"Celowo założyłem sutannę, gdy szedłem na podium". Ksiądz Krzysztof podnosi ciężary i pokazuje jak można przełamać tabu

Ksiądz Krzysztof Faron trenuje trójbój siłowy. Na codzień jest w parafii w Ząbkowicach Śląskich.
Ksiądz Krzysztof Faron trenuje trójbój siłowy. Na codzień jest w parafii w Ząbkowicach Śląskich. Fot. Screen/https://youtu.be/KAYennahGQI
Zawsze chciał być silny, od dziecka zafascynowany sportem. Biegał na treningi, na siłownię i robi to nadal, choć jest księdzem. W tym roku pierwszy raz wystąpił w zawodach, zdobył dwa medale i pobił rekord Polski. Gdy startował, nikt nie wiedział, kim jest dopóki nie założył sutanny. Wywołał szok. To, co mówi, brzmi jak coming out człowieka, który chce pokazać, że ksiądz też potrafi mieć pasje. I że można prowadzić posługę w zupełnie inny sposób niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień. – Bliższy współczesnemu człowiekowi – tak mówi.

Ks. Krzysztof Faron chętnie o tym opowiada. Mówi o sobie: "Ksiądz - powerlifter". Tak się przedstawia, pod takim hasłem można go znaleźć na Facebooku. Tak, przyznaje, faktycznie to trochę taki coming out.



Bo jeszcze niedawno trenował podnoszenie ciężarów w ukryciu i mało kto o tym wiedział. Jednak w ostatnich tygodniach jest o nim coraz głośniej. Nawet katolickie media przedstawiają go jako siłacza i ciężarowca. "Moją największą pasją jest Bóg, a zaraz po nim ze spraw ziemskich trójbój siłowy klasyczny" - tak pisze o sobie na Facebooku.

Pytam, dlaczego teraz chce mówić o tym głośno. – Moim głównym celem jest to, żeby człowiek świecki przestał mieć wyobrażenie o księdzu, że ksiądz tylko jest w kościele i widzimy go tylko na ambonie, a w życiu realnym nie możemy sprawdzić, czy jest wiarygodny w tym co robi i co mówi. A ja, mimo, że bardzo często chodzę w sutannie, chciałbym pokazać ludziom, jak ksiądz żyje na codzień. Moim zadaniem jest to, co mówi papież Franciszek, żeby pachnieć jak owce. Żeby być blisko nich i je rozumieć – odpowiada.
Dwa razy stanął na podium
Ksiądz sportowiec robi wrażenie. Mówi o darze od Boga, którym są predyspozycje do uprawiania sportu siłowego. I o tym, jak bardzo lubi podnosić duże ciężary. Uprawiał ten sport przez 12 lat, w ukryciu, dla siebie. Ludzie o tym nie wiedzieli, bo na codzień chodził w sutannie. Twierdzi, że nie miał potrzeby, żeby o tym mówić. Ani pokazywać innym, jak wygląda. Od trzech lat ma trenera, trenuje trójbój siłowy. Ba, zrobił też niezliczone kursy. – Mam trenera personalnego, fizjotrenera oraz wiele szkoleń z zakresu dietetyki, treningów. Mam wiedzę na ten temat i podpowiadam ją innym – mówi.

Kiedy to robi? – Przez rok, jak miałem jeden wolny dzień w tygodniu, jeździłem na szkolenia do Warszawy. Wstawałem o 4 rano, o 5 wyjazd i wieczorem wracałem – odpowiada. Po spełnieniu posługi duszpasterskiej w wolnej chwili udaje się na trening. Czasami na 18, czasami na 20 albo nawet na 22 - w zależności od czasu jakim dysponuje.
ks. Krzysztof Faron
walbrzyszek.pl

"Posługa księdza nie jest od którejś godziny do którejś. Tylko wiele rzeczy pojawia się nieujętych w planie dnia. Do tego jedyny czas wolny jaki mam, oprócz czasu na modlitwę, czytanie książek, poświęcam na trening. Więcej czasu nie mam, więc wymaga to pewnego poświęcenia i wyboru. Czasami treningi robiłem o 20.00, czasami dopiero o 22.00. Kiedy był czas kolędy, po pracy w szkole przychodziłem i szedłem na "kolędę" wracałem po 21.00 i potem jechałem na trening. Czasami naprawdę jest ciężko, kiedy zmęczony muszę iść ćwiczyć". Czytaj więcej

Nietypowy ksiądz? Owszem. Od tego roku zaczął brać udział w zawodach. Kilka osób zwróciło mu uwagę, że ma predyspozycje i spróbował. W Pucharze Polski zajął drugie miejsce, w Mistrzostwach Polski – trzecie. Przy okazji pobił rekord Polski w martwym ciągu w kategorii do 74 kg.
ks. Krzysztof Faron

Dla mnie to forma ewangelizacji. Pokazanie, że ksiądz też może iść tam, gdzie Boga może nie być. Przez tę pasję chcę innych ludzi przyciągnąć do Boga. Wiadomo. Niektórzy mogą do Kościoła nie przyjść. To trzeba przyjść do nich. Sam ciągle pytam Boga, czy chce, żebym uczestniczył w zawodach. Nie wiem jak to się skończy. Może kiedyś Bóg powie: a już proszę nie ćwiczyć.

