Lekarze obejrzeli "Botoks" i odpowiadają Vedze. 3 główne tezy i 3 manipulacje

Patryk Vega, reżyser "Botoksu"
Patryk Vega, reżyser "Botoksu" Fot. Mat. prasowe do filmu "Pitbull"
Pracownicy służby zdrowia obejrzeli "Botoks" i mają jeden wspólny wniosek: sceny zaprezentowane w tym filmie to zbitka "legend z różnych czasów". Ale są także aspekty, o których należało opowiedzieć, ale bez wulgaryzmów.

Patryk Vega, twórca kontrowersyjnego "Botoksu", gościł wczoraj w TVP Info. W rozmowie z Michałem Rachoniem w programie "Minęła 20" w mocnych słowach bronił filmu. To nikogo nie dziwi. Zdziwiło zapewne stwierdzenie, że on był tylko "narzędziem, dostał film z góry", a to "Biblia mówi mu, jak żyć". Reżyser po raz kolejny podkreślił, że jego głośna produkcja jest owocem wielu rozmów z lekarzami, ratownikami medycznymi i pielęgniarkami. I po raz kolejny wyliczył długą listę grzechów polskiej służby zdrowia. Wypowiedzi Patryka Vegi z TVP odczytaliśmy lekarzom i ratownikom medycznym. Wszyscy jednym głosem mówią, że film był potrzebny, ale głównym jego problemem jest fakt, że bazuje na legendach, które poznaje każdy nowy lekarz rozpoczynających pracę w szpitalu.



Tuszowanie błędów lekarskich, zabójstw

– Oczywiście jest cała masa świetnych lekarzy, którzy rzetelnie wykonują swoją pracę, natomiast nie zmienia to faktu, że jest cała masa partaczy, błędów lekarskich, które są tuszowane, zabójstw – w moim mniemaniu – które są również w prosty sposób ukrywane przed prokuraturą i cała masa niedociągnięć. I te rzeczy powinny być piętnowane. Bo wszyscy, wiele razy w roku chodzimy do lekarza i uważam, że powinniśmy czuć się bezpiecznie – stwierdził Vega we wczorajszej rozmowie z Michałem Rachoniem.

Lekarz Marek Stankiewicz:
– Tuszowanie zabójstw? Mnie nie są znane morderstwa, a znane są mi błędy i zaniedbania lekarskie. To z całą pewnością. Ale tam, gdzie się drzewo rąbie, tam drwa w różne strony lecą. W jakiejś ogólnej masie zdarzeń może się zdarzyć błąd czy zaniedbanie lekarskie, o których oni sami i pacjenci informują Izbę Lekarską. Tam podejmowane są setki, tysiące postępowań wyjaśniających rocznie.

Ginekolog Jacek Tulimowski: – Jak mówił świętej pamięci profesor Zieliński: "Ten nie robi błędu, kto nic nie robi". Z medycyną nie jest jak z algebrą, że 2 plus 2 jest 4. W medycynie może być 44 albo 15. W medycynie nie wszystkie rzeczy są przewidywalne.
My, lekarze, czasami zasłaniamy się dużymi klauzulami dotyczącymi np. powikłań po zabiegach. Często pacjentka pyta, dlaczego ma podpisać siedem stron papierów dotyczących operacji. Później wychodzi i mówi: "a widzi pan, mi się nic nie stało, a pan mi kazał tyle stron podpisać". Może nic się nie wydarzyć, ale może też coś się stać nagle. Czy to jest tuszowane? To straszny ogólnik. Generalnie czego byśmy się w naszym kraju nie dotknęli, to możemy w każdej grupie zawodowej, to samo powiedzieć.

Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Komisji Zakładowej Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego przy WSPRSPZOZ w Zielonej Górze: – Wrzucanie wszystkiego do jednego worka krzywdzi bardzo wielu, bardzo porządnych fachowców.

Korupcja w szpitalach, firmy farmaceutyczne "kupujące" lekarzy



Ginekolog Jacek Tulimowski:
– Zacznijmy od pytania o korupcję firm farmaceutycznych.
Znam to środowisko bardzo dobrze i nie widzę tzw. korupcji. Czasy zmieniły się na tyle, że jeżeli ja chcę wyjechać na konferencję, to muszę złożyć aplikację do firmy z pytaniem, czy mogą mi ten wyjazd opłacić. Jeśli złożę aplikację, oni odpowiedzą, że mają fundusze na pokrycie kosztów, to ja wcale nie dostanę go w prezencie. Tylko w formie PIT-u, czyli mojego przychodu, gdzie będzie napisane, że otrzymałem pieniądze na taki a taki wyjazd na szkolenie. I z tego muszę uiścić opłatę fiskusowi, bo to jest mój przychód.

