Afera fakturowa w Inowrocławiu to tylko środek do celu. Ryszard Brejza: Oni poprzez ojca chcą się dobrać do syna

Ryszard Brejza prezydentem Inowrocławia jest od czterech kadencji.
Ryszard Brejza prezydentem Inowrocławia jest od czterech kadencji. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Nagonka na prezydenta Inowrocławia – Ryszarda Brejzę – trwa w najlepsze. TVP zarzuca ojcu posła Krzysztofa Brejzy, że w kierowanym przez niego ratuszu "taśmowo produkowano podejrzane faktury". – Głównym celem jest atak na mojego syna, bo ten na każdym posiedzeniu komisji ds. Amber Gold otwiera Polakom oczy – przyznaje w rozmowie z naTemat Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.

Przypomnijmy, że Ryszard Brejza przyznał podczas czwartkowej konferencji prasowej, że według wyników wewnętrznej kontroli, ratusz mógł zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych za usługi, które nie zostały wykonane. Chodziło o wystawianie fałszywych faktur. Miały one pochodzić od firm, które w większości swoje siedziby mają w innych województwach. Stanowisko straciła naczelniczka wydziału kultury i rzeczniczka prasowa Agnieszka Chrząszcz-Stajszczak. Sprawę bada CBA. Ryszard Brejza w rozmowie z naTemat odpowiada na zarzuty Anity Gargas zaprezentowane w "Magazynie śledczym". I szczerze przyznaje: – To jest zaplanowana polityczna akcja i – jak sądzę – na bardzo dużą skalę.



Wzmożona kontrola w inowrocławskim ratuszu: NIK, Państwowa Inspekcji Pracy, pani Anita Gargas wraz z całym "Magazynem śledczym", CBA. Dlaczego tak się na Pana rzucili?

Rzucili się na miasto Inowrocław. Sprawcą tego zamieszania jest poseł Krzysztof Brejza (Platforma Obywatelska). Gdyby mój syn nie był tak dociekliwym posłem, co rusz wychwytującym bardzo ciekawe wątki w komisji śledczej Amber Gold, to nie mielibyśmy tutaj wizyt tych ekip TVP. Moglibyśmy prowadzić nadal działania, które służą miastu.

"Poseł Brejza odkrywa ciekawe fakty w komisji śledczej, to obrywa jego rodzina, ojciec"– to komentarz jednego z internautów. Podpisałby się Pan pod tym?


Tak, podpisałbym się pod tym cytatem. W przeciwieństwie do syna, jestem człowiekiem starszym. Wiele przeżyłem. Dopiero co odbierałem Krzyż Wolności i Solidarności (wrzesień 2017 roku – red.). Nadał mi go prezydent (Andrzej Duda – red.) za działalność w latach 80. w "Solidarności" i Niezależnym Zrzeszeniu Studentów.
Mnie nie trzeba tłumaczyć, jak wygląda uruchamianie przez państwo machiny propagandy, by zniszczyć człowieka. Wiem doskonale, jak podłe metody się stosuje. Nie wyobrażałem sobie, że po tych kilkudziesięciu latach ten czas powróci.

Czuje się Pan celem tej "machiny propagandy"?

Bezwzględnie. To jest kampania nienawiści, szczucia, sterowana przez kogoś z Warszawy. To może doprowadzić do nieszczęścia. Tak niejednokrotnie działo się w historii: zwolennicy jakiegoś ugrupowania otumanieni demagogicznymi hasłami porywali się na różne czyny. Ja i mój syn w ostatnim czasie otrzymywaliśmy pogróżki, straszono nas śmiercią. To nie są żarty. Ci, którzy tę propagandową spiralę rozpętują, powinni zdawać sobie sprawę z tego, że ponoszą polityczną odpowiedzialność za to, co się dzieje.


