Odmówił złożenia przysięgi królowi Hiszpanii. Kim jest Carles Puidgemont, największy orędownik niepodległej Katalonii?

Carles Puidgemont, premier Katalonii.
Carles Puidgemont, premier Katalonii. Fot. Screen/https://youtu.be/tMw3spnA394
W ostatnich tygodniach pisały o nim media całej Europy i nie tylko. Tydzień po referendum w Katalonii podobne głosowanie odbyło się w Brazylii. Południowe stany postanowiły się odłączyć i wszędzie podkreślano – niby żartem – że poszły w ślady regionu, którego premierem jest Carles Puidgemont. 130. premier Katalonii w historii, który sprawił, że jej sprawa tak mocno nagle odżyła. W tysiącach ludzi rozbudził wielkie nadzieje. A potem nagle ogłosił, że decyzja o niepodległości zostaje odłożona.

Carles Puidgemont to Katalończyk z krwi i kości. Urodził się w Katalonii, studiował katalońską filologię, pracował w katalońskich mediach, tworzył gazetę "Catalonia Today", nawet współtworzył Katalońską Agencję Prasową i napisał kilka książek – jedna z nich dotyczyła tego, jak zachodnie media patrzą na Katalonię. Słowo "Katalonia" towarzyszy mu praktycznie we wszystkim, czym do tej pory się zajmował. Można powiedzieć, że bił nawet katalońskie rekordy.



Gdy w 2011 roku został burmistrzem Girony, był pierwszym Katalończykiem, który przełamał 32-letnie rządy socjalistów w tym mieście. A gdy w 2016 roku stanął na czele całej Katalonii, jako pierwszy premier tego regionu odmówił złożenia przysięgi na wierność konstytucji i królowi Hiszpanii. Można zatem uznać – właściwy człowiek na właściwym miejscu. To on konsekwentnie nagłośnił sprawę Katalonii, stał się największym orędownikiem jej niepodległości i doprowadził do referendum, które obiło się tak ogromnym echem w świecie.

Podobno był tak zdeterminowany, by je przeprowadzić, że w ostatnim czasie zwolnił kilka osób ze swojego otoczenia, które ośmieliły się wątpić w powodzenie tego głosowania. – To nie jest czas dla tchórzy – powiedział w 2016 roku, gdy obejmował urząd. – Nie boję się – powtórzył teraz, choć hiszpańskie władze groziły mu więzieniem.
"On potrafi grać w szachy"
Dlatego tym bardziej we wtorek zaskoczył wielu. W Hiszpanii wszyscy spodziewali się, że po ostatnich wydarzeniach szybko i jednoznacznie ogłosi niepodległość Katalonii, ale nic takiego się nie stało. "Wprowadził zamęt" – komentowane jest jego wystąpienie. W sieci nie brak pytań, o co chodzi. "Zdradził swoich sympatyków" – ktoś pisze.
Carles Puidgemont niby podpisał deklarację o niepodległości, ale tak naprawdę decyzję w tej sprawie odłożył o kilka tygodni. Zdecydował, że chce mediacji. – Hiszpanie i Katalończycy żyją w jednym kraju. Musimy współpracować – powiedział. Więcej o jego wystąpieniu pisaliśmy tutaj.

Mimo zaskoczenia nie brak jednak opinii, że doskonale wiedział, co robi. "On potrafi grać w szachy, a premier Hiszpanii nawet jeszcze nie kupił podręcznika", "Hiszpański rząd nie wie, co to dialog" – oceniają internauci.
Dla dziennikarstwa porzucił studia
Carles Puidgemont ma 55 lat, media często zwracają uwagę na jego fryzurę na "Beatlesa". Podobno kryją się pod nią blizny, pozostałość po poważnym wypadku samochodowym, który cudem przeżył, gdy miał 21 lat.

Pochodzi z małej miejscowości Amer, z licznej rodziny z ośmiorgiem dzieci, jest synem piekarza, a nad drzwiami do rodzinnej piekarni wisi katalońska flaga. Miał 13 lat, gdy zmarł generał Franco, więc doskonale pamięta tamte czasy. Chodził do hiszpańskiej, kościelnej, szkoły, ale w domu – jak większość – mówił po katalońsku. "Uparty" – podsumował go w wydanej niedawno biografii dziennikarz i przyjaciel Carles Porta.

Zanim został premierem Katalonii w Hiszpanii, raczej nie był znany. Politykiem nie jest zresztą "od zawsze". Był dziennikarzem i to z niemałym dorobkiem. W lokalnej gazecie "Diari de Girona" zaczął pracować, gdy miał 16 lat. A potem dla dziennikarstwa porzucił studia i nigdy ich nie ukończył. Przez lata pracował dla gazety "El Punt", potem był jej redaktorem naczelnym, założył agencję prasową i anglojęzyczne pismo, którym dziś kieruje jego żona – pochodząca z Rumunii Marcela Topor, z którą ma dwie córki.

Demonstrował już w latach 80.
Dopiero w ostatnich latach zajął się polityką, posłem katalońskiego parlamentu został w 2006 roku. Do 2016 roku był burmistrzem Girony. Tu ciekawostka – podobno miał wpływ na to, że właśnie w tym mieście pojawiła się ekipa "Gry o Tron" i kręcono tu zdjęcia do 6. sezonu. Ale nawet mimo to, gdy stanął na czele Katalonii, niektórzy mieli problem, jak wymawiać jego nazwisko.
Za to w demonstracjach za niepodległością Katalonii brał udział już w latach 80., kiedy – jak podkreśla nawet "New York Times" – ruch kataloński był jeszcze w powijakach. Był jednym z założycieli młodzieżówki narodowej w Gironie.

– Zawsze bronił wszystkiego, co wiązało się z katalońską kulturą, historią i językiem. Interesował się również innymi kwestiami, np. Europą, ale myślę, że większość tego, co zrobił w swoim życiu, była związana z niepodległością Katalonii – powiedział gazecie Xevi Xirgo, naczelny "El Punt Avui", który przed laty pracował z Puidgemontem. Jako zwolennik niepodległości pojechał nawet do Słowenii, gdy ta – w 1991 roku – odłączała się od Jugosławii. I gdzie również referendum było zakazane.

Kto wie, co wtedy siedziało mu w głowie. I czy byłby w stanie wówczas przewidzieć, że kiedyś właśnie od niego może zależeć przyszłość całej Hiszpanii.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...