– Czy firmy farmaceutyczne korumpują lekarzy? Problem jest złożony. Czy obecność alkoholu na stacjach benzynowych powoduje wzrost pijaństwa kierowców? Nie, bo ten, kto nie chce pić, nie pije. Jeżeli lekarz jest przyzwoity i nie wierzy w skuteczność danego preparatu, to albo firmy nie wpuszcza do gabinetu, albo go nie przepisuje.

– Przynajmniej od 10 lat nie przypominam sobie, żeby którakolwiek firma mi cokolwiek kupiła. Nawet notesu. Dawniej firmy farmaceutyczne przywoziły pod koniec roku kalendarze, notesy. Teraz tego nie ma. Dlatego, że notes z reguły kosztuje 20 zł. I w sensie sumy przekracza to możliwość dawania tego w postaci prezentu.

Lekarz Marek Stankiewicz: – Czy firmy farmaceutyczne kupują lekarzy? Tak, próbują. Za firmami farmaceutycznymi stoi ogromny kapitał finansowy. Wydatki na leki refundowane wciąż rosną w związku z czym lekarze są zachęcani do tego, żeby ordynować te a nie inne leki. Czy lekarze ulegają tym pokusom? Myślę, że tak. To jest zarzut w dużym stopniu trafiony. Natomiast, czy jest to powszechne zjawisko? Nie wiem, nie mam badań na ten temat.

"Handel lewymi lekami"


– Wreszcie w filmie scena pomysłu na wymyślenie nieistniejącej choroby tylko po to, żeby leczyć ją lekiem, który również lekiem nie jest. To jest również pana zdaniem rzeczywistość tego rynku na świecie? – zagadnął Vegę Michał Rachoń. – Handel lewymi lekami jest jedną z najbardziej dochodowych gałęzi przestępczości w obecnym świecie. Również w przypadku Polski – odpowiedział reżyser "Botoksu".

Ratownik medyczny Roman Badach-Rogowski: – W tej chwili jest to praktycznie niemożliwe. Były przypadki, że ginęły różne medykamenty. Ale obecnie na tyle poprawiono nadzór nad lekami, że to się nie zdarza. Dawniej słyszeliśmy o tym, że lekarze byli premiowani za dane leki wycieczkami, otrzymywali finansowe gratyfikacje. Ale ileż takich przypadków udowodniono? W tej chwili prawo na tyle zmieniono, że tego już nie ma.

Lekarz Marek Stankiewicz: – Nie znam przypadków handlu lekami w szpitalu. Lekarze nie zajmują się dystrybucją leków. To jest domena farmaceutów. Jeżeli jest gdzieś handel lekami, to jest to przestępstwo.

Ogóle refleksje pracowników służby zdrowia po obejrzeniu "Botoksu":


Ratownik medyczny Roman Badach-Rogowski: – Filmy pana Vegi są przejaskrawieniem tylko w jedną stronę. To jest tak jakbyśmy ze wszelkich tortów wzięli tylko przysłowiowe "wisienki". I on zebrał same wisienki, ale nikt nie zna smaku tortu. Te "wisienki" to np. zdejmowanie butów z trupa. Może kiedyś się to wydarzyło, ale niektóre rzeczy w środowisku medycznym krążą od lat jako legendy.

Ten film miał zaszokować i szokuje wulgaryzmem. A reszta to jest po prostu zbitką z różnych czasów. Myślę, że powinno się mówić o tym, co się w tej chwili dzieje się w szpitalach.


Lekarz Marek Stankiewicz:
– W tym filmie uderza mnie taki anons na plakacie "leczenie grozi śmiercią". To jest wprost niedopuszczalne. Poza tym, ogromna ilość wulgaryzmów. Czy zaufanie pacjenta do lekarza można budować językiem rodem z rynsztoku?

Ginekolog Jacek Tulimowski: – Cieszę się, że obejrzałem ten film. To jest jakiś kamyczek wrzucany do ogródka , głos w dyskusji. Bo dyskusja na temat służby zdrowia mimo wszystko powinna się toczyć. Film porusza problemy, które są obecne, jak np.: brak empatii, przepracowanie, rutyna, możliwość korumpowania środowisk, nieszanowanie ludzi. Sądzę natomiast, że niektóre sceny filmu należałoby "zrewitalizować", bo są po prostu archaiczne.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...