Wirtualna rzeczywistość przyprawia o ciarki i mdłości. Sprawdziłem dla was wszystkie najpopularniejsze gry VR

Rekord Guinessa to spędzenie 25 godzin w wirtualnej rzeczywistości. Niektórzy ledwo wytrzymują kilka minut.
Rekord Guinessa to spędzenie 25 godzin w wirtualnej rzeczywistości. Niektórzy ledwo wytrzymują kilka minut. Screen z YouTube / Super Deluxe
Wirtualna rzeczywistość tak imituje prawdziwą, że błędnik szaleje. Długotrwałe granie ze specjalnymi okularami zakrawa o masochizm. Strasznie żałuję, że to, co jest rewolucyjne i naprawdę wspaniałe, starcza tylko na kilkanaście minut przyjemności, a potem staje się katorgą.

Playstation VR (ang. virtual reality) świętuje właśnie rok działalności. Wydawać by się mogło się, że to coś tak rewolucyjnego, że specjalny hełm powinien mieć już każdy gracz, a jednak mało o tym słychać, prócz widzianych co jakiś czas reklam na bilbordach. Póki co sprzęt pozwalający pogłębić wirtualne wrażenia trafił "tylko" do miliona użytkowników konsoli. To raczej nie kwestia ceny, ale ułomności tej technologii. To samo zresztą tyczy się okularów Oculus Rift i tym podobnych.
Podajcie mi miskę!
Od dłuższego czasu podejrzewałem, że wirtualna rzeczywistość nie jest dla mnie. Przekonałem się o tym ok. 2 lata temu latając po świecie Google Street View - wystarczył do tego smartfon włożony w specjalne okulary, które zakłada się na głowę. Pierwsze wrażenie było niesamowite - mogłem się rozglądać na wszystkie strony, tak jak to sobie można wyobrazić myśląc o wirtualnej rzeczywistości. Jednak po kilkudziesięciu sekundach musiałem to ustrojstwo zerwać z głowy, bo zebrało mi się na wymioty. Myślałem, że z choroby lokomocyjnej już wyrosłem, ale znów sobie przypomniałem jakie to uczucie.
Postanowiłem sprawdzić, jak współcześnie prezentuje się ta technologia przyszłości i czy jest czymś tak przereklamowanym i niepotrzebnym jak filmy 3D w kinach. W miniony weekend w stolicy miały miejsce targi Warsaw Games Week, na których prócz wielu premierowych "zwykłych" gier, miałem w jednym miejscu dostęp do pełnego wachlarza tytułów VR-owych. Zagrałem więc... we wszystkie. Zajęło mi to cały dzień, który będę wspominać jako jeden z najgorszych i najlepszych w moim życiu.

Trudno mi przeboleć fakt, że jako zapalony gamer, nie mogę korzystać z dobrodziejstw kolejnego etapu rozwoju branży gier. Spodziewając się pewnych nieoczekiwanych zwrotów akcji, porządnie się wyspałem i ruszyłem na stoiska. Nieraz musiałem opuszczać je bardzo szybko, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Z jednej strony chciałem sprawdzić, jak się prezentuje obecny VR-owy rynek (jest naprawdę nieźle), ale z drugiej strony strasznie się wymęczyłem, a i tak robiłem sobie przerwy i grałem dosłownie po kilkanaście minut. Brzmi to idiotycznie, ale pytałem innych uczestników imprezy o ich wrażenia – mieli podobnie. Nie tylko ze mną jest coś nie tak, ale z tą technologią. Na szczęście nie każda gra przyprawiała mnie mdłości, o czym poczytacie za chwilę.
Bravo Team
PS4 VR / 2018
Na pierwszy ogień "Bravo Team", które nie dało mi powodów do odwiedzenia toalety. Gra się w ten tytuł świetnie, z pewnością będzie hitem na konsolach. Bravo Team to taktyczna, sieciowa strzelanka - zamiast luźnego biegania po terenie, przemieszamy się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu osłony - samochodu, skrzynki itd. Kiedy już mamy tak zdobytą bazę - eliminujemy przeciwników i brniemy dalej. Gra powstała pod wirtualną rzeczywistość oraz PS VR Aim Controller, który imituje karabin. Wrażenia są naprawdę niesamowite, poruszając ciałem możemy się wychylać zza osłony, a celowanie i strzelanie nie odbiega od tego z prawdziwą wiatrówką. Błędnik czuł się nieźle ze względu na małą dynamikę akcji.
