Zapchane parkingi, puste półki, wielkie kolejki. Wystarczy zamknąć sklepy na jeden dzień i zachowujemy się jak wariaci

Polacy tłumnie ruszają do sklepów dzień przed świętem. Aż zbyt tłumnie i zbyt gwałtownie.
Polacy tłumnie ruszają do sklepów dzień przed świętem. Aż zbyt tłumnie i zbyt gwałtownie. Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta / Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
Polacy to najwyraźniej naród, który najlepiej wie, jak przygotować się na wybuch wojny atomowej. Ćwiczymy ten scenariusz co najmniej kilka razy w roku, kiedy bez opamiętania rzucamy się do sklepów i wykupujemy dosłownie wszystko. Jakby miały zostać zamknięte nie na 24 godziny, a już na zawsze. Ostatni raz taki obrazek zobaczyliśmy kilka dni temu – 10 listopada. – W dniu przedświątecznym robimy zakupy na zapas i oczywiście bez żadnej logiki. Ale chodzi o to, żeby nadrobić czas, kiedy sklep będzie zamknięty – mówi w rozmowie z naTemat antropolog, prof. Mirosław Pęczak. W takich dniach obrót rośnie nawet o 40 proc.

To obrazek, na który przez lata naprawdę napatrzyłem się. Aż za bardzo. Z bloku, w którym wychowałem się, a konkretnie z mojego kuchennego okna, doskonale widziałem parking pod Carrefourem (z początku to był nawet Champion, pamiętacie jeszcze takie sklepy?). I kiedy był normalny dzień, ruch był… normalny. Kiedy była sobota i niedziela, samochodów na parkingu było odczuwalnie więcej.



Ale największe szaleństwo obserwowałem zawsze w dniu poprzedzającym taki, kiedy sklepy są nieczynne. Czyli np. 10 listopada. Parking zawsze był nabity do granic możliwości, ludzie spędzali czas nawet nie na zakupach, a na szukaniu miejsca parkingowego. Korki, stres, nerwówka, a potem przepychanie się w sklepie. Wariactwo. Wszystko przez to, że sklep był zamknięty przez jeden dzień. 24 godziny. Jak w tym starym memie. "Sklepy nieczynne przez jeden dzień, zrób zakupy na cały miesiąc".
Lata mijają i muszę przyznać: coś się zmieniło. Otóż jest jeszcze gorzej. Tak się złożyło, że 10 listopada byłem właśnie u rodziców, czyli poza Warszawą, w której pracuję. To był piątek przed dniem wolnym od pracy – przynajmniej nie w mediach. Ja miałem pracujący 11 listopada, więc szykowałem się do powrotu do Warszawy. Zajechałem jednak jeszcze do Lidla – bo w Warszawie byłem późno.

Uznałem, że to najlepsza okazja na normalne zakupy w tym dniu. Jak bardzo się myliłem. Poza standardowym przy takiej okazji problemem z w ogóle zjechaniem na sklepowy parking i szukaniem miejsca parkingowego, już w środku przeżyłem szok. Chciałem kupić m.in. zwykłe drożdże. Takie w kostce. W lodówce został po nich tylko karton. To może jakaś paczkowana wędlina? Salami w ogóle nie było, inne wędliny przebrane… wziąłem tylko boczek w plastrach. Sklep pełen ludzi, którzy nie mieli co kupić. Dosłownie.

Dochodzimy do absurdu. Zrobienie nawet normalnych zakupów, jeśli dzień później wszystko jest zamknięte, to po prostu koszmar. Ludzie kupują nie tyle, żeby "przetrwać" kolejny dzień, tylko jakby mieli im wszystko zaraz pozabierać.
Ruch większy nawet o połowę
To nie jest tylko pusta gadka. Potwierdzają to liczby. "Solidarność", która bardzo chce zakazu handlu w niedziele, co byłoby jednoznaczne z nagminnym powtarzaniem się opisywanej tutaj sytuacji, przeprowadziła badania handlu w maju 2015 roku. 24 maja wypadały Zielone Świątki – w niedzielę. Sklepy były zamknięte. W piątek i sobotę poprzedzające święto w sklepach obroty wzrosły o około 6 proc. A to tylko niedziela. Wiecie, co się dzieje, kiedy wolny dzień wypada np. w piątek i okazuje się, że mamy trzydniowy weekend. Nic to, że w sobotę sklepy są z powrotem otwarte. Z uzyskanych w jednej z polskich sieci handlowych danych (proszono mnie o anonimowość) wynika, że obrót w dniu poprzedzającym święto rośnie o 40 proc.! Z kolei dzień po wolnym jest większy o około 20 proc. Czyli nie dość, że szalejemy przed wolnym, to jeszcze "po" musimy znowu coś kupić.

