Wasze piwnice i strychy mogą kryć prawdziwe skarby. Stare konsole, komputery i gry są często warte krocie

Moda na retro granie trwa w najlepsze. Można na tym też sporo zarobić.
Moda na retro granie trwa w najlepsze. Można na tym też sporo zarobić. Fot. ptra / Pixabay
Handel retro sprzętem kwitnie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile ludzie są w stanie wydać na 30-letni komputer i ile rzeczy, które wyrzuciliście na śmietnik, jest teraz cenniejszych niż złoto. W ciągu ostatnich kilku lat możemy zaobserwować wzrost cen i zainteresowania "historyczną" elektroniką. Są modele i gry tak samo drogie (a nieraz kilka razy droższe) i pożądane, jak pod koniec XX wieku.

Sprzęt elektroniczny ma to do siebie, że już w chwili kupowania jest przestarzały. Rozwój technologiczny pędzi w zawrotnym tempie, przez co nowinki szybko stają się zabytkami. W zeszłym tygodniu na eBayu został sprzedany komputer Commodore 65... za ponad 81 tysięcy euro (ok. 342 tys. złotych). Co prawda to model prototypowy (wyszło maksymalnie 2000 egzemplarzy), rozbudowana wersja popularnego w Polsce Commodore 64, ale to też swego rodzaju symbol opisywanego zjawiska. Komputer z 1991 roku jest przecież w tym momencie praktycznie bezużyteczny.
Jednak nawet na naszym podwórku robi się ciekawie - wystarczy zerknąć na aukcje internetowe. Kultowe Amigi potrafią kosztować tyle co współczesny komputer.
Ceny wzrosły znacznie w ciągu kilku lat! Pamiętam, że jeszcze nie dawno Amigę 1200 z monitorem i innymi bajerami można było kupić za 1,5 tys. złotych. Tymczasem są osoby, które uznają, że popularny w latach 90-tych komputer jest bezużyteczny i bezlitośnie wyrzucają go na śmietnik. Nie wiedzą co czynią. Zwłaszcza, że nadal można zaopatrzyć się w podzespoły i jest sporo pasjonatów, którzy naprawią lub nawet udoskonalą wysłużone rupiecie.

Oto co znalazlem jakis czas temu na smietniku... Na szczęscie poza stacją dysków była kompletna. Po czyszczeniu obudowy...

Opublikowany przez Retrokomp / Loaderror na 14 października 2014
W Polsce też jest kilka "białych kruków", których ceny przyprawiają o zawrót głowy, jak np. Atari Falcon. Na Allegro jest wystawiony ten komputer z 1992 roku za... 9000 złotych.
Komputery od Atari czy Commodore stają się droższe, ale i tak to nic w porównaniu z tymi od Steve'a Jobsa. – Prym jednak wiodą komputery Apple. Na przykład - model "Lisa" jakiś czas temu został zlicytowany za około 15 tysięcy dolarów (eBay), zaś prototypowy Apple I sprzedano za prawie milion dolarów – mówi Piotr Potera z Retroboat - prywatnego muzeum komputerów i konsol.
Moda na retro
Nie trzeba chyba długo tłumaczyć dlaczego jest na to popyt. Jesteśmy sentymentalni i lubimy sobie wspominać "jak to drzewiej bywało". Jedni oglądają stare zdjęcia, inni odpalają Pegasusa. – Dla jednych jest to podróż do czasów dzieciństwa, kiedy komputer był odskocznią od szarej codzienności, gry rozpalały wyobraźnię i pozwalały przeżywać niesamowite przygody w wirtualnym świecie nawet, jeśli składał się on z kilku pikseli na krzyż. Przede wszystkim w dzisiejszych czasach można sobie pozwolić na kupno komputera, o którym marzyło się w latach 80. i 90., ale ze względu ówczesną cenę był on poza zasięgiem. Wtedy na przeciętny 8-bitowy komputer trzeba było pracować miesiącami – mówi Marcin Kiendra z bloga "Retrospekcja".
Wiele osób właśnie teraz w pewien sposób nadrabia "utracone" dzieciństwo. Przenośna konsola Game Boy była kiedyś marzeniem wielu dzieciaków, ale niewielu rodziców mogło sobie na to pozwolić. Dlatego parę lat temu kupiłem sobie pierwszego upragnionego "Gejmboja" za 50 zł – akurat te konsolki nadal można dostać za taką cenę, która - trzeba przyznać - nie jest niezbyt wygórowana. Co innego kartridże z grami. Mniej popularne tytuły kupimy za kilka lub kilkadziesiąt złotych, ale te kultowe w stylu Pokemonów to duży wydatek jak na 30-letnią grę.
Ceny kartridżów są wygórowane, bo jest ich ograniczona liczba - jak ze złotem. Nie wychodzą reedycje, a samemu trudno jest nagrać czy przegrać kartridża. Oczywiście jest taka możliwość, ale to przecież nie to samo. Jeśli więc istnieje limitowana liczba danej rzeczy, wtedy też pojawiają się kolekcjonerzy. – Spora część osób, która nabywa te rzeczy, po prostu odstawia je na półkę. Bywają przypadki, w których ludzie nie są w stanie powiedzieć nawet kilku słów na temat tego, co posiadają - ot zakup, aby się pochwalić przed kolegami – mówi Łukasz Abramowicz z Ephe Gaming Team i strony "Lubię stare gry".
Marcin Kiendra
Blog "Retrospekcja"

