Kuriozalne przesłuchanie świadka ws. Ewy Tylman. Adwokat: "Czy pan wie, co oznacza napis na pana bluzce?"

Kuriozalne przesłuchanie w sprawie Ewy Tylman
Kuriozalne przesłuchanie w sprawie Ewy Tylman Fot. Jędrzej Nowicki / AG
– Z takimi osobami ten proces zostanie ośmieszony – mówił po ostatnim posiedzeniu sądu w sprawie śmierci Ewy Tylman pełnomocnik rodziny dziewczyny. O co chodzi? O przesłuchanie świadka, który rzekomo widział kłótnię Tylman i Adama Z. w dniu, w którym kobieta zaginęła. Relacjonuje je poznańska "Gazeta Wyborcza".

W środę sąd przesłuchiwał Grzegorza W., 30-latka ze Śremu pod Poznaniem, który został zgłoszony jako świadek przez prokuraturę. Mężczyzna odsiaduje wyrok za przywłaszczenie mienia. W maju tego roku napisał do prokuratury, że ma wiedzę o "przestępstwie popełnionym na terenie Poznania". Policjantowi powiedział, że widział kłótnię, która poprzedziła śmierć Ewy Tylman.



Przesłuchanie zamieniło się jednak w komedię. Grzegorz W. urządził przed sądem farsę. Plątał się w zeznaniach, udzielał absurdalnych odpowiedzi, zasłaniał się niepamięcią. Mówił np., że w dniu zaginięcia Tylman poznał na dyskotece w Poznaniu pewną kobietę, którą odprowadzał do domu (tak dotarł nad Wartę). Jednak nie potrafił powiedzieć, jakimi ulicami szli, nie chciał też podać swojego numeru telefonu, z którego miał wtedy dzwonić po taksówkę. – Dzwoniłem z telefonu na kartę, który nie był zarejestrowany - tłumaczył.

Dalej było jeszcze gorzej. Sędzia zwróciła bowiem uwagę, że w pierwszej relacji przekazanej policjantowi Grzegorz W. przekonywał, że najpierw odprowadził do domu poznaną dziewczynę, a nad Wartą pojawił się w drodze powrotnej. Poza tym twierdził wówczas, że do domu wracał samochodem, a nie taksówką. Sędzia pytała, kiedy mówił prawdę: w rozmowie z policjantem czy przed sądem.

– Wie pani, wydaje mi się, że było tak, jak mówiłem dzisiaj – odparł mężczyzna. Proszony o numer rejestracyjny samochodu, którym się poruszał, też zasłonił się niepamięcią.

W końcu cierpliwość stracił pełnomocnik rodziny Tylman Wojciech Wiza. Zauważył, że świadek miał bluzę z angielskim napisem "True", czyli prawda. – Czy pan wie, co oznacza napis na bluzce? – spytał. – Nie wiem – odparł mężczyzna. – Zapytałem, bo chciałem wiedzieć, czy ubrał pan tę bluzę celowo – dodał prawnik.

Jest duża szansa, że sąd przekaże sprawę Grzegorza W. prokuraturze. Mężczyzna może odpowiedzieć za składanie fałszywych zeznań.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...