Sprawdziliśmy nowego Lexusa LC500 na torze. Namiastka supersportowego LFA dla każdego

Choć model LC500 był główną gwiazdą dnia, nie zabrakło innych. Fot. Lexus
Kojarzyjcie Lexusa LFA? Jeśli się interesujecie autami, to na pewno. Z LFA jest jednak jeden problem: nawet, jeśli go na was stać, to ciężko go zdobyć, bo kto chciałby się pozbyć takiej perełki, japońskiego supersamochodu, który będzie już tylko drożał. Dla niecierpliwych (i nie tylko dla nich) na szczęście powstał właśnie Lexus LC500. I choć to w zasadzie luksusowe gran turismo, na torze także sobie radzi. Bliżej LFA nie będziecie.

Z Lexusem LC500 zapoznałem się bliżej na torze Silesia Ring, gdzie Lexus po raz czwarty zorganizował swoją imprezę z cyklu Driving Emotions. I choć LC oczywiście nie był jedyną gwiazdą imprezy, to w naturalny sposób najbardziej przykuł uwagę zaproszonych gości.
Samo spojrzenie na to auto zdradza, z jak niebanalnym projektem mamy do czynienia. I jak bardzo zaawansowanym technologicznie. Spójrzcie chociaż na to, jak blisko maski są nadkola - i to takie, które muszą zmieścić 21-calowe felgi. Na rysunku od projektanta to musiało naprawdę wyglądać świetnie, ale wypada tylko współczuć inżynierom, którzy musieli wprowadzić tę wizję w życie. Dość powiedzieć, że musieli zaprojektować pod potrzeby tego sportowego coupe nową platformę podłogową.
Do tego dwie wersje silnikowe. Potężne V8 o astronomicznej mocy 477 KM lub... hybryda (jako LC500h). Ale nie byle jaka hybryda - V6 w połączeniu z silnikiem elektrycznym daje nam 299 KM, które równie energicznie pchają auto do przodu. Zresztą, V8 przyspiesza do setki w 4,7 sekundy, a hybryda robi to w równe pięć sekund.
Co jeszcze je różni? Masa oraz jej rozłożenie. V8 jest nieco lżejsze, z kolei hybryda dzięki bateriom ma lepiej rozłożoną masę. Niemal pół na pół. Na torze obie konfiguracje radzą sobie zaskakująco dobrze - przy czym mnie osobiście lepiej jeździło się V8. Raz, że jest trochę lżejsza, dwa, że ma nieco mocniej dociążony przód auta. Dla mnie taka konfiguracja jest zwyczajnie przyjemniejsza w odbiorze, choć to oczywiście kwestia gustu.
Auto niezmiennie od wersji przyjemnie szybko nabiera prędkości na torze (cyfrowe zegary do złudzenia przypominają te z LFA - mała rzecz, a mnie cieszyła) i jest bardzo sztywne. Chętnie wchodzi w zakręty, o ile nie przesadzamy. Lexus LC500 dba o kierowcę, ale nie wybacza wszystkich błędów - choć V8 chyba trochę więcej. W każdym razie jeśli nie dohamujecie wystarczająco przed zakrętem, skończycie w trawie. Ale chwila treningu pozwala opanować auto. I czuć wielką frajdę z jazdy.
Co jest niezmienne dla obu wersji, to absurdalne poczucie luksusu w trakcie jazdy na krawędzi. Bo choć to auto, które sobie świetnie radzi na torze, Lexus LC500 to przede wszystkim luksusowe gran turismo. Kupisz go nie po to, żeby fruwać nim jedynie po torze. Kupisz go po to, żeby ruszyć w wyprawę po Europie, ewentualnie zahaczając o jakiś trackday gdzieś w krajach, w których torów wyścigowych nie brakuje - czego wciąż nie można powiedzieć o Polsce, choć Silesia Ring to krok w dobrą stronę.
Pewna ciekawostka to dźwięk, który "produkują" oba auta. To chyba największy zarzut skierowany do Lexusa LC500h. To cudowne, diabelnie szybkie auto, ale kiedy dociśniecie peda do podłogi, no to cóż... wyje jak Toyota CH-R. Taka uroda hybrydy. Za to V8 nie trzeba reklamować. Brzmi tak dobrze, że projektanci auta umieścili pod maską specjalną rurę, która wpada do wnętrza auta. Po co? Przekazuje cudowną pracę silnika. Lexus jak to Lexus, jest świetnie wyciszony, więc bez takiej zagrywki nie wiedzielibyście, jaką przyjemność sprawiacie przechodniom i innym kierowcom.
LEXUS DRIVING EMOTIONS 4TH EDITION

Lexus Driving Emotions 2017 Co roku pretekstem do organizacji tej imprezy był nowy model Lexusa. Zaczęło się od Lexusa IS, przez RC F, następnie GS F, a tegoroczną gwiazdą został Lexus LC. W tym roku event odbył się na torze Silesia Ring w Kamieniu Śląskim k. Opola. To z czego słynie Lexus Driving Emotions to fakt, że goście mają możliwość jazdy „pełnym ogniem”– bez ograniczeń. W tym roku na gości czekały ciekawe konkurencje, nietypowe rozwiązania oraz nieszablonowe pokazanie systemów funkcjonujących w samochodach marki Lexus. #Lexus #LexusDrivingEmotions #SilesiaRing #experienceamazing

Opublikowany przez Lexus Wrocław na 24 października 2017
Pracą zaskakuje także 10-stopniowa skrzynia biegów. Tak, dobrze czytacie. 10-stopniowa. Mogłoby się wydawać, że taki układ na torze może się nie sprawdzić. Za mało jazdy, a za dużo zmian przełożeń. System, który opracowali Japończycy, zmienia jednak biegi błyskawicznie, dokładnie i praktycznie niepostrzeżenie. Przed jazdą sam się zastanawiałem, jak sobie poradzę na torze z takim ogromem przełożeń, ale instruktor sam mi doradził, żeby odpuścić i skupić się na jeździe. Kuby Przygońskiego, który wyznaczył dla wszystkich dziennikarzy czas do pobicia, i tak bym nie pobił.
I tak jak wspomniałem, Lexus LC500 nie był jedyną atrakcją dnia. Z ciekawostek warto jeszcze odnotować test łosia za kierownicą dwóch Lexusów RX. Przyjęło się, że SUV-y nie prowadzą się zbyt dobrze. Przygotowano dla nas więc dwie wersje tego samochodu: jedną z układem AVS, drugą bez. To system odpowiedzialny za usztywnienie nadwozia w zakrętach. I o ile "zwykły" RX poradził sobie nieźle, o tyle ten z systemem AVS... magia. Trudno to opisać, po prostu trzeba poczuć. Jak po szynach.
W modelach NX oraz RX udaliśmy się także na przejażdżkę w terenie. I choć Lexus nie jest autem, którym każdy chętnie zjeżdża w teren, bo co z lakierem/zawieszeniem/układem wydechowym/czymkolwiek, okazało się, że poza asfaltem to bardzo sprawne auta, nawet przy dość dużych prędkościach. Zresztą, zdjęcia mówią same za siebie:
Kolejna impreza zapewne za rok. Co oznacza też, że Lexus przygotuje nowe auto, bo imprezy z serii Driving Emotions są motywowane nowymi modelami, a tym razem był to LC. Zobaczymy, czym zaskoczą nas następnym razem.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...