezydenturę nieudanym pomysłem z "wielką Warszawą".



Według Sasina fakt, że wiceminister sprawiedliwości nie jest warszawiakiem, a opolaninem, jest raczej zaletą, niż wadą. – Wielu wyborców może się z tym identyfikować. Jednak decyzja jeszcze przed nami, będzie dyskusja – zaznaczył.
Stanisław Karczewski to z kolei rodowity warszawiak, marszałek Senatu i creme de la creme Prawa i Sprawiedliwości. – Tu się urodziłem, tu się uczyłem, tu się wychowywałem – zachwalał swoją kandydaturę w Radiu Zet. – Może z kilometr od pana prezesa (Kaczyńskiego) mieszkałem, chodziliśmy do tego samego liceum, jak się okazało – podkreślił.
Dla opozycji, a szczególnie dla Platformy będą to bardzo ciężkie wybory. Zdaję się, że dopiero teraz powagę sytuacji zauważył lider PO Grzegorz Schetyna, który powtarza, że Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna pojawić się na komisji weryfikacyjnej, bo - choć tego nie powiedział - swoim milczeniem pogrąża całą Platformę.

Opozycja z workiem kamieni na plecach
– Jest taka stara zasada, że nieobecni nie mają racji, więc wydaje mi się, że prezydent Gronkiewicz-Waltz bardzo poważnie powinna wziąć pod uwagę możliwość pojawienia się na posiedzeniu tej komisji, żeby po prostu dać odpór kłamstwom i pomówieniom, które są miotane głównie ze strony przedstawicieli PiS-u na tej komisji i jestem przekonany, że dobrze tę sprawę przemyśli– mówił Schetyna.

"Ku wyborom samorządowym Platforma zmierza z wielkim worem kamieni na plecach w postaci Hanny Gronkiewicz-Waltz, uparcie odmawiającej pojawienia się przed komisją Patryka Jakiego. Prawdopodobnie ze strachu przed koniecznością składania zeznań pod przysięgą. Tymczasem właśnie szef komisji zyskuje dzięki swojemu stanowisku coraz lepszą pozycję startową do miejsca po Gronkiewicz-Waltz” – napisał w "Super Expressie", prawicowy publicysta Łukasz Warzecha.
Według niego, już dziś można by sobie wyobrazić, z jakim przesłaniem Jaki mógłby próbować swoich sił w samorządowym wyścigu w przyszłym roku. "Po pierwsze - szeryf przywracający sprawiedliwość poprzez działania komisji, a więc w przyszłości dbający o mieszkańców znacznie lepiej niż poprzedniczka; po drugie - zwolennik zwrócenia miasta zwykłym ludziom, zamiast urządzania go pod dyktando rowerzystów, rolkarzy, biegaczy" - ocenił Warzecha.
Jedynym problemem dla Jakiego jest więc wystawienie przez PiS swojego kandydata. "Ale jeśli faktycznie miałby nim być poczciwy, ale nijaki i bardzo słabo rozpoznawalny Stanisław Karczewski - PiS nie miałby wielkich szans. Jaki byłby inny, świeży, intrygujący - nawet jeśli wiele osób wkurzałby swoim niewyparzonym językiem. Jego kandydowanie byłoby swego rodzaju eksperymentem, ale eksperymentem bardzo ciekawym i niepozbawionym szansy na wygraną” – przekonuje Warzecha.

Jakiego chwalą też inni. "Można go różnie oceniać, ale bez wątpienia to właśnie rzutki minister wyrasta na naszych oczach na trybuna ludowego. Gdy Prawo i Sprawiedliwość powierzało mu zadanie wyjaśnienia afery reprywatyzacyjnej, większość komentatorów politycznych łapała się za głowy. Wybierano człowieka bez większego politycznego doświadczenia, bez wykształcenia prawniczego i szybciej mówiącego niż myślącego” – komentował Patryk Słowik w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

"Irytuje mnie lewicowa komunikacja"
A jak sam Jaki promuje swoją kandydaturę na prawicy? Powtarza np., że irytuje go "lewicowa ideologia", jakiej jego zdaniem podporządkowana jest komunikacja, twierdzi, że kierowcy w Warszawie są tępieni, a "te wszystkie maratony" potęgują korki. W niedawnej rozmowie w Radiu RDC zachwalał osiągnięcia komisji weryfikacyjnej, przekonywał, że jej decyzje "uratowały dla Warszawy już ponad 400 mln zł”. Pole do ulepszeń, jak wynika z wywiadu, widzi głównie w zakresie komunikacji miejskiej.

– Jako mieszkaniec Warszawy – tu żyję od lat, moje dziecko chodzi tu do przedszkola – sam codziennie jestem poirytowany, stojąc w tych ogromnych korkach. Mam wrażenie, że jestem jednym z tych mieszkańców, o których władze miasta zapomniały – mówił Jaki. – Jestem bardzo zdenerwowany tym, jak zarządza się tym miastem. To miasto jest teraz pełne ideologii skoncentrowanej na tym, by tępić ludzi, którzy jeżdżą samochodem. To już przekroczyło pewne granice – dodał.

Według prof. Rafała Chwedoruka, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, to Karczewski ma jednak większe szanse na partyjną nominację. – Generalnie kandydat popierany przez PiS będzie miał problem by powalczyć o zwycięstwo w Warszawie na co mają wpływ czynniki natury strukturalnej: historia, zamożność miasta, poziom wykształcenia mieszkańców–zwraca uwagę w rozmowie z naTemat Chwedoruk.

– Kwestia reprywatyzacji w Warszawie, która jest niewątpliwie dla ministra Jakiego trampoliną polityczną, dotyczy dość dużego kręgu ludzi. Ale w większości wypadków są to te dzielnice w których PiS i tak wypadało dosyć dobrze na tle całego miasta – podkreśla.

– Pamiętajmy, że elektorat PiS lubi jednak "swoich" kandydatów o czym przekonał się niegdyś znany architekt Czesław Bielecki. A w wyborach samorządowych będzie głosował najwierniejszy elektorat – ocenia prof. Chwedoruk.

PiS ws Solidarna Polska
– Myślę że marszałek Karczewski, to w PiS zawodniki wagi ciężkiej, jest też politykiem który dobrze sprawdza się w mediach elektronicznych. Natomiast Solidarna Polska, do której należy Jaki wciąż jest jeszcze na etapie pokuty po rozłamie w PiS – wskazuje Chwedoruk.

– Poza tym kandydat, który nie jest korzeniami związany z miastem, w którym kandyduje jest bardzo łatwy do "wygrania" przez przeciwników. Temat reprywatyzacji pomoże PiS, ale bardziej w wyborach do Rady Miasta. Ale pamiętajmy, że wiele mogą namieszać jeszcze zmiany w ordynacji – dodaje politolog.

Do wyborów samorządowych został rok. Tymczasem większość partii nie ma jeszcze swoich kandydatów. Z Nowoczesnej chce wystartować Pawła Rabiej, ale wskazują też na Kamilę Gasiuk-Pihowicz. W PO wahają się między Rafałem Trzaskowskim, Andrzejem Halickim i Małgorzatą Kidawą-Błońską.

Na giełdzie prezydenckich nazwisk pojawiają się jeszcze m.in: Jan Śpiewak (Miasto Jest Nasze), Piotr Guział (kandydat niezależny), Jakub Stefaniak (PSL) i Ryszard Kalisz (lewica).

PiS nigdy nie  cieszył się dużym poparciem w stolicy. Wyjątkiem był 2002 rok, kiedy wygrał Lech Kaczyński.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...