"Iskierką" po ulicach Warszawy. Jako pierwsi jeździliśmy przyszłorocznym modelem Yamahy MT-03

Motocykl w tym malowaniu zwraca na siebie uwagę.
Motocykl w tym malowaniu zwraca na siebie uwagę. Paweł Kalisz / naTemat
To miał być koniec sezonu. Większość skuterów i motocykli już stała w garażach, wyczyszczona i przygotowana na przyszłoroczny sezon, aż tu pada propozycja przetestowania modelu Yamahy przygotowanego na rok 2018. Takich propozycji się nie odrzuca, nie ważne, czy zimno, czy deszcz, wsiadłem na MT-03. I żałuję, że musiałem zsiąść.

Motocykl testowałem na raty. Za pierwszym razem ktoś go przewrócił na parkingu, w skutek czego ułamany został kawałek błotnika z mocowaniem tablicy rejestracyjnej i porysowany na krawężniku tłumik. MT-03 wróciło do gry po kilku tygodniach z akcesoryjnych wydechem, dzięki czemu mogę porównać moto fabryczne z tuningowanym. Co ciekawe, to porównanie wcale nie jest miażdżące dla wersji fabrycznej. Ale po kolei.
MT-03 na przyszły rok serwowane są w jednym z trzech kolorów. Czarno-grafitowy, którego nie polecam – małe to, ciemne jakieś, w ogóle nie widać. Jak twierdzi kilku znajomych motocyklistów, każdy czarny motocykl wygląda tak samo. Drugi kolor to niebieski, w typowym dla Yamahy zimnym, wpadającym w fiolet odcieniu. Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadło trzecie malowanie Night Fluo, czarne z jadowicie zielonymi wstawkami fluo. Wygląda to wprost obłędnie, zwłaszcza w połączeniu z felgami w tym samym kolorze, przez co trudno obok tej maszyny przejść obojętnie. Inna rzecz, że czyszczenie tych felg może przyprawić o zgrzytanie zębami, ale czego się nie robi, żeby zadać trochę szyku na ulicach miasta.
To właśnie w mieście MT-03 pokazuje, że nie jest jakąś pierwszą lepszą maszynką na dwóch kołach, to w mieście mała Yamaha pokazuje najlepiej, na co ją stać. A stać na bardzo wiele.
Zacząć trzeba od tego, że motocykl jest mały i lekki. Na tyle mały, że nawet drobna kobieta nie będzie miała problemu, żeby usiąść wygodnie w siodle, a po zatrzymaniu postawi na ziemi pełną stopę. Wysokość siodła od ziemi to zaledwie 780 mm. Jednocześnie ja, wcale nie taki niski facet też nie czułem się na MT-03 jak niedźwiedź na cyrkowym rowerku, głowa mi nie wystawała przed przednie koło, kolanami nie waliłem się w brodę i ogólnie nie mogę narzekać, że motocykl był dla mnie za mały. Moje 184 cm wzrostu ani przez chwile nie cierpiało katuszy i ani razu nie pomyślałem, że fajnie byłoby mieć jednak coś większego pod sobą.
Nie musi też być mocniejsze, przynajmniej tak długo, jak się jeździ po mieście. Dwucylindrowy silnik rzędowy o pojemności 321 ccm i mocy 42 koni bardzo chętnie wchodzi na obroty, a dzięki typowo japońskiej, doskonałej aż do nudności skrzyni biegów motocykl może niezwykle żwawo przyśpieszać. Dość powiedzieć, że bez problemu na "trójce" dochodzi do 100 km/h, a czwórka i piątka służą tylko do dalszego rozpędzania. Szóstka to w sumie "nadbieg", trudno spodziewać się na niej jakichś wielkich przyśpieszeń, ale trzeba przyznać, że jest za to całkiem elastyczna. Kiedy nie chciało mi się kopać w pedał sprzęgła, na "szóstce" można jeździć w miarę płynnie od 50 km/h w górę. Czyli do ilu? Nie wiem. Ja pędziłem 150, ale to jeszcze nie był kres możliwości MT-03, za to moich tak…
Motocykl jest klasycznym pojazdem typu naked. Nie ma żadnych zbędnych owiewek, ani tym bardziej szyby, jedynym kawałkiem plastiku z przodu jest tylko mała osłona zamontowana chyba tylko po to, żeby woda nie wpadała pod zegary. Wygląda to świetnie, a podczas jazdy zapiera dech w piersiach. Dosłownie. Powyżej 130 km/h pęd powietrza próbuje zrzucić kierowcę z siodła. Nawet przytulenie się do baku niewiele pomaga, powietrze każdą szczelinę w kasku wykorzystuje do tego, żeby trochę pohałasować, a kurtka, choć pozapinana na wszystkie możliwe sposoby nadyma się na plecach jak balon. Podobno MT-03 można jechać nawet 180 km/h, ale prawdziwa frajda z jazdy kończy się przy 130.