Wczorajszy materiał o Inowrocławiu dziennikarze "Wiadomości" zatytułowali "Brejzoland". Twierdzą, że "w inowrocławskim ratuszu taśmowo produkowano podejrzane faktury". I szacują, że ramach tzw. afery fakturowej z inowrocławskiego ratusza odpłynęło w sumie 47 tysięcy złotych.


Najczęściej powtarzającym się wątkiem jest oczywiście kradzież pieniędzy, która rzeczywiście miała miejsce w wydziale kultury. Jako pierwszy złożyłem zawiadomienie do prokuratury, oczekując wszczęcia w tej sprawie postępowania. Prowadzone są także działania przez CBA. Liczę na to, że to doprowadzi do wykrycia, kto te pieniądze kradł. Według naszego rozeznania ta kradzież dotyczyła kilkudziesięciu tysięcy złotych, a kilkaset tysięcy płaci się za rozdmuchiwanie tej rzekomej afery, by osiągnąć cel polityczny.

TVP lansuje tezę, że poseł Krzysztof Brejza w Inowrocławiu nazywany jest "głównym kadrowym ratusza" i to on miał wskazać Agnieszkę Chrząszcz-Stajszczak na naczelnika wydziału kultury.

Pani Agnieszka była dobrym pracownikiem. Trzy lata temu zaproponowałem nawet przeniesienie tej pani z Ośrodka Kultury "Ziemowit" w Kruszwicy. Miała dobrą opinię w poprzedniej firmie, wygrała w konkursie na najlepszego mieszkańca powiatu inowrocławskiego. Była pracowita, ja do niej nie miałem żadnych zarzutów, natomiast w Kruszwicy związana była ze środowiskiem PiS. Mało tego, kandydowała na radną z listy PiS w jednych z poprzednich wyborów. Była w strukturach urzędu w Kruszwicy, gdzie wiceburmistrzem był obecny wojewoda kujawsko-pomorski, pan Bogdanowicz. Ona była u niego dyrektorem. Proszę powiedzieć, kto by przypuszczał, że można podejrzewać ją o cokolwiek złego? Była to osoba bardzo zaangażowana. Ja nie chcę jej jeszcze oskarżać, bo nie wiemy, czy ktoś nie podsuwał jej sfałszowanych faktur.

Co do zarzutów o syna. Ja przez państwa portal mogę zapytać więc: czyżby panią Agnieszkę, kandydatkę PiS, też zatrudnił u nas w urzędzie? A może zatrudnił do wydziału kadr radnego PiS, bo do ubiegłego roku takiego miałem? Czy może dał pracę mojemu zastępcy z Solidarnej Polski, który do ubiegłego roku pracował z nami? Jako bezpartyjny zatrudniając ludzi do pracy brałem pod uwagę przygotowanie merytoryczne. Dlatego tutaj pracowali i podejrzewam, że nadal pracują osoby mające sympatie również po tamtej stronie.


Prezydentem Inowrocławia jest Pan od czterech kadencji, czy wcześniej w ratuszu dochodziło do ciągłych kontroli?


Oczywiście, że odbywały się kontrole. Muszę wyraźnie powiedzieć, że my się nie obawiamy kontroli, każdy w Polsce musi być kontrolowany. W ciągu moich kadencji nasz urząd był kontrolowany wielokrotnie i również zgłaszano uwagi do naszej pracy, w różnym zakresie. Natomiast nigdy nie było takiej sytuacji, aby w tym samym czasie zjeżdżało się tyle ekip kontrolujących, by w naszym urzędzie zabrakło sal do goszczenia kontrolerów. Nigdy nie było tak, byśmy mieli równolegle poustawiane kamery telewizji publicznej, które co godzinę nadają na żywo spod ratusza. Nigdy w urzędzie nie ścigali mnie dziennikarze, żądający natychmiastowej odpowiedzi. A jeśli tego od razu nie zrobię, to przykleją mi etykietkę osoby, która nie chce rozmawiać. To jest zaplanowana polityczna akcja i – jak sądzę – na bardzo dużą skalę.

Kiedy to się zaczęło?