Jak się okazuje, ten specyficzny "rzut" na sklepy to po nasza polska wersja amerykańskiego snu. – Mieszkam koło bazarku na Bemowie i widać wyraźny szał zakupowy przed każdymi świętami. To samo było teraz, w piątek, przed 11 listopada – mówi naTemat prof. Mirosław Pęczak.
Prof. Mirosław Pęczak

To ma związek z tym, co Amerykanie zaobserwowali tuż po wojnie. Kiedy Ameryka przeszła z wojny prosto w prosperity gospodarczą. To były początki społeczeństwa konsumpcyjnego, które z zakupów robi coś więcej, niż aprowizację domową. To jest właściwie rodzaj egzystencjalnego zabezpieczania się. Poprzez zakupy i mnożenie doraźnych dóbr czujemy się bezpieczniej. Druga sprawa to skłonność do nadmiaru. Jeśli coś kupujemy, to kupujemy dużo. Temu sprzyjają świątynie konsumpcji, czyli sklepy, centra handlowe. To już weszło w krew wszystkim.

Amerykański sen nie wyjaśnia jednak, dlaczego dostajemy zakupowego szału na samą myśl, że może nam czegoś zabraknąć. Tu już prawda jest trochę bardziej skomplikowana – tak naprawdę zakupy to... rytuał. A zamknięcie sklepów to jawne pogwałcenie naszych zwyczajów.

– Jeśli trafiamy do dużego sklepu, a zwłaszcza przed świętami, to inercyjnie kupujemy więcej, niż potrzeba. To jest tak, że robienie zakupów stało się rytuałem. On ma swój rytm. Jeśli to jest taki zwykły dzień w środku tygodnia, to zwykle robi się zakupy, które są akurat konieczne w danej chwili. Tego się specjalnie nie celebruje – tłumaczy antropolog. Co innego przed dniem, kiedy sklepy są zamknięte. – Ale jeśli to dzień przedświąteczny, to robi się zakupy na zapas i oczywiście bez żadnej logiki. Ale chodzi o to, żeby nadrobić czas, kiedy sklep będzie zamknięty.

W ten sposób załatwiamy za jednym zamachem kilka potrzeb. Z jednej strony zapewniamy sobie ten komfort, że w dniu, kiedy w każdym sklepie tylko pocałujemy klamkę, niczego nam nie zabraknie. Z drugiej strony dajemy upust temu wewnętrznemu imperatywowi, zgodnie z którym shopping po prostu zrobić trzeba. No bo jak inaczej?

Zgaszone witryny budzą demony
Zamykanie sklepów wiąże się jednak z jeszcze jednym zjawiskiem – całkowicie polskim, bo trudno je przenieść na wspomniany wyżej amerykański grunt. Cała historia z zakupowym pędem jest dla nas nadal mimo wszystko w miarę nowa. A to implikuje nasze zachowanie.

– My tym społeczeństwem konsumpcyjnym dopiero zaczynamy być, wcześniej nie było takich możliwości. Przy polepszeniu się gospodarczej koniunktywy, 500+, w zasadzie każdy wie, że na jakieś drobne rzeczy, zwłaszcza towary spożywcze, po prostu go stać – tłumaczy prof. Mirosław Pęczak.

Co to ma do rzeczy? Bardzo dużo, bo przecież historycznie praktycznie od zawsze byliśmy w sytuacji braku i niedoboru. – Teraz ta karta się odwraca. Nadrabiamy historyczny czas – zwraca uwagę antropolog. Kiedy go wprost pytam, czy Polacy więc pędzą tak do sklepów, bo się boją, że czegoś im zabraknie w dniu "bez sklepów", czy chodzi o zwykły strach, odpowiada po prostu: – Tak.
Dla wielu to po prostu kolejny zakaz
I dodatkowo: porzućcie myślenie, że Polacy przyjmą ewentualne zamknięcie sklepów w niedziele – niezależnie od tego, czy się tak stanie, czy nie – tylko dlatego, że po prostu są sklepami. Dla statystycznego Polaka to coś znacznie więcej.

– Polacy nie chcą zamykania sklepów w niedziele, bo się przyzwyczaili, że w niedziele zawsze wychodzi się do centrum handlowego i to się traktuje w charakterze rozrywki – mówi prof. Pęczak.

Sklepy wielkopowierzchniowe (a galerie zwłaszcza) są traktowane jako miejsca wielofunkcyjne. Poza zakupami to przecież okazja na wizytę w kinie, u fryzjera, miejsce zabawy dla dzieci czy cokolwiek innego. Kiedy sklep jest zamknięty, nagle trzeba znaleźć inne zajęcie. Dla wielu to może być trudne.
Prof. Mirosław Pęczak

Nie przeceniałbym stadnych zachowań, że jeśli się ludziom zamknie sklepy, to oni wszyscy gromadnie pójdą do kościołów, a taka idea chyba przyświeca hierarchom kościelnym.

Dlatego też tak pędzimy do sklepów przed świętem – żeby nadrobić ten "stracony czas". – Nagle okazje się, że to ma zostać zmienione dość radykalnie… Ludzie są raczej niechętni radykalnym zmianom.

No i na koniec – zakazany owoc po prostu lepiej smakuje. – Jeśli czegoś się zakazuje, to staje się to bardziej atrakcyjne. Ta gorączka będzie przed każdą niedzielą wolną od handlu – podsumowuje prof. Pęczak.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...