Uchodźcy, przemytnicy i tajemnicza śmierć. Nowa "Wataha" pokazuje realia z polskiej granicy

Pierwszy odcinek nowej serii "Watahy" zapowiada naprawdę świetną zabawę.
Pierwszy odcinek nowej serii "Watahy" zapowiada naprawdę świetną zabawę. Fot. kadr z youtube.com/HBO
Fani polskich seriali zostali wystawieni na bardzo ciężką próbę - na nowy sezon "Watahy", okrzykniętego przez krytyków najlepszym polskim serialem od lat, widzowie musieli czekać aż trzy lata. Jednak już po pierwszym odcinku widać, że warto było czekać.

Dla tych, którzy jednak nie oglądali pierwszego sezonu należy się krótkie wyjaśnienie: pierwszy sezon serialu opowiada straży granicznej, czyli tytułowej watasze, która w niejasnych okolicznościach zostaje zamordowana. O zamach na kolegów, niesłusznie zostaje oskarżony jeden ze strażników, Wiktor Rebrow. Od tego momentu ukrywa się w przygranicznym lesie i próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojej narzeczonej i przyjaciół.
W drugim sezonie, straż graniczna jest już odbudowana. Co prawda, oficjalne poszukiwania Rebrowa nadal trwają, jednak upływ lat spowodował, że sprawa ta zeszła na dalszy plan. Podstawowym zadaniem straży jest zwalczanie szmuglowania papierosów i alkoholu przez polsko-ukraińską granicę oraz likwidowanie szlaków, przez które zorganizowane grupy przestępcze przeprowadzają nielegalnych imigrantów. I o ile dawniej byli to głównie Ukraińcy i Czeczeni, tak teraz to ludzie z Bliskiego Wschodu mają nadzieję na lepsze życie nielegalnie przekraczając górską granicę. Odniesienia do obecnej sytuacji widoczne są na każdym kroku - Od czasu Syrii, wszystko mamy meldować ABW - takie zdanie pada z ust Markowskiego, dowódcy straży granicznej zaraz po odkryciu kilkunastu ciał imigrantów zamkniętych w opuszczonej retorcie.
Do gry wraca także stary Kalita, który właśnie wychodzi z więzienia. Pod jego nieobecność, działalność jego rodziny i wspólników nie zmieniała się - nadal pod przykrywką tartaku, organizują przemyt alkoholu, papierosów, a teraz także narkotyków. Jeszcze nie wiadomo, czy mają coś wspólnego ze makabryczną śmiercią imigrantów. Do akcji wraca także Iga Dobosz - prokurator, która w pierwszym sezonie prowadziła dochodzenie w sprawie Rebrowa, które było nieskuteczne i doprowadziło do jej zawodowej degradacji. Na koniec pierwszego odcinka nowej serii dochodzi do spotkania tej dwójki bohaterów. Co z niego wyniknie? Na to trzeba poczekać do kolejnych odcinków.
Syria, imigranci, ośrodki dla uchodźców i nowe samochody
Rzeczywistość, którą na co dzień obserwujemy, doskonale współgra z momentem, w którym druga seria "Watahy" weszła na ekrany. Wątki wojny w Syrii, terroryzmu, uchodźców, nielegalnej imigracji, ksenofobii i przemytników ludzi - to wciąż aktualne tematy, które nie są tylko medialną kreacją, ale przede wszystkim realnymi problemami, z którymi zmagają się realni ludzie. Aktualność wątków potwierdzają też "wycieczki na marsze ONR" i... samochody jakimi poruszają się strażnicy (potwierdzam, dokładnie takim sprzętem dysponuje obecnie polska straż graniczna stacjonująca w Bieszczadach).
Co do warstwy produkcyjnej, wstydu także nie ma. Zapierające dech w piersiach zamglone wieczorową porą bieszczadzkie zbocza (to nie jest greenbox), sceny kręcone w prawdziwym górskim lesie (także zimą) czy bardzo dobrze skrojone postaci - to wszystko tworzy naprawdę świetną produkcję, która może konkurować z najlepszymi pozycjami znanymi choćby z Netflixa.



Najlepszy polski serial od lat
Przez wiele lat byliśmy katowani kiczowatymi telewizyjnymi tasiemcami polskiej produkcji, opowiadającymi o życiu rodzin (na przemian albo wiejskich, albo tych mieszkających w miastach), których odcinek 2049 niewiele różnił się od 1586. Jednak od jakiegoś czasu, takie produkcje jak "Pakt", "Belfer" czy opisywana "Wataha" tchnęły powiew nadziei w serca serialomaniaków, którzy nie są już skazani wyłącznie na produkcję zza wielkiej wody. I co ważne, do ich oglądania wcale nie potrzeba telewizora.

Zarówno pierwszą jak i najnowszą serię "Watahy" można oglądać na HBO i HBO GO.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...