Przygotowania ruszyły już dawno. Rok temu po raz pierwszy zawitało do nas CBA. Wówczas także pojawiły się informacje, że wszystkie umorzone, bądź niewszczęte w poprzednich latach sprawy, gdzie pojawia się nazwisko Brejza, będą ponownie analizowane. Wszystko wskazuje na to, że pan Zbigniew Ziobro, prokurator generalny i minister sprawiedliwości, ma zespół prokuratorów, którzy w przypadku takich osób, jak ja, ponownie analizują wszystkie sprawy i wszczynają postępowania.

Radni PiS apelują, by zrezygnował Pan ze sprawowanej funkcji. I dodają, że ta cała sytuacja negatywnie wpływa na wizerunek miasta.

Oświadczenie Ryszarda Brezjy :

Radni PiS są ostatnimi, którzy mają prawo wypowiadać się o standardach. W przypadku Wydziału Kultury, gdy tylko od jednej z pracownic dowiedziałem się o nieprawidłowościach, natychmiast zleciłem wewnętrzną kontrolę i jako pierwszy poinformowałem Prokuraturę Rejonową. Zrobię wszystko, aby pieniądze powróciły do budżetu miasta. Ubolewam, że do tego doszło. Niestety, z przypadkami kradzieży i oszustw mamy do czynienia w różnych firmach oraz jednostkach i nie zawsze można tego uniknąć. Wytłumaczcie Panowie mieszkańcom Inowrocławia jak Waszym szefem mogła zostać osoba skazana aż 5 wyrokami za oszustwa kredytowe i fałszowanie dokumentów? Jak taka osoba mogła za Waszych rządów awansować na kierownika inowrocławskiej Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego? Dziwne są standardy PiS-u w Inowrocławiu. Oj, spieszy się Wam Panowie z PiS-u do władzy w Inowrocławiu. Stosujecie różne metody, nie zawsze czyste. Rozczaruje Was, musicie jeszcze poczekać.

Podtrzymuję oświadczenie, w którym im odpowiedziałem. Tam jest wszystko. Panowie przebierają nogami, ale świadczy to o ich sile w Inowrocławiu. Jeżeli tak potężna propaganda pisowska za kilkaset tysięcy złotych, została uruchomiona, to znaczy, że sami w uczciwy sposób nie mają tutaj szans. Z ich strony to bardzo polityczne zagranie.

Wspomniał Pan przed momentem, że mimo iż jest Pan bezpartyjny, to przez syna niestety jest Pan utożsamiany z Platformą Obywatelską.


Nie niestety. Mnie Platforma udzieliła wsparcia jako bezpartyjnemu kandydatowi. Osiem lat wcześniej miałem wsparcie PiS.


Głównym celem ataku – pana zdaniem – jest syn. A pośrednim Pan i chęć przejęcie władzy w Inowrocławiu?


Chodzi im o posła i o pokazanie "jest tu zły, niedobry układ w Inowrocławiu". Głównym celem jest atak na mojego syna, bo ten z każdym posiedzeniem komisji ds. Amber Gold wyjaśnia coś Polakom, otwiera im oczy. Oni poprzez ojca chcą się dobrać do syna. I realizują strategię upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Dodatkowo można dołożyć ojcu. Jak się dołoży ojcu, to może i będzie szansa na osiągnięcie lepszego wyniku w mieście i pokazanie Inowrocławia – pięknego i dobrze zarządzanego miasta – jako patologii. Jak samorządy będą pytać: "a gdzie ta patologia, prezesie Kaczyński", to on będzie pokazywał palcem na Inowrocław. Sami stworzyli wydmuszkę i chcą tym się posługiwać w walce, jaka toczy się o samorządność w Polsce. Oni w tej chwili rozpoczęli kampanię wyborczą. I ona będzie się toczyła przez 13 miesięcy. Przecież każdy wie, że sto razy powtórzone kłamstwo staje się prawdą. Teza powtórzona w dzienniku telewizyjnym w końcu stanie się prawdą.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...