DriveClub
PS4 VR / 7.10.2014
Gra już "wiekowa" i powstała jeszcze przed erą VR, ale wrażenia z zjazdy na odpowiednim fotelu z kierownicą (ja grałem na Playseat) są "bliskie prawdziwości" (siedzimy we wnętrzu auta i możemy się rozglądać np. na boki). To gra nie dla mnie z dwóch powodów: nie lubię symulatorów jazdy oraz po chwili miałem mdłości i ledwo wstałem z fotela (zresztą nie ja jedyny). Choroba lokomocyjna uderzyła z podwójną siłą. Może to kwestia przyzwyczajenia, ale nie zamierzam katować się na siłę.
Farpoint
PS4 VR / 17.05.2017
Zostajemy w temacie choroby lokomocyjnej. W pewnym momencie grania w "Farpoint" aż zachwiałem na nogach, tak mi się zakręciło w głowie. Podobnie jak "Bravo Team", jest strzelanką, ale z możliwością poruszania się we wszystkich kierunkach, a nie tylko od punktu do punktu. Mózg jednak nie daje się tak łatwo oszukać i odmawia posłuszeństwa, dlatego kosmici dawali mi takiego łupnia, że przez kwadrans praktycznie nie ruszyłem się z miejsca, co chwilę ginąłem i w końcu odpuściłem.
Gran Turismo Sport
PS4 VR / 17.10.2017
Kolejna część popularnej serii ma teraz premierę i raczej odradzam wybieranie wersji VR. Wystarczy nam sama kierownica i fotel. Doszedłem do wniosku, że w przypadku samochodówek hełm jest zbędny. I tak kąt naszego widzenia, gdy jeździmy autem, ogranicza się do tego co widzimy przed oczami oraz kątem oka - nie musimy się rozglądać. No chyba, że ktoś chce pooglądać sobie wnętrze cyfrowej bryki. Paradoksalnie w tym przypadku nie mogłem się skarżyć na mdłości, choć gdy wpadałem w poślizg już sam nie wiedziałem czy kręci mi w głowie, bo straciłem panowanie nad autem czy błędnikiem.

G2A Land
Oculus / 08.05.2017
Ok, to nie była żadna gra, ale prezentacja (w tym przypadku miasta Gotham z Batmana) i trochę było mi głupio, bo siedziałem na stoisku dla dzieci. Dostałem za to czekotubkę, a potem wyczytałem, że to produkcja studia z Rzeszowa. Niestety znów nie miałem do czynienia z przyjemnością, a męczarnią. Podobnie było na innym stoisku (T-Mobile), gdzie również najmłodsi mogli doświadczyć wirtualnej rzeczywistości. Płynąłem sobie statkiem, więc chyba miałem tym razem do czynienia z chorobą morską.
Jedi Challenges
Lenovo / 2017
Pewnie wiele dzieciaków bogatych rodziców znajdzie ten gadżet pod choinką. To autorska technologia Lenovo. Do okularów wsadzamy naszego smartfona (z odpowiednią aplikacją), w ręku trzymamy kontroler przypominający miecz świetlny z "Gwiezdnych Wojen", a gdzieś na ziemi stawiamy "świecącą kulkę" (tzw. beacon). To nie wirtualna, a poszerzona rzeczywistość w stylu "Pokemon Go" - możemy walczyć na miecze z holograficznym przeciwnikiem, który tak jakby materializuje się w naszym pokoju (ja zmagałem się z Darthem Maulem). Póki co dostępny jest jeden tryb, ale w przyszłości mają pojawić się kolejne wraz z dodatkowymi akcesoriami. Cena (ponad 1000 zł!) jest jednak zupełnie nieproporcjonalna dla mało uniwersalnego zestawu z jedną prostą grą. Ale za to nie mogłem narzekać na mdłości, ale co z tego, skoro i tak "Jedi Challenges" szybko się nudzi.
Zero Killed (Special Forces VR)
Bieżnia Disco 1.6 / 2018
Polacy nie gęsi, swój VR mają! Okazuje się, że nie zostajemy w tyle za Japonią i USA i tworzymy tzw. bieżnię wielokierunkową. Zakładamy czujniki na nogi i coś na kształt plecaka przypiętego to wielkiej, metalowej konstrukcji. Z plastikowym karabinem poruszamy się w "brodziku". Tutaj faktycznie gramy całym naszym ciałem, bo przemieszczamy się nie naciskając guziki, tylko drepcząc w miejscu, a nasze ruchy przenoszone są do wirtualnego świata. Nie jest to łatwa sprawa, ale wrażenia są niesamowite, rodem z filmów science-fiction. Sprzęt ma kosztować jednak ok. 10 tysięcy złotych, więc raczej prędzej dostaną go żołnierze niż my. Sama gra, tworzona zresztą też przez Polaków, jak i bieżnia są na razie w fazie tworzenia, jednak mogą być kolejnym etapem wirtualnej rewolucji, bo w mniejszym stopniu oszukują błędnik.
