"Umyłam okna, a on kazał jeszcze zająć się sobą". Panie sprzątające o bucie i chamstwie swoich klientów

Fot. Shutterstock.com
Sprzątając w cudzych domach, biurach często spotykają się z pogardą. Często nie są dobrze traktowane. Czasami ktoś składa im nietypowe propozycje i np. zaprasza do łóżka. Panie sprzątające opowiedziały nam o kulisach swojej pracy i o ludziach, którzy otwierają im swoje domostwa. – Niestety jest tak, że mimo wyższego wykształcenia, to tych, którzy wykonują gorszą pracę, wciąż traktuje się źle, z pogardą, jak życiowych nieudaczników – żali się Aneta.

Szerokim echem w sieci odbiło się ogłoszenie, które ktoś powiesił na ścianie jednego z bloków na warszawskim Mokotowie. Mieszkańcy budynku poprosili panią sprzątającą o to, by następnym razem umyła także okna. "Okna niech umyje zarząd – społecznie" – odpisała im kobieta. Zaznaczyła, że za sprzątanie całego bloku miesięcznie płacą jej 600 złotych, a okna nie są w zakresie jej obowiązków. "Jestem osobą, która rozumie, do mnie się mówi, a nie pisze po ścianach jak menele" – dopisała na białej kartce, którą mieszkańcy bloku zawiesili na ścianie. Wielu internautów wprost gratulowało kobiecie odwagi. Pojawiały się głosy, że nadal osoby sprzątające przez niektórych traktowane są jak "podludzie". Na Gumtree aż roi się od ogłoszeń typu: posprzątam mieszkanie, uporządkuję biuro, wyczyszczę grób. Dzwonimy do osób, które je zamieściły. Oto, co słyszymy po drugiej stronie.

Nie tylko okna

Anna jest Ukrainką i od kilku lat mieszka w Polsce. – Uciekłam ze Siewierodoniecka (obwód Ługański – red.), z terenów gdzie trwa wojna – wyjaśnia. Bała się o swoje dzieci, że któregoś dnia po prostu nie wrócą do domu. Zostawili tam wszystko: mieszkanie, rodzinę, zwierzęta, dostatnie życie i dobrą pracę. Spakowali się w jedną walizkę. I w Polsce musieli zaczynać od nowa: wynajęte mieszkanie, nowe szkoły dla dzieci. Jej córkę chciano deportować. O to, by została walczyła cała szkoła. Zostali wszyscy. Dostali pozwolenie na stały pobyt. Anna mimo wykształcenia wyższego, nie może znaleźć legalnej pracy. Najczęściej dorabia więc "na czarno", jako sprzątaczka.



Na Polaków nie narzeka, chociaż przytrafiło jej się kilka sytuacji, o których wolałaby zapomnieć. Sprzątała w domu pewnego wdowca. Najpierw zabrała się za salon, potem umyła okna. Kiedy skończyła, spojrzał na nią wymownie. – I zapytał, czy może mnie dotknąć. Przeraziłam się i odpowiedziałam, że nie. " A co pani na to, byśmy razem spędzili czas?" – relacjonuje nam kobieta. Odparła, że nie chce, że ma męża. – On mi na to: no i co, ja miałem takie kobiety, które przyjeżdżały i to było normalne. Mówiłam mu, że zarabiam na sprzątaniu. Gdybym chciała zajmować się czymś innym, to pracowałabym w innym zakładzie – mówi z rezygnacją w głosie.
Anna
Ukrainka, która sprząta w polskich domach

Byłam w szoku, że ten facet tak zrobił. Mówił mi, że w Boga nie wierzy, że lubi spotkania takie jak ze mną, a nie z kobietami w specjalnych zakładach (domach publicznych - red.). Powtarzał, że jemu jest potrzebna normalna pani, co będzie miała obowiązki. A panie z Ukrainy przyjeżdżają i bardzo chętnie do niego przychodzą. Masakra. Nieprzyjemnie było. Uciekłam.


To kwiaty, a nie chwasty

Aneta w młodości dorabiała sprzając mieszkania za granicą: Skandynawia, Niemcy. Nie wspomina tego czasu dobrze. – Traktowali nas jak złodziei, podglądali, sprawdzali – żali się. I tak też było, gdy robiła porządki w ogrodzie u niemieckiej rodziny.
Aneta
w młodości pracowała w Niemczech

Byłam z koleżanką, miałyśmy pielić chwasty. Piękny dom, a przed nim strasznie zapuszczony chodnik, chwasty do pasa. Wyrwałyśmy je wszystkie. Przyszedł Niemiec i zrównał nas z ziemią, bo wyrwałyśmy jego "kwiatki". Tłumaczyłyśmy, że to były zarośla, a nie kwiaty. Ale na nic to się zdało. Za moment zadzwonił do szefa firmy, w której byłyśmy zatrudnione. Musiał przyjechać na miejsce, bo zrobił z tego ogromną aferę. Na szczęście on był rozsądny i nie potrącił nam z pensji.

Ale na tym się nie skończyło. Kolejnego dnia znów musiały ich odwiedzić, po to, by posprzątać dom wewnątrz. – Patrzył nam na ręce, kontrolował. Ale i tak najgorsze było to, co podał nam na śniadanie. Bo jak sprzątałyśmy u kogoś po kilkanaście godzin, to nasz szef wprowadził zasadę, że muszą nam zaoferować choć jeden posiłek. Najczęściej to było śniadanie. Więc w odwecie podał nam spleśniały ser, stare, aż zielone pieczywo. Szef więcej nikogo do niego nie wysłał. Takich sytuacji miałam w życiu przynajmniej kilkanaście – dodaje.