Nikt na zawodach, oprócz paru osób, nie wiedział, że jest księdzem. – Specjalnie założyłem sutannę, gdy szedłem na podium – mówi z uśmiechem. Było zaskoczenie, ale i pozytywny odzew. "O! Ksiądz!" – rozległo się.

Po pierwsze przepraszam, że nie udało się przeprowadzić transmisji na żywo; Na drugi raz oby się uda; Trzecie zawody...

Opublikowany przez Ks. Krzysztof Faron - Powerlifter na 28 października 2017
"Dzień z życia Księdza Trójboisty"
Mówi jak katarynka, usta mu się nie zamykają. Szybko, intensywnie. Z pasją o ciężarach, sporcie i o Bogu. O tym, jak na parafii w Wałbrzychu otworzył dla ludzi siłownię i zachęcał do korzystania. Teraz od kilku dni jest na nowej parafii w Ząbkowicach Śląskich i już podczas pierwszego kazania poprosił wiernych o pomoc w zorganizowaniu siłowni. Szuka miejsca i chce, by każdy mógł z tej siłowni korzystać. – Nie lubię pokazywać się na siłowni w miejscach publicznych. Nie lubię chodzić bez sutanny – mówi.

Przesłał nam nagranie wideo pt. "Dzień z życia Księdza Trójboisty", na którym widać, jak trenuje. Nagranie robi wrażenie, czego dowodem również komentarze pod nim. "Ja poproszę takiego księdza do siebie", "Brawo, nie rozumiem dlaczego robi się tyle szumu wokół zwykłego hobby..." – można przeczytać. Na filmie widać też, jaki ma świetny kontakt z uczniami w szkole.
Ksiądz-siłacz, którego nikt nie znał
W Ząbkowicach szybko dowiedzieli się, że ich nowy ksiądz to sportowiec. Przeczytali w "Gościu Niedzielnym". I bardzo dobrze go przyjęli.

Wcześniej zupełnie był nieznany. – Nie mieliśmy pojęcia, że jest u nas taki ksiądz. Kompletnie go nie znaliśmy, ani o nim nie słyszeliśmy – przyznaje Paweł Wyszkowski z portalu Walbrzyszek.pl. Tu, w Wałbrzychu, ksiądz Krzysztof był na parafii przez trzy lata, potem rok w podwałbrzyskim Walimu. Gdy zaczął zdobywać medale, zaczęły o nim pisać lokalne media.
block position="indent"]260183[/block]
"Pierwszą pasją księdza ma być kapłaństwo"
Co na to jego przełożeni? W żadnej z trzech parafii księża nie bardzo chcą się wypowiadać na ten temat.

– Pierwszą pasją księdza ma być kapłaństwo. Dobrze, że ma pasje, zainteresowania. Ale pierwszą pasją ma być kapłaństwo i temu ma być wszystko podporządkowane w życiu. Moją pasją jest Kościół i kapłaństwo. W moim życiu wszystko jest podporządkowane kapłaństwu – mówi nam tylko proboszcz z parafii w Walimu, gdzie ksiądz Krzysztof pracował przez ostatni rok. Dyplomatycznie. Na nic więcej namówić się nie da.

– Ale może ksiądz Krzysztof ma przez to większy kontakt z młodzieżą? Może zachęca dzieci do uprawiania sportu? – próbuję.

– Tylko pytanie, kogo widzą w księdzu. Sportowca, czy człowieka, który został posłany, aby głosić Ewangelię? Aby głosił słowo życia w tym świecie beznadziei, negatywnych informacji, wielu dramatów choćby młodych ludzi? – słyszę w odpowiedzi.

"Księża też powinni być sprawni fizycznie"
Sport w niczym mu nie przeszkadza, choć wszystko pogodzić nie jest łatwo. – Wiem o tym. Sam się o to często pytam, żeby nie było przegięcia w drugą stronę. Ale sport dużo mnie nauczył. Cierpliwości, wytrwałości, nie poddawania się, walki ze swoimi lekami, słabościami – mówi. Wątki sportowe porusza też w kazaniach. I otwarcie mówi, że trzeba dbać o swoje zdrowie. Co dotyczy każdego człowieka, również księdza.

– Księża pracują do 75 roku życia. Powinni być sprawni fizycznie. Bóg dał nam też ciało, by o nie dbać. A jeżeli człowiek nie dba o swoje ciało, gorzej się czuje. Co przekłada się na jego zdrowie i funkcjonowanie i całe życie. Zdrowie to coś, co dostałem od Boga i trzeba o nie dbać – mówi.

http://www.walbrzych24.com/artykul/5663/w-zdrowym-ciele-zdrowy-duch

Opublikowany przez Ks. Krzysztof Faron - Powerlifter na 14 października 2017
Fajny ksiądz ze zdrowo-rozsądkowym podejściem do życia. Zwykły człowiek, który musi znaleźć czas na swoją pasję. Idzie do przodu, chce "odczarować" mit księdza, który jest z dala od ludzi. Ze świadomością, że nie wszystkim jednak podoba się, to co robi.

– Gdybym nie uprawiał sportu to wiem, że marnowałbym czas. I bardzo bym się zaniedbał. Sport powoduje, że bardziej dbam o odżywianie, o sen, o zdrowie. Ale też od sportu mogę zacząć rozmowę z drugim człowiekiem. A dopiero potem rozmawiać z nim o Panu Bogu. Bo jak jest na odwrót, to wiele osób się zamyka – tak uważa. Niektórzy jednak są odmiennego zdania.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...