Spider-Man: Homecoming VR
PS4 VR / 30.06.2017
O byciu superbohaterem marzy niejeden z nas, ale w realnym świecie nie mamy na to szans. Wirtualna rzeczywistość powstaje właśnie dla zaspokojenia takich próżnych pragnień. Jakie to uczucie, gdy po założeniu okularów i czerwono-niebieskiego trykotu stajemy się Człowiekiem Pająkiem? Wbrew pozorom mało dynamiczne. Spojrzenie w dół z żurawia podnosi ciśnienie, ale podobnie jak w "Bravo Team" - nie latamy sobie tam gdzie chcemy, między wieżowcami, tylko poruszamy się w wyznaczone przez twórców miejsca i tam strzelamy pajęczyną do celów lub wrogów. Celowanie z pałkami PS Move dostarcza sporo frajdy, ale brakuje mi tej pełnej swobody.
Stifled
PS4 VR / 2018
To najciekawszy pod względem pomysłu tytuł na VR, w jaki grałem. Nie można tu mówić o kiepskiej grafice, bo w "Stifled" jej praktycznie nie ma. Poruszamy się w całkowitych ciemnościach, a ekran jest czarny dopóty, dopóki nie wydamy jakiegoś dźwięku: rzucimy o ziemię wirtualnym kamieniem lub całkiem realnie... będziemy oddychać (okulary PS VR mają mikrofon). Wtedy pojawiają się zarysy otoczenia - twórcy pożyczyli zdolność echolokacji od nietoperzy. Nie wspomniałem, że to horror, który może poważnie straszyć: gdy ze stresu będziemy szybciej oddychać, usłyszy nas potwór, gdy wstrzymamy oddech, nic nie zobaczymy, ale pozostaniemy w ukryciu, ale ile tak wytrzymamy słysząc niepokojące dźwięki? Niestety, na Warsaw Games Week było za głośno (nawet w słuchawkach), więc nie wczułem się w pełni w klimat, jednak nawet demo (przeraźliwy krzyk jakiegoś demona, przypominającego przerośniętego bobasa, pamiętam do dziś) pozwala sobie wyobrazić w jak ciekawą produkcję będziemy mogli pograć. Nocą, w pustym pokoju.
Superhot
Oculus / 25.02.2016
"Superhot" jest moim faworytem z targów - grałbym dłużej, jednak wstyd mi było tak blokować kolejkę. Co prawda, stworzona przez łodzian (!) gra, już jakiś czas temu wprowadziła niezłe zamieszanie na rynku wideo, jednak dopiero teraz miałem okazję wydobyć z niej jeszcze więcej niesamowitych wrażeń, dzięki okularom Oculus Rift i małym kontrolerom zakładanym na dłonie. Pozwalają "chwytać" przedmiot lub broń i odpowiednio rzucać nim lub strzelać. Czułem jakbym to naprawdę robił, do tego wrogowie nadciągają z każdej strony, a spowolniony czas przywodzi na myśl sceny z "Matrixa" - wyginałem się do tyłu, by uniknąć kul i niszczyłem je ręką w locie. Rewelacja. I nie miałem mdłości!
The Inpatient
PS4 VR / 21.11.2017
Horrory to ulubiona tematyka twórców gier wykorzystujących wirtualną rzeczywistość, bo nowoczesny sprzęt daje większe możliwości w napędzeniu stracha niż zwykłe kino. Nie inaczej jest tym razem: zaczynamy przypięci do wózka inwalidzkiego w ponurym szpitalu - domyślacie się więc z z jakim ciężkim klimatem mamy do czynienia. Rzecz jasna, było mi niedobrze, a sterowanie wkurzało - nie idziemy, tylko płyniemy do przodu, a okręcamy się już nie tak płynnie, lecz skokowo - jak w starych przygodówkach w stylu "Myst" z 1993 roku (sic!) i "Transference" (o którym za chwilę). Natomiast samo zwiedzanie dusznej, zamkniętej placówki to jak zwykle uczucie z dreszczykiem na plecach.