"Na pewno wielu ludzi jest typowymi kolekcjonerami, którzy dążą do zebrania określonych modeli komputerów i konsol. W jakim celu? Pewnie głownie dla własnej satysfakcji i samej idei kolekcjonowania. To zajęcie na dłuższą metę wymagające czasu, cierpliwości i oczywiście zasobnego portfela. Sprzęty zdobywa się przeglądając internetowe aukcje, portale handlowe czy wreszcie targowiska. Jest to też jakaś forma współzawodnictwa z innymi kolekcjonerami.

Jest też grupa ludzi zbierająca retro sprzęty po to żeby je „tuningować”. Praktycznie każdy stary komputer czy konsolę można jakoś usprawnić dodając jej współczesne akcesoria – czytniki kart pamięci do bezproblemowego uruchamiania gier i programów, porty audio/video, więcej pamięci, szybsze procesory itp.

No i ostatnia grupa to demoscenowcy i programiści, którzy za cel stawiają sobie przekraczanie technicznych granic starych komputerów: głównie w sferze tworzenia efektów graficznych i muzyki."

Jest też jeszcze jedna grupa - młodziki, którzy nie żyli w tamtych zamierzchłych czasach, ale chcą poczuć ten specyficzny klimat. Zachęcani przez modę lub zarażani przez rodziców. Współcześni 30-to i 40-latkowie muszą się czasem czuć naprawdę staro, gdy próbują wytłumaczyć dziecku, że kiedyś gry były na kasetach i przewijało się je ręcznie - na ołówku.
Żyła złota
Panuje moda nie tylko na retro, ale i na oryginalne gry. Kiedy w latach 90-tych i na początku nowego millenium większość graczy nie miało problemu z pirackimi grami (jak i polskie prawo), to teraz jest sytuacja zupełnie odwrotna. Większość gra na legalnych kopiach. Powodów jest kilka: bardzo szybko tanieją, są też lepiej zabezpieczone, "piraty" czasem są pełne błędów, ale i dojrzała też społeczność graczy, którzy kupując je, oddają szacunek twórcom. Niestety w tym momencie jeśli chcemy pograć w oryginalne gry np. na pierwszą konsolę PlayStation (z 1995 roku), to musimy przygotować się na szok. Ceny za niektóre tytuły są astronomicznie wysokie. Np. "Suikoden 2" z 1998 roku jest sprzedawany przez niektórych nawet 1000 zł!
Podobnie jest z tytułami na mitycznego SNESa (Super Nintendo Entertainment System, początek lat 90-tych). – Jedne z najdroższych rzeczy to kartridże na SNESa: ceny są często nie do przełknięcia. Potrafią wahać się od 300 do nawet 1000 zł. Również gry na samego NESa (wcześniejsza wersja - red.) ludzie potrafią wysoko wycenić rzadkie tytuły – mówi Michał Zygadło z "MGR Amiga Fan Club". Wyjątkiem od reguły o oryginalności są gry na naszego swojskiego Pegasusa. To piracka wersja konsoli NES, która była niezwykle popularna u nas w Polsce. Choć pojedyncze kartridże są tanie to są unikaty np. taki "168 in 1", który potrafi sporo kosztować (ok. 100 zł).
Łukasz Abramowicz
Ephe Gaming Team / Lubię stare gry