Żyjemy w epoce donosów

Wanda pod oczami ma wory. Może to ze zmęczenia i przepracowania. W końcu oprócz pracy na kuchni w znanej sieci restauracji, sprząta w biurach. Ta pierwsza jest legalna, druga – nie. Łapiemy ją w tej drugiej. Ma na sobie wypłowiały podkoszulek, włosy związane w kucyk. Podpiera się o kij od mopa. Chętnie rozmawia. Dla niej nie ma ludzi głupich i mądrych, dobrych i złych. Linia podziału nie przebiega według płci czy narodowości. – Nie kobieta, mężczyzna, Polak, Rusek. Kulturalny człowiek wytrze nogi przed wejściem, niekulturalny zostawi, co zostawi. I jest przekonany, że przecież ktoś to posprząta. To też się z domu wynosi – mówi nam.

Wanda uważa, że teraz coraz gorzej ludzie traktują tych, którzy po nich sprzątają. Wspomina, że kiedyś nie było takiej hierarchii społecznej, "wszyscy mieli w miarę równo".
Wanda
pracuje na kuchni i sprząta biura

A teraz widzę, że im młodszy człowiek, tym gorzej. 18-20 lat – to najgorszy wiek. Gość ma zawsze rację. Czy jest włos w zupie czy nie, nieważne. Trzeba klienta przepraszać, kłaniać się. Może deser w gratisie? Żeby tylko skargi nigdzie nie napisał, bo kelnerka będzie miała problem, bo manager będzie miał problem. Żyjemy w epoce donosów. Ludzie ze sobą nie współpracują.


Fugi szczoteczką

Numer telefonu do Magdy z łatwością można znaleźć w sieci. Na Gumtree zamieściła ogłoszenie o tym, że posprząta w domu i biurze, umyje okna i poprasuje. Dużo osób do niej dzwoni. Ale najczęściej z ofertą matrymonialną.
Magda
sprząta w biurach i domach

To znaczy, mówiąc wprost, nie chodzi im o umycie okien, ale o seks. Nawet dziś w tej sprawie do mnie dzwonili. Mam pana, który mnie nęka od kilku miesięcy. Tłumaczę mu, że nie świadczę usług seksualnych, ale sprzątające. I on dalej, że ma dla mnie propozycję: by dwa razy w tygodniu do niego przychodzić. No więc ja mu jeszcze raz, że niech nie dzwoni do mnie, tylko do burdelu.

Sprząta w cudzych domach już od lat. – Zdarzają się bardzo chamscy klienci, którzy są bogaci, ale i tacy, którzy nie mają większych dochodów. To zależy od człowieka. Sprzątanie sprzątaniu nierówne – mówi wprost. – Z chamstwem spotykam się bardzo często – zaznacza.

Magda stara się pracować według żądań klientów. – Nawet jeśli pani mi chce, bym na kolanach umyła podłogę w całym domu, bo ma jakieś tam hebanowe drewno, to ja to zrobię. Ale następnym razem już tam nie pójdę – zaznacza. Niewiele jest ją w stanie zdziwić. Kazano jej już myć szczoteczką do zębów fugi w łazience, czy ręcznikiem papierowym do sucha wycierać umytą wannę.

Kobieta wspomina, jak pewnego dnia pojechała do "bardzo bogatych ludzi", by posprzątać ich dom. – Sprzątanie dużego domu, to ciężka fizyczna praca. A ja nie jestem cyborgiem. Jakaś przerwa raz na dwie godziny mi się należy. No i wychodziłam kilka razy, dosłownie na pięć minut, by zapalić. Oczywiście nie robiłam tego w domu, żeby nie śmierdziało. Pani mnie skrzyczała, że jakim prawem w ogóle opuszczam miejsce pracy. Odpowiedziałam, że wychodzę co 1,5 godziny, żeby złapać oddech. A pracuję szybko i sprawnie. Dokładnie pięć minut trwało moje palenie. Na sam koniec ta pani odliczyła mi w sumie pół godziny za papierosy. Wychodząc powiedziała, że jeszcze zadzwoni. Odpowiedziałam, żeby tego nie robiła – mówi rozemocjonowana.
Magda
od lat sprząta w domach i biurach

Młodzi ludzie są do dogadania. Najgorsze są pedantyczne panie około 50-60 lat i panowie około 40. Jeden z nich nie chciał mi zapłacić, bo stwierdził, że za długo sprzątałam. Na moje oko niesprzątane było u niego około 1,5 roku. 10 godzin mi to zajęło, wyczyściłam mu po prostu wszystko. A było tego bardzo dużo: zmywarka była cała w pleśni, syf jeden wielki. Naharowałam się i nie chciał mi zapłacić, więc powiedziałam, że wezwę policję albo przyjadę z bratem. I zapłacił.

– Z chamstwem spotykam się bardzo często, ale już jestem uodporniona, bo trochę sprzątam u ludzi. Tak naprawdę dobre słowo jest dla mnie ważniejsze od pieniądza – rzuca na koniec naszej rozmowy.

* Imiona bohaterek tekstu zostały zmienione.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...