"Czuję się upokorzona". Protestowała w obronie wolnych sądów, teraz musi się tłumaczyć na policji

Prawniczka Danuta Wawrowska jest kolejną osobą przesłuchiwaną ws. lipcowych protestów w obronie wolnych sądów.
Prawniczka Danuta Wawrowska jest kolejną osobą przesłuchiwaną ws. lipcowych protestów w obronie wolnych sądów. fot. archiwum prywatne
Państwo jeszcze nie bije, ale już szczypie, szarpie i popycha, by sprawdzić jak zareagujemy – mówi Danuta Wawrowska, prawniczka, która kilka dni temu musiała zeznawać na policji ws. swojego udziału w manifestacji w Słupsku w obronie wolnych sądów. W rozmowie z naTemat mówi, że policja za wszelką cenę dąży do tego, by ukarać organizatora lipcowych zgromadzeń pod pretekstem zanieczyszczenia ulicy... woskiem ze świec.

Kiedy i jak dowiedziała się pani, że policja chce panią przesłuchać?



W Czarny Wtorek. Zadzwonił do mnie policjant z informacją, że jestem wezwana jako świadek w sprawie zgromadzeń lipcowych pod sądem w Słupsku.

Co mu pani odpowiedziała?

Że przyjdę, ale nie dzisiaj, bo biorę udział w Strajku Kobiet. Umówiliśmy się więc na czwartek wczesnym popołudniem. Zazwyczaj nie mam pamięci do dat, bo robię tak dużo rzeczy, że nie mogę sobie dokładnie przypomnieć, ale to było dokładnie tego samego dnia, gdy policja weszła do antyprzemocowych organizacji kobiecych i zarekwirowała komputery.

W czwartek przyszła pani na komisariat. Co się stało później?

Zażądałam od policjanta, by wręczył mi dokument z sygnaturą i numerem sprawy. Powiedziałam, że nie będę zeznawać, jeśli policja nie powie mi w jakiej sprawie. Funkcjonariusz chwilę się zastanawiał, a potem podał mi te informacje.

Jak się zachowywał policjant, który panią przesłuchiwał?

Mam wrażenie, że było mu głupio. Przeprosił mnie za pytania, które musi mi zadać. Powiedział, że to nie on je wymyślił, że przesłano mu je z komendy rejonowej. A potem wyciągnął kartkę i zaczął mnie przesłuchiwać.

O co pytał?

Czy w dniach od 16 do 23 lipca uczestniczyłam w demonstracjach pod sądem w Słupsku. Odpowiedziałam, że byłam na kilku, ale nie pamiętam na których konkretnie. Pytał też, czy wiem, kto był organizatorem tych zgromadzeń. Odpowiedziałam, że ludzie zbierali się spontanicznie, tak jak po śmierci papieża Jana Pawła II. Różnica polega na tym, że wtedy ludzie zbierali się pod kościołami, a teraz pod sądami.

I co na to policjant?

Szczęka mu opadła (śmiech). Ale szybko wrócił do swojej kartki z pytaniami. Bardzo chciał wiedzieć, czy znałam innych uczestników demonstracji – odpowiedziałam że niektórych znam z widzenia, nie podałam żadnych nazwisk. Pytał też, kto trzymał znicz, a kto świeczkę.

Dlaczego?

Bo to całe przesłuchanie, podobnie jak poprzednie przesłuchanie byłej sędzi Trybunału Stanu, Anny Boguckiej-Skowrońskiej, ma na celu ukaranie organizatorów zgromadzenia pod pretekstem zanieczyszczenia ulicy woskiem ze świec. Nie mogą nikomu postawić zarzutów za protestowanie przeciwko ustawom PiS, więc szukają innego powodu.

Co pani odpowiedziała na pytanie o świece?

Że zauważyłam tylko znicze i światła z ekranów telefonów komórkowych. A gdy zapytał o to, w jakich godzinach odbywały się zgromadzenia, odpowiedziałam że wieczorem. Policja potrzebuje konkretnych godzin, by postawić komuś zarzuty.

Jak się pani czuła z tym, że jest przesłuchiwana za udział w demonstracji?

Upokorzona, bo wiem do czego zmierza to przesłuchanie, po raz pierwszy w życiu musiałam się tłumaczyć z tego, w czym brałam udział. Było to dla mnie bardzo przykre. Nie chcę powiedzieć, że to było jak policzek, bo to byłoby za mocne, ale czułam, że to naruszenie mojej godności. Ta cała nadmuchana sprawa to eksperyment władzy, która sprawdza co się stanie, gdy zacznie ścigać ludzi z powodów politycznych. Państwo jeszcze nie bije, na razie szczypie, szarpie, szturcha i patrzy, jak zareagujemy.

Jakiej reakcji opinii publicznej pani oczekuje, jeśli ktoś dostanie zarzuty za manifestacje w obronie sądów?

Solidarności. Zresztą to nie tylko kwestia nadziei - gdy napisałam na Facebooku, że policja wezwała mnie na przesłuchanie, odezwało się do mnie wiele osób z różnych środowisk, które zapowiedziały, że jeśli będzie trzeba, przyjadą pod słupski sąd i będą manifestować w obronie oskarżonych. Myślę, że to jest coś, co w takich okolicznościach powinno się wydarzyć. Jeśli społeczeństwo nie zareaguje, procesy polityczne ruszą w całej Polsce.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...