"Są też gry, które moim zdaniem nie powinny być drogie z racji bardzo wysokiego nakładu - na przykład pierwsze trzy części serii "Crash Bandicoot" - każdy z tych tytułów osiągnął nakład większy niż 5 milionów sprzedanych kopii. Ciekawa jest też sytuacja pierwszego "Gran Turismo", które sprzedało się w największym nakładzie. Jeszcze 3-4 lata temu było można nabyć ten tytuł za rozsądne pieniądze. Aktualnie możemy obserwować wzrost cen na portalach aukcyjnych w naszym kraju.

Aktualne ceny gier i sprzętu to tak naprawdę cena sentymentu, na którym chcą zarobić handlarze. Poza granicami naszego kraju sprawa wygląda nieco lepiej, dlatego też od pewnego czasu nabywam interesujące mnie tytuły na zagranicznych portalach aukcyjnych."

W cenie są też akcesoria i to nawet nie tak oczywiste jak dżojstiki, ale też np. oryginalne pudełka. Opakowania z oryginalnych gier potrafią sporo kosztować, a jeśli sprzedajemy cały komplet to możemy wywindować cenę kilkukrotnie. – Szczególnie cenne są tzw. Big boxy z Amigi czy PC-tów czyli gry pakowane w duże kartonowe pudełka z instrukcjami i dodatkami w postaci map, przewodników itp. – mówi Marcin Kiendra z "Retrospekcji". Jest też pewna mało znana w Polsce konsola Neo Geo z 1990 roku i gry na nią. – Należy do urządzeń "premium", które już na starcie jest ich mało — np. domowe wydania Neo Geo. Tamtejsze gry obecnie potrafią kosztować nawet 25 tys. złotych i jak je ktoś wystawia, to najczęściej rozchodzą się w kilka minut, bo jest ich aż tak niewiele – mówi Kamil Świtalski, kolekcjoner i publicysta Antyweb. Jeśli macie okazję zagrać coś na Neo Geo, to jesteście prawdziwymi szczęściarzami lub milionerami.
Podobnie jest z czasopismami. Mam znajomego, który u babci na strychu znalazł stare numery czasopisma "Gambler" - sprzedaje je po 10 zł za sztukę. Jedno z pierwszych branżowych czasopism w Polsce - "Secret Service" na Allegro jest sprzedawane za ponad 20 złotych od sztuki. Można też kupować całe komplety oraz np. dyskietki z grami i programami, które były dołączane do magazynu.
Kuj sprzęt, póki gorący
Z retro-elektroniką jest trochę jak z bitcoinami - gdybyśmy się zaopatrzyli w kilka sztuk kilka lat temu, teraz bylibyśmy bogaczami. W tym momencie każdy musi się poważnie zastanowić nad tym czy warto wchodzić w to hobby, jeśli nie śpimy na pieniądzach. Dużo cen jest zawyżanych. Alternatywą są chociażby wersje "mini" popularnych konsol. To nowoczesne wydania klasycznych modeli. Kosztują kilkaset złotych, ale mają na pokładzie wgrane najpopularniejsze gry, a do tego wejście HDMI czy port USB. Niby to samo, ale brakuje w tym dawnego dreszczyku emocji, gdy np. nie wiemy czy dany tytuł zacznie działać.
Kamil Świtalski
Kolekcjoner, publicysta

