Saudyjska gra o tron nabiera rozpędu. Ten książę ma 32 lata i już miesza tak, że świat przeciera oczy ze zdumienia

Mohammed bin Salman, książę i następca tronu Arabii Saudyjskiej.
Mohammed bin Salman, książę i następca tronu Arabii Saudyjskiej. Fot. Screen/https://youtu.be/jju7ErdRot0
On reprezentuje młodych i wykształconych, których średnia wieku nie przekracza 30 lat. Najchętniej dałby kobietom więcej praw, sprowadził więcej zagranicznych inwestycji i otworzył radykalny islam na inne religie. Oni – starsi, wręcz skostniali ulemowie. Jeden z nich stwierdził niedawno, że kobiety mają pół mózgu mężczyzn, który po zakupach i tak kurczy się jeszcze do ćwiartki. Tak najprościej mogłoby wyglądać to pole walki. Ale jest jeszcze bardziej skomplikowane. Chodzi o pełnię władzy. O całą królewską rodzinę Arabii Saudyjskiej. O intrygi, które mogą przypominać najgłośniejszy serial ostatnich lat.

Podobieństwo zauważyły największe gazety świata, nie jesteśmy tu żadnymi odkrywcami, choć w luźnych rozmowach wielu taka analogia sama cisnęła się na usta. – Normalnie, jak w "Grze o Tron" – sama słyszałam dwa takie komentarze. "New York Times", "Financial Times" – właśnie one zwróciły na to szczególną uwagę. "Gra o Tron" wkracza do Arabii Saudyjskiej" – napisał w NYT Elliot Abrams.



Główny bohater jest jeden. To książę 32-letni Mohammed Bin Salman, od czerwca oficjalnie następca tronu, zwany przez niektórych cudownym dzieckiem, który już dziś – choć formalnie królem jeszcze nie jest – ma gigantyczną władzę i chce modernizować kraj. "Mr. Everything" – taki ma przydomek. Bo praktycznie, wszystko co się da, jest dziś w jego rękach - wojsko, gospodarka, polityka zagraniczna i krajowa. Tylko, jak się okazuje, z wyjątkiem opozycji, która w jego własnej, królewskiej rodzinie, zaczęła ostatnio narastać.

Syn króla z trzeciego małżeństwa
I teoretycznie, nie ma się co dziwić. W saudyjskiej rodzinie królewskiej nie sposób zliczyć wszystkich książąt i ich kuzynów, którzy wcale nie mieliby ochoty rozstawać się z władzą. Tym bardziej na rzecz człowieka, który jeszcze dwa lata temu znajdował się w ich cieniu. Jego ojciec został królem dopiero w 2015 roku i dopiero od tego czasu jego kariera i wpływy zaczęły rozwijać się lawinowo. Choć – jak wszyscy podkreślają – w przeciwieństwie do wielu swoich kuzynów nawet nie studiował za granicą i wykazywał się słabą znajomością angielskiego.

Nawet jeszcze w maju pierwszym następcą tronu był zupełnie ktoś inny – bratanek króla, 57-letni książę Mohammed bin Najef. W czerwcu wszystko wywróciło się do góry nogami. Najef – podobno z powodu uzależnienia od morfiny, choć sam zainteresowany twierdził, że z powodu rany brał tylko środki przeciwbólowe – został odsunięty, a jego miejsce zajął Mohammed Bin Salman.

Syn króla z trzeciego małżeństwa, zwany też MBS, dotychczasowy minister obrony, wielki zwolennik nowoczesnego państwa z umiarkowaną religią, w którym trzeba zwalczać ekstremizm. To on wymyślił m.in., że kobiety w tym kraju wreszcie powinny mieć prawo wejścia na stadion, a w przyszłości prowadzić samochód. Ogranicza wszechobecną policję religijną i staje się głosem młodych, wykształconych Saudyjczyków, którym chce pokazać, że można żyć bez ropy. Nie mówiąc o tym, że znajduje uznanie u prezydenta USA Donalda Trumpa. W tak konserwatywnym kraju nie wszystkim się to podoba.
"On skupia władzę w swych rękach, by zmusić swój głęboko konserwatywny, produkujący ropę kraj do marszu ku nowoczesności" – pisze "Financial Times".

11 książąt do aresztu
Swoją wizję kraju MBS nazwał "Wizja 2030". Która w praktyce pokazuje między innymi koniec z pewnymi, dotychczasowymi przywilejami członków królewskiej rodziny. "New York Times" pokazał to bardzo obrazowo: "Książę Najef przez 37 lat był ministrem spraw wewnętrznych, a po nim stanowisko obejmował jego syn. Książę Sultan był ministrem obrony przez niemal pół wieku, jego syn był jego zastępcą". MBS najwyraźniej postanowił z tym skończyć i całą władzę chwycić we własne ręce.

W ostatnich dniach saudyjski książę dokonał czystek, które obiły się szerokim echem w świecie. Pod zarzutem korupcji nagle aresztował blisko 50 osób, w tym aż 11 królewskich książąt i 38 polityków, w tym także obecnych ministrów, oraz przedsiębiorców i biznesmenów. Wśród nich był m.in. Al-Walid ibn Talal – książę należący do królewskiej rodziny, dwudziesty najbogatszy człowiek świata. Jak zauważyli szybko internauci, Talal należał do osób krytykujących Trumpa.
Korupcja korupcją, walka z nią godna pochwały, ale eksperci od polityki Bliskiego Wschodu natychmiast dostrzegli w tym zupełnie inny, sprytny ruch – próbę wyeliminowania przeciwników i ostateczną drogę ku konsolidacji władzy. Element prawdziwej walki o tron.

Czekać na inwestycje
Krok księcia faktycznie był o tyle nagły, że ledwie chwilę wcześniej MBS stanął na czele instytucji do walki z korupcją, która też dopiero co została powołana do życia. Światowe media podały, że nastąpiło to zaledwie kilka godzin przed aresztowaniami.

Saudi Arabia's Crown Prince Mohammed bin Salman said on Tuesday that Iran's supply of rockets to militias in Yemen is an act of "direct military aggression", Saudi state news agency SPA reported.

Opublikowany przez Reuters na 7 listopada 2017
Teraz tylko czekać, co będzie dalej. W jakim kierunku pod jego rządami pójdzie Arabia Saudyjska. Jako minister obrony, już uwikłał ją w wojnę z Jemenem. Nie brak też głosów, że choć chce ściągnąć zachodnie inwestycje, to swoją walkę o władze może przynieść skutek zupełnie odwrotny.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...