Tym samym trudno się spodziewać, że mały naked od Yamahy będzie częstym gościem na autostradach, chyba, że ktoś zdecyduje się zamontować jakieś owiewki. Tylko po co? MT-03 najlepiej czuje się w mieście, na zatłoczonych ulicach nie ma na niego mocnych. Jest wąski, w miarę krótki i waży zaledwie 168 kg po zalaniu wszystkimi smarami i benzyną pod korek. To, wraz ze świetnym wyważeniem motocykla sprawia, że gdzie trzeba można będzie pędzić, a gdzie się nie da, spokojnie zmieścimy się między samochodami stojącymi w korkach. Nawet slalom miedzy nimi nie będzie wyzwaniem dla tego bardzo zwrotnego jednośladu. MT-03 niczym iskierka będzie omijać pojazdy i wyprzedzać co się tylko da.
To, co może nie do końca mi w nim pasowało, to hamulce. Konkretnie tylny hamulec. Do przedniego nie mam większych uwag, pojedyncza tarcza o średnicy 298 mm i dwutłoczkowe zaciski hamują motocykl na suchym asfalcie bardzo sprawnie. Na mokrym też sobie radzą, zapewne dzięki temu, że fabrycznie jest montowany układ ABS. Tył za to jest bardzo słaby. Mimo dość dużej tarczy o średnicy 220 mm jest to bardziej spowalniacz, niż hamulec. Warto o tym pamiętać podczas szybkich przelotów i traktować go raczej awaryjnie.
Yamaha chwali się tym, że silnik powstał na bazie tego, który wstawiany jest do YZF R3. I w zasadzie nie potrzeba innej rekomendacji, to samo w sobie jest gwarancją przyjemnej jazdy i niezłych osiągów. Osadzony jest w lekkiej ramie stalowej, co w praktyce oznacza, że konstrukcja jest zwarta i sztywna. Pozycja za kierownicą jest wyprostowana, nie trzeba się garbić jak na maszynach sportowych, a środek ciężkości został przesunięty do przodu. Nad kierownicą mamy bardzo ładny i czytelny wyświetlacz, na którym króluje wielki analogowy obrotomierz. Reszta wskaźników jest cyfrowa, a na ekranie oprócz prędkości wyświetlane są takie dane jak chwilowe i średnie zużycie paliwa, godzina, przejechany dystans, temperatura silnika, informacja o tym, który mamy zapięty bieg i wskaźnik paliwa.
Ten ostatni trochę kłamie. Najpierw poszczególne kreski gasną z prędkością światła, potem długo nic się nie dzieje, wreszcie znów wskaźnik "przyśpiesza", by za chwilę zapaliła się kontrolka rezerwy paliwa. Ale to i tak nie ma większego znaczenia, przy 14 litrowym zbiorniku benzyna nie kończy się od tak, zaraz po wyjechaniu z parkingu. Średnie spalanie waha się od 2,8 do 4 litrów na 100 km. Oczywiście, im dynamiczniej się jeździ, tym będzie większe, a motocykl wprost zachęca do tergo, żeby wkręcać silnik na wysokie obroty. Ale nawet jeśli jeździ się ostro, zasięg 350-400 km w mieście to naprawdę świetny wynik.
Wspomniane na początku uszkodzenia spowodowały, że podczas naprawy zamontowano akcesoryjny tłumik Leo Vince. Trzeba przyznać, że dźwięk wydobywający się z tej puszki jest bardzo miły dla ucha, niski, wręcz basowy. Gdy rosną obroty zmienia się muzyka, dźwięki są coraz wyższe. Co ciekawe, w mojej ocenie fabryczny tłumik na wolnych obrotach brzmiał … lepiej, jeszcze bardziej basowo, wręcz burkotliwie. Co tylko świadczy o tym, że moto z fabryki wyjeżdża tak wyposażone, że nie ma powodu, by w nim coś zmieniać. Co najwyżej można by zamontować jakiś kufer centralny, jeśli się nie chce wszędzie sobą targać z kaskiem w ręku, że nie wspomnę o drobnych zakupach.
Jeśli miałbym w tym motocyklu cokolwiek poprawiać to światła. LED-owe reflektory dają w nocy dość światła, żeby na mieście nie było problemu z oświetlaniem sobie drogi. Jednak "długie" mogłyby być trochę dłuższe i szersze, po wyjeździe poza miasto po nocy czułem się trochę tak, jakbym jechał w wąskim tunelu. Ale może to też być kwestia przyzwyczajenia, po jednym wypadzie za miasto trudno powiedzieć, że światła są złe.
Seria Yamahy MT, choć ma swoje własne logo, to w istocie często są to konstrukcje bazujące na sportowych modelach tego producenta. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie MT-03, który w bardzo dużym stopniu bazuje na YZF-R3. W praktyce różni się głównie tym, że R3, jak przystało na motocykl ze sportowymi aspiracjami ma obudowany przód i niską, sportową szybę. Ale to MT-03 wygląda moim zdaniem bardziej drapieżnie, i jeśli miałbym wybierać między tymi dwiema konstrukcjami, to wolałbym „golasa”. Zwłaszcza w malowaniu Night Fluo. Tym bardziej, ze jest tańszy 1400 zł od R3, fabrycznie wyposażony MT-03 kosztuje 24900 zł. Za zaoszczędzone pieniądze można pomyśleć o jakieś szybie albo… nie przejmując się podmuchami powietrza jeździć kiedy tylko czas na to pozwoli. To motocykl, z którym naprawdę żal się rozstawać, nawet jeśli ma to być tylko spotkanie ze znajomymi przy kawie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...