" Myślę, że to będzie wciąż przybierało na cenie, chociaż... istnieje szansa, że ludzie stracą zainteresowanie, dzięki takim świetnym wydawnictwom jak "SNES mini" na przykład. Chociaż druga strona medalu jest taka, że jak ktoś chce, to zawsze może (nielegalnie, ale jednak) coś emulować, więc tutaj chodzi raczej o zajawkę i oryginalne sprzęty. Przez jakiś czas na pewno będzie jeszcze rosło, ale trudno się tutaj jednoznacznie określić — bo wszystkie nośniki mają jakąś datę przydatności do spożycia. Nie wiadomo ile wytrzymają kartridże, płyty CD to ok. 20-25 lat. I powoli zaczynają przestawać działać, tak o, same z siebie. O dyskietkach nawet nie wspomnę. Zachodzi zatem tutaj dużo zmiennych.

Plus, jeśli chodzi o gry, to czasami kolekcjonerzy są bardzo niemiło zaskakiwani. Przykład? Radiant Historia z Nintendo DS, które było wybitne, było go mało, ceny podskoczyły do 500-600zł... a z dnia na dzień pojawiła się na rynku kolejna paczka z grami, które niczym się nie różniły z wyglądu (identyczne pudełka, karty, żadna tam platynowa edycja), które wycenione były na ok. 100zł. Więc automatycznie z dnia na dzień cena gry z 500zł spadłą na 100."

Trzeba też uważać co i od kogo kupujemy. Pasjonaci radzą, by popytać na dedykowanych forach (np. Amiga - polski PPA.PL czy zachodni Amibay.com) lub na odpowiednich grupach na Facebooku - tam ceny są bardzo często nawet o 1/3 niższe. – Sprzęty wyciągnięte ze strychu albo piwnicy często mają dużą wartość, a czasem to zwykła kupa złomu. Najczęściej są sprzedawane jako niesprawne, nietestowane, bo właściciel nie ma pojęcia jak je uruchomić, a wystawia w wysokiej cenie, bo sonduje rynek. Najpopularniejsze komputery w Polsce czyli Atari, C64 czy Amiga mają pewien przedział cenowy, który raczej nie będzie szybko rósł. Wszystko zależy od stanu komputera czy konsoli i to czy jest to zestaw kompletny z pudełkiem i literaturą – mówi Marcin Kiendra z "Retrospekcji". Oczywiście czasem można wygrzebać z pawlacza jakąś perełkę, która na pewno przez lata nie straci na wartości, a wręcz może sporo zyskać. Ale to rzadkie przypadki – dodaje bloger.
Zaczyna się więc spekulowanie jak na giełdzie: kupować teraz czy sprzedawać później retro-elektronikę. – Na pewno będą warte więcej, przynajmniej niektóre ale z tym wiąże się inny problem - jeśli masz jakiś sprzęt na tym strychu ale nie znasz się na nim, to trzymanie go "na lepsze czasy" może skończyć się tragedią. Nieumiejętnie przechowywany czy nieserwisowany stary komputer ulegnie z czasem nieodwracalnemu uszkodzeniu (wylana bateria podtrzymująca zegar czy wystrzelony kondensator) i wtedy zostajesz z wartą co najwyżej kilkaset złotych wydmuszką, którą można postawić jako ozdobę na regale; dlatego jeśli trzymasz jakiś sprzęt, który traktujesz jako potencjalną emeryturę, warto od czasu do czasu zerknąć do środka i zobaczyć, czy wszystko gra – radzi Piotr Potera z Retroboat. Wartość takich retro-cudeniek będzie rosła (zwłaszcza działających), aż w końcu dojdzie do pułapu "bezcenny", tak jak artefaktów w muzeach poświęconych starożytnym cywilizacjom. I tylko my i dosłownie kilka kolejnych pokoleń ma to szczęście zagrania na przyszłych reliktach przeszłości. Wszak w muzeach nie można dotykać eksponatów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...