Nic mocniejszego dziś nie przeczytasz. Ksiądz Boniecki zabrał głos w sprawie Piotra S.

Ks. Adam Boniecki uderza w polityków. Obarcza ich wina za śmierć Piotra S. - Nie potrafię przestać o niej mysleć - wyznaje.
Ks. Adam Boniecki uderza w polityków. Obarcza ich wina za śmierć Piotra S. - Nie potrafię przestać o niej mysleć - wyznaje. Fot. screen/TelewizjaRepublika/youtube.com
"Niech pamiętają – krzyczy śmierć Piotra S. – że całkiem poza partiami i polityką istnieje człowiek, istnieją ludzie, którzy cierpią, bo kochają Ojczyzn"– pisze ksiądz Adam Boniecki. Duchowny przyznaje, że wciąż myśli o jego mężczyźnie, który podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Zmarł tydzień temu.

– A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia – napisał Piotr S. na kartce, którą zostawił w miejscu, gdzie dokonał swojego dramatycznego czynu. W wyniku poparzeń zmarł 27 października. "Szary człowiek" –jak napisał o sobie w pożegnalnym liście – nie chciał pogodzić się z posunięciami obecnej ekipy rządzącej na Wiejskiej. Jego czyn został zignorowany przez polityków. Pojawiały się złośliwe komentarze, że uległ głosom "totalnej opozycji" czy wreszcie, że zmagał się z chorobą psychiczną. Tymczasem ksiądz Adam Boniecki wyznaje...



– Wciąż myślę o Piotrze S. Co może doprowadzić człowieka do takiego kroku? Jaka rozpacz? Jakie poczucie bezsilności? – zastanawia się w swoim felietonie zamieszonym na łamach "Tygodnika Powszechnego". Tak mocnego głosu w sprawie samospalenia Piotra S. nie czytaliśmy.

Śmierć Piotra S. jest krzykiem skierowanym do tych, którzy decydując o losie Ojczyzny, śledzą statystyki, wykresy PKB, rozmaite średnie na głowę mieszkańca, trendy i procenty w sondażach; jest dramatycznym wołaniem do nich, żeby wiedzieli, że za tymi makro-informacjami stoi żywy człowiek, wielu żywych ludzi – tłumaczy Boniecki.

Obrywa się nie tylko politykom. Ksiądz w swoim felietonie wspomina także reakcję społeczeństwa. Jedni zaszywają się, aby przeczekać. Są ci, co protestują na ulicach i tacy co wyjeżdżają za granice, póki można. Następni wolą być blisko władzy, twierdząc, że tak tylko coś można zmienić. – Ale wciąż są jeszcze tacy Polacy jak Piotr S. Tacy, co lepiej niż inni widzą zagrożenia i zniszczenia, które opisał i piętnastokroć w swym liście oprotestował. Był przekonany, że u nas nikt i nic procesu destrukcji nie powstrzyma, jeżeli coś nie "wstrząśnie sumieniami wielu osób" – stwierdził duchowny.

Ksiądz Boniecki odniósł się też do głosów potępiających Piotra S., że targnięciem na swoje życie dokonał straszliwego czynu. Tymczasem duchowny podkreśla, że Kościół Katolicki dawno przestał jednoznacznie potępiać takie czyny. Boniecki cytuje: – Nie do nas należy osąd człowieka, zostaje on w rękach Boga.

Źródło: "Tygodnik Powszechny"
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...