Transference
PS4 VR / 2018
Zazdroszczę ludziom, którzy mogą grać ze sprzętem VR bez zawrotów głowy. Zwłaszcza, że w tę produkcję zamieszany jest sam Frodo, czyli Elijah Wood, wiec spodziewajmy się mocno filmowych przeżyć. Gra udaje program, który pomaga osobom ze stresem pourazowym. Trafiamy do przeciągniętego negatywnymi emocjami domu, w którym możemy się przenosić w czasie, by rozwikłać zagadkę mieszkającej tam rodziny. We fragmencie, w którym grałem, najpierw widziałem scenę samobójstwa w piwnicy, a potem sam... strzelałem sobie w twarz. Ta gra będzie "ryła beret" również ze względu na nieniepokojące elementy jak zniekształcenia obrazu tzw. glitche (np. widziałem przenikającą przez samą siebie lampę, kanciastego kanarka czy pogięte drzwi). Tłumaczone to jest niedoskonałościami programu, ale dobrze wiemy, że tak twórcy wybrnęli z niedoskonałości grafiki. Niestety, po kwadransie wstałem zlany potem, a nogi miałem jak z waty. Szkoda, że ominie mnie tak wyborny tytuł.
Until Dawn: Rush of Blood
PS4 VR / 13.10.2016
To ciekawe jak historia zatacza koło w każdej dziedzinie. Jeszcze pamiętam strzelanie do kaczek, czyli "Duck Hunt" na Pegasusa czy "Terminatora" na automatach nad Zalewem Sulejowskim, a tu znów mogłem przeżyć to samo, ale jeszcze "mocniej" i ładniej. Pałki od PS Move służą za pistolety i tak sobie zwiedzamy upiorny dom najgorszych strachów strzelając do biegnących na nas maszkar. Problem poruszania został rozwiązany kolejką górską, a twórcom naprawdę współczuję - nie wiem jakie trzeba mieć koszmary, by wykreować taką makabrę (wiszące, zakrwawione truchła świń są niesamowicie obrzydliwe!). To jeden z najlepszych tytułów VR-owych, bo przyprawia o ciarki, bez mdłości.

Rewolucja bez rewelacji
Powiedzmy to głośno i szczerze: wirtualna rzeczywistość to wciąż niedopracowana nowinka. Wizje ludzi w futurystycznych hełmach ciągną się za nami od ubiegłego wieku, ale nadal nie możemy mówić o rewolucji, lecz o renesansie. Fajnie, że branża się rozwija, ale niech deweloperzy nie zapominają o tym, że błędnik... błądzi. Niektórzy omijają ten problem statycznymi elementami w grze ("Bravo Team") lub poruszając postacią za nas ("Until Dawn: Rush of Blood"). Technologiczne sztuczki to bieżnia wielowymiarowa lub rozszerzona rzeczywistość, które współpracują z naszym błędnikiem, ale kosztują swoje.

Błędnik to jedna sprawa, kolejna to same gry. Większość to raczej amatorskie aplikacje i prezentacje możliwości sprzętu, które nie wciągną nas na wiele godzin. Nie mają ani rozbudowanej fabuły, ani ładnej grafiki. Pod tym względem przoduje Playstation VR. Hełm ma wbudowany wyświetlacz, który niestety nie ma takiej mocy jak sama konsola, przez co wyświetla obraz jak z poprzedniej generacji konsol, ale za to mamy do wyboru wiele porządnych tytułów stricte VR-owych. Na dobrą sprawę, można nawet zrezygnować z telewizora i przerzucić się tylko na sam hełm. O ile nie mamy problemów z błędnikiem. Jednak jest tyle "tradycyjnych" gier, które wyglądają o niebo lepiej na dużym ekranie, więc VR pozostaje na razie fajnym dodatkiem.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc pewnie niektórzy będą zastanawiać się nad sprezentowaniem gogli lub hełmu pod choinkę. Czy to dla kogoś innego czy dla siebie. Nie warto brać tego w ciemno, zwłaszcza, że sam hełm PS VR kosztuje obecnie ok. 1700 złotych. Można przetestować je w markecie lub... salonie gier. Okazuje się, że te ostatnie przeżywają teraz drugą młodość właśnie ze względu na drogi sprzęt do wirtualnej rzeczywistości. Rozmawiałem z facetem z warszawskiego Disco: VR, który mówił, że ludzie walą do nich drzwiami i oknami. Salony to też dobre wyjście dla osób, które tak jak ja, nie mogą sobie pośmigać w wirtualnym świecie na dłuższą metę. Można też zaoszczędzić nieco grosza. Ja, jak możecie się domyślić, póki co tęsknym wzrokiem obserwuję i czekam na rozwój sytuacji. Pozostaję przy "tradycyjnym" graniu, bo wiem, że na razie za dużo